czwartek, 28 lutego 2013

NIE WOLNO!

W sobotę kąpałam Blankę i śmiałam się jak wariatka; nie bardzo to było na miejscu, bo Mała wyrywała mi się w wannie, becząc jak zarzynane jagnię, usmarkana po pas. A ja, mimo wyrzutów sumienia, nie mogłam się opanować, więc sytuacja była dość kuriozalna; ona rozpaczliwie szlochała, a ja dosłownie kwiczałam ze śmiechu, stojąc przy wannie i spłukując jej szampon z głowy...

Blanka nienawidzi mycia włosów, nie pomaga tłumaczenie, żeby się nie bała, wystarczy, że poczuje, że ma mokrą głowę - uderza w ryk. Zwykle strasznie mnie to stresuje, skracam więc maksymalnie przykrą dla dziecka procedurę, pocieszam, otulam ręcznikiem najszybciej jak mogę, uspokajam, ocieram łzy. Ale w sobotę po prostu nie mogłam się opanować. Blanka płakała, a jednocześnie ze straszliwie niezadowoloną, obrażoną miną, pomiędzy jednym spazmem a drugiem, wygrażała mi palcem i mówiła:

Nieeeeee wooolnoooo!  Maaaaammmaaa, nieeeee woooolnoooo!

środa, 27 lutego 2013

TOTOJEST

Trzaśnięcie drzwiami. To to jest? Truskawka na naklejce w książeczce. Mamo, to to jest? Gawron na trawniku. To to jest? Plama na rozkładzie jazdy tramwaju linii numer cztery. Mamo, to to jest?
Pomidor na słoiku koncentratu. To to jest? Akacja na zdjęciu z sawanny. To to jest? Czapla na rysunku w dziecięcej książeczce. To to jest? Bagażnik na dachu auta. Mamo, to to jest? Światełko na kasowniku biletów. To to jest? Plakat na słupie ogłoszeniowym. To to jest? To to jest? Mamo, to to jest? To to jest?

Od kilku dni jestem matką Totojesta :-)

wtorek, 26 lutego 2013

CEMBAŁ

 Stoję wczoraj pod klatką jak wazon, krzyczę na niego, wołam tego durnego labradora - a ona krąży po skwerku, załatwia swoje psie sprawy i udaje, że nie słyszy. Trzymam Blankę za zmarzniętą rączkę, irytuję się coraz bardziej, wrzeszczę coraz głośniej, a pies ani myśli przyjść. Mała wtóruje mi cienkim głosikiem, powtarzając jak echo:
- "Tlavis, Tlavis!"
Białas głuchy na nasze wołanie zatacza kręgi coraz bliżej wejścia do klatki schodowej, łypie na nas okiem, ale wcale mu się nie spieszy, żeby wracać z nami do domu. Wściekła, ryczę przez zaciśnięte zęby:
- "TRRRRAAAAVIIIISSS!!! TYYYYYY....!!!!"
... gdy cienki głosik u mojego boku niespodziewanie dodaje:

- "Ciembale!!!"

niedziela, 24 lutego 2013

OKRUCHY CODZIENNOŚCI

Podchodzę rano do regału, żeby włączyć radio, Blanka zwisa mi na szyi, jak mała małpka, uważnie lustrując wyższe półki i kombinując, co by tu zwędzić. Chwilę obserwuje leżące na nich przedmioty w końcu wypatruje moje szkła kontaktowe i oznajmia:

Oćka! Oćka mamusi!

*
Gotuję obiad. Mała pracowicie ustawia na środku pokoju wszystkie swoje zwierzaki, jeden obok drugiego, w zwartej grupie. Po czym przybiega do mnie i mówi:

- Pochwal, mama, pochwal!

*
Przykucnęłam przy Blance; Mała dotyka po kolei mojegi nosa, policzków, brody, oczu i nazywa kolejne cześci mojej twarzy. W końcu zanurza palce w moich włosach i ze śmiechem stwierdza:

Grziwa!

*
Wracamy ze spaceru. Idziemy powoli śliskim chodnikiem; mija nas młody chłopaka w wojskowych spodniach, Blanka przygląda mu się przez moment po czym informuje mnie:

Pan w łati!, mama, Pan w łati!

*
Na zasypanym śniegiem placyku przed domem handlowym Magda stado gołębi dojada rzucone litościwą ręką skórki chleba. Blanka wbiega pomiędzy nie, machając rękami, klaszcząc i krzycząc:

- Uciekać gołomby! Uciekać głomby!

*
Mijamy wystawę sklepu odzieżowego, Blanka zatrzymuje się i informuje mnie z entuzjazmem:

Mama, lew! Tam, lew!
Patrzę zdziwiona, żadnego króla zwierząt nie widzę, dopytuję więc, gdzie ten lew? Blanka zmienia wersję i tym razem mówi: Puma!..., pokazując palcem apaszkę... w gustowny rzucik, zwany popularnie "panterką"...

*
Mężyk podrzuca Blankę wysoko, wysoko, a kiedy ta już, już prawie spada, rozkładając szeroko ręce, łapie ją, nieco wystraszoną i znów podrzuca. Blanka śmieje się, obawy walczą z radością; za każdym razem, gdy ląduje w ramionach ojca, chichocze radośnie przez chwilę, po czym grozi tacie palcem i bardzo poważnie mówi mu:

- Nie wolno! Nie wolno!
By za chwilę, z szelmowskim uśmiechem dodać:
Jece!...

*
Blanka wyciąga z szuflady w kuchni garnek, przynosi go do pokoju, pakuje do niego wszystkie moje notatki, pracowicie upycha szeleszczące kartki, miesza w nim łyżką, po czym zanosi gar pełny papieru Travisowi, stawia mu przed nosem i rozkazuje zdezorientowanemu psu:

- Łoda! Pij!
A kiedy zniesmaczony labrador odmawia konsumpcji, Blanka zmienia koncepcję, miesza jeszcze raz łychą w garnku, po czym informuje psa:
Objadek! Jedz!

*
A kiedy zasypia, przytulona do mnie, zarządza:

- Dlap, dlap mama. Po plećkach...



- 

środa, 13 lutego 2013

ABECADŁO

Od kilku dni abecadło czytamy na dwa głosy, brzmi to mniej - więcej tak:

Mama: Abecadło z pieca... -  Blanka: padło!
Mama: O ziemię się... -  Blanka: huklo!
Mama: Rozsypało się po... - Blanka: kotach!
Mama: Strasznie się... - Blanka: potuklo!
Mama: I -- zgubiło... - Blanka: klopecke!
Mama: H -- złamało... - Blanka: kladecke!,
Mama: B -- zbiło sobie... - Blanka: bziuśki!,
Mama: A - zwichnęło... - Blanka: nóśki!
Dalej czyta tylko mama:
 
O -- jak balon pękło,
aż się P przelękło.
T -- daszek zgubiło,
L -- do U wskoczyło,
S -- się wyprostowało,
R -- prawą nogę złamało,

W -- stanęło do góry dnem 
Blanka przyłącza się w ostatnim wersie:
Mama: i udaje, że jest... - Blanka: EMMMMMM! 

Radość nie do opisania :-) Dziękujemy Nikuś! :-)

środa, 6 lutego 2013

LUSTERECZKO POWIEDZ PRZECIE...

          Codziennie rano Blanka staje przed szafką z ubraniami i zamyśla się głęboko. Potem wskazuje paluszkiem na wybraną bluzkę i oznajmia: "Ta!". Moje preferencje i próby zmiany wyboru są natychmiast bojkotowane głębokim, stanowczym "Nie!". Gdy Blanka wybierze koszulkę z kotkiem, to ma być z sierściuchem i już. Pozostawienie Małej wolnego wyboru rozwiązało całkowicie problem z porannym ubieraniem się, jeśli to ona zdecyduje, co założy - nie kopie, nie wyrywa się, nie ucieka na golasa po domu, tylko stoi spokojnie i czeka, aż ją ubiorę. Ba! Próbuje, z różnym skutkiem, wkładać getry i bluzkę samodzielnie. Zwykle kończy się to wezwaniem: "Mama, pomoc!", ale przecież liczą się dobre chęci, nie efekty, na te przyjdzie jeszcze pora. 

Kiedy już jest wystrojona, kategorycznie żąda:

- "Łuśtro! Mama, luśtro!"

Biegnie pod drzwi łazienki i czeka, aż jej otworzę drzwi i zapalę światło, potem staje przed dużym lustrem i ogląda się ze wszystkich stron, powtarzając: "Ho, ho, ho..."
W końcu komplementuje samą siebie, oznajmiając:

"Ślićnie!" 
I bardzo z siebie zadowolona, wychodzi, gotowa, by zacząć kolejny dzień :-)