wtorek, 8 stycznia 2013

SANKI

Na Gwiazdkę od swojego wujka Blanka dostała sanki. Stały w garażu i czekały cierpliwie, aż świat zbieleje. Dopiero pierwsze dni stycznia sypnęły skąpo śniegiem, przykryły jednak trawnik pod naszym blokiem cienką warstwę białego puchu, zabraliśmy więc Kajmana na pierwsze saneczkowanie. Uśmiech na buzi Blanki wykwitł prawie tak szybko, jak rumieńce na policzkach od mrozu. Wróciliśmy więc po kilkunastu minutach do mieszkania, gdzie rozegrał się prawdziwy dramat... 

Blanka wyciągnęła sanki na środek pokoju, usiadła ma nich z nieskrywaną nadzieją na kontynuację rozrywki  i zakomenderowała:

" Jeździeć! Jeździeeeećććć!"

Nie pomogło odpychanie się nóżkami od paneli, nie pomogły prośby, okrzyki, ani nawet rozpaczliwy, nieukojony płacz. W domu sanki nie chciały jeździeć...

4 komentarze:

  1. Ha....sanki to jeszcze pół biedy, może i nie chcą jeździeć po panelach, ale doskonalę jeździeć będą łyżwy po nowiutkim dywanie...strzeżcie się zatem figurówek :)
    mała jest boska :) żana

    OdpowiedzUsuń
  2. a gdyby tak panele masłem posmarować? :) rut

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ją przekonaliście, że się w mieszkaniu nie da? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie sanki jak sanki - najważniejszy jest śnieg. U nas w centrum Polski prawie nie było śniegu zeszłej zimy. Może w tym roku naszym dzieciakom dopisze tym razem trochę szczescia i dadzą radę na sankach pozjeżdżać.

    OdpowiedzUsuń