sobota, 28 grudnia 2013

MOJE


Blanka w tym roku niemal samodzielnie przygotowała pierniczki świąteczne, przy pomocy swojego ojca tylko polukrowała jej i ozdobiła. Tłumaczyliśmy jej, ze kiedy przyjdzie do niej Mikołaj, będzie mogła mu je dać dla reniferów, bo one, po tak długiej drodze, będą zmęczone i głodne. Mała zrobiła smutną minę i radykalnie oznajmiła:

- "Nie dam!
- Ale dlaczego Blanuś???
- To moje ciastka!
- Ale renifery przywiozą Mikołaja i prezenty, będą bardzo strudzone; naprawdę im nie dasz???
- Może jedno..." - zmiękło dziecko...
Pierniczki nie, tak na marginesie

***
Po świętach Mała dzielnie pomaszerowała do niani, zażądawszy uprzednio, żeby jej spakowała te klocki, co jej Mikołaj zostawił u babci. Przesypałam zestaw lego duplo do plecaka młodzieży i wyprawiłam z całym tym majdanem i z opiekunką do jej domu, gdzie czekał już na nią wnuczek, którym też się zajmuje. 
Gdy wróciłam z pracy, zapytałam z ciekawości:

- "Jak tam Blanuś, bawiłaś się z Patrysiem klockami?
- Nie. Zabierałam mu!
- A dlaczego???
- Bo to moje klocki"

Taki etap. 
Mam nadzieję.

piątek, 27 grudnia 2013

WIGILIJNY DIALOG

Blanka, dziko się śmiejąc, klapnęła na kanapę. 

Nachylam się nad nią, mała zanosi się chichotem, dmuchawiec jej jasnych lekkich włosów rozsypuje się na szarym obiciu. Odgarniam jej puch z buzi, patrzę w zielono-szare oczy, w których odbijają się, migocząc choinkowe lampki i fala czułości zaczyna dławić mnie w gardle:

- "Jesteś moją gwiazdką Blanuś.." - mówię głosem jak z waty
Mała milknie, patrzy poważnie
- "Jesteś moją perełką, wiesz?" - dodaję
- "A ty mamo jesteś muszelą!" - odpowiada Blanka i kontynuuje swoją opowieść, mówiąc:
- "A tata jest wieeelką muszelą! A nawet żółwiem!"
- "Taaak? A kim jest Travis?" - pytam zaskoczona.
- "Travis.... Travis... jest foczką!" - wykrzykuje zadowolona Blanka, ucieszona, że udało się jej w metaforze zamknąć cała naszą rodzinę


-

piątek, 20 grudnia 2013

NOWE, NIEZNANE DANIE

Blanka nudzi od rana:
- "Daj czekoladkę, daj czekoladkę tatusiu!"

Ojciec patrzy na pociechę, marszczy czoło surowo i pyta:
- "A śniadanie jadłaś?" - pyta
- "Jadłam!" - odpowiada maluch

- "Nie jadłaś!!!" - zaprzecza ojciec, który czuwa nad swoją córeczką od bladego świtu, kiedy to zerwała się na nogi i doskonale wie, że Blanka nie raczyła jeszcze niczego spożyć

- "Jaaadłaaam!" - idzie w zaparte mała blondynka wagi piórkowej

 Postanowiłam się nieco doinformować, więc pytam:

- "Taaak? A co jadłaś?"
- "Nic!"- odparło rezolutnie nasze dziecko.


środa, 18 grudnia 2013

PORANEK

- "Zobacz jaki śliczny poranek!" - oznajmiła moja córka, wychodząc ze mną na spacer. 

O 11.30 :-)

wtorek, 17 grudnia 2013

CZY A RACZEJ KIEDY...

Przygotowujemy się do pieczenia kruchych ciasteczek. Mała ubrana w fartuszek, przestępuje z nogi na nogę, zniecierpliwiona drepcze przy stoliku, tylko czeka, żeby zacząć zagniatać słodką masę. Rzucam okiem na jej ręce i coś mi nie pasuje; kontrolnie pytam:

- "Umyłaś łapki? 
- Tak!!!
Chmmmm... Na małych palcach wyraźnie widać resztki plasteliny i akwareli, którymi malowała rano. Niemożliwe, myślę i drążę temat:

- Na pewno umyłaś??
- Taak!
- Nie umyłaś!
- Umyłam!
- Nie umyłaś!
- Uuuumyyyłaaammm.... 

W końcu coś mnie tknęło i dopytałam:

- A kiedy umyłaś?
- Wieczorem!!!" - oznajmiła Blanka z uśmiechem...

niedziela, 15 grudnia 2013

KTO?

Usilnie namawiam rano Małą, żeby się w końcu ubrała. Łata po domu w piżamie, na bosaka, wykręca się jak może, w końcu zaczyna wciągać getry i jednocześnie pyta:

- "A gdzie ja idę?
- Nigdzie. Zostajesz w domu. Ja idę do pracy, a tata wychodzi na spacer z Travisem"- odpowiedziałam.

Blanka zamarła na moment z bluzką założoną do połowy, z rączką zaplątaną w rękawie, popatrzyła na mnie i wypaliła z lekkim niepokojem w głosie:

- "A kto mnie będzie pilnował???"

poniedziałek, 9 grudnia 2013

MĄDRALA

Blanka, wraz z nadejściem zimy, zmieniła się w borsuka. Najchętniej siedziałaby całe dnie w domu; ani myśli wyłazić z nory. Wyciągam ją siłą, prośbą, groźbą i podstępem - do tej ostatniej kategorii należy metoda "na Travisa". Tłumaczę Blance, że to jej piesek i koniecznie, ale to koniecznie ona musi z nim wyjść na spacer. Co prawda pies potem patrzy na mnie z byka, z miną: "Jako mogłaś mi to zrobić???", bo przez cały Młoda wlecze go na smyczy długości pół metra i nie pozwala od siebie odejść na krok, ale dla mnie liczy się osiągnięty cel - dziecko na spacerze.
Wczoraj też tłumaczyłam Blance:

- "Musisz wyprowadzić Traviska, to twój piesek, zobacz, jak się kręci i popiskuje, zapytaj, go czy ma ochotę wyjść. No i? Co ci powiedział?"

Blanka, ciągle obejmując Travisa za szyję, spojrzała na mnie jak na głupią i sprostowała:

- "Mamo, pieski nie mówią. Pieski merdają ogonami!"

No fakt. 

piątek, 6 grudnia 2013

MIKOŁAJKOWE ZAMÓWIENIA

Już od dłuższego czasy wypytywaliśmy Blankę, co chciałaby otrzymać od Mikołaja. A ona niezmiennie powtarzała, że chce... trąbkę. Tak. Trąbkę do trąbienia. Tylko szaleniec mógłby spełnić tę prośbę, więc indagowaliśmy Młodzież dalej i dowiedzieliśmy się, że Mała chce jeszcze lalkę. Lalkę Zosię. Ma być zielona i mieć dużo włosów. Mam nadzieje, że chodziło jej o kolor sukienki, bo jeśli nie, to moja córka chce najwyraźniej na Gwiazdkę otrzymać... ufoludka. 

Trąbkę próbowałam jej wybić z głowy, ale po pięćdziesiątej zwiniętej w rulon książeczce zaczęłam się łamać. A wczoraj, kiedy zobaczyłam jak moja córka pracowicie roluje kolejny śliski kartonik i wytrwale pokrywa go kosmiczną ilością kleju biurowego, usiłując skleić w tubę  - i niestety rzuca z płaczem bo: "nie trzyma się, nie będzie trąbki...", poddałam się. 
Kupiłam w imieniu zapracowanego świętego trąbkę, zapakowałam i schowałam pod poduszką. Zatyczek do uszu niestety nie było w zestawie. A przydałby się, bo Młoda zaraz po przebudzeniu poryczała się, bo "już dzionek jest!", a ja nie chciałam wyleźć z łóżka, tylko wołałam ją uparcie, żeby sprawdziła, co Mikołaj dla niej zostawił. Kiedy w końcu przestała buczeć i w końcu przyszła grzebać między poduszkami, aż jej się oczy zaświeciły, kiedy znalazła prezent - odpakowała i z zachwytem zawołała:
- "Trąbka!!!"

A po sekundzie zapytała:
- "A gdzie lalka???"

Prawdziwa kobieta. 
Nie dogodzisz. 

wtorek, 3 grudnia 2013

ONA MNIE ZNA...

Byłam niewyspana i zmęczona. Śpieszyłam się. Blanka marudziła. Nie chciała się ubrać. Uciekała. Travis patrzył błagalnym okiem spod okna, widząc, że wychodzimy. Liczył, że jego też zabiorę. Właził pod nogi i się plątał, kiedy próbowałam dostać się do schowka. Wyciągnęłam wózek, ale się zaciął, nie wiedziałam, jak go rozłożyć. Pomogło walenie pięścią w blokadę. Nie mogłam znaleźć nigdzie pokrywki do pojemnika, w który zwykle pakuję Blance drugie śniadanie do Klubu Przedszkolaka. Mała ryczała, że nie chce kanapek, owoców też nie. Rajstop też nie i żebym nie zapinała guzika u spodni, bo ją boli... Kurtkę założyła, ale tył na przód. Pobeczała się, że nie może znaleźć suwaka. Zdjęłam, założyłam normalnie. Poszłam szukać czapki. Młoda zabrała się za wciąganie butów; po 10 sekundach cisnęła butami z furią i zażyczyła sobie jesienne, fioletowe półbuty. Siłą założyłam jej zimowe trzewiki. Znów się pobeczała. Ze złości. Zapakowałam do wózka. Upchnęłam jej plecaczek do kosza pod spodem. Odgoniłam łaszącego się psa od drzwi; łypnął okiem z pretensją. Już wiedziałam, że coś pogryzie w akcie zemsty. Ubrałam się, założyłam kurtkę, czapkę, rękawiczki i już miałyśmy wychodzić, gdy przypomniało się Małej, że ona musi, ale to koniecznie musi zabrać z sobą tygrysa. Przeszukałam całe mieszkanie; nigdzie nie mogłam znaleźć akurat tego pluszaka. Zaproponowałam misia. W odpowiedzi usłyszałam żałosne: "Chceeeee tygryyysaaaaa!!!". Przeryłam chatę. Przy okazji spłynęłam potem. Futrzak zaginał. Przekopałam wszystkie pomieszczenia i znalazłam go w łazience. Mokra jak po wyjściu spod prysznica, spóźniona i zła wyprowadziłam w końcu wózek z dzieckiem na klatkę, zamknęłam za sobą drzwi i wepchnęłam bolida do windy. Cholerne drzwi z domykaczem zamknęły się na mnie. Zjechałam na dół. Wytargałam wózek. Zniosłam po schodach na dół. Otworzyłam drzwi od klatki, przytrzymałam stopą, ale zanim wytarabaniłam się na zewnątrz z całym majdanem, ciężkie, metalowe wrota walnęły mnie z całej siły w plecy. " Pier... ne domykacze" - pomyślałam sobie, zgrzytając zębami ze złości. Stargałam wózek z dzieckiem z kolejnych schodków, postawiłam na chodniku i... 

odkryłam, że nie wzięłam z domu torby. Nie wytrzymałam. Pod nosem, ale całkiem głośno, nie zważając na obecność dziecka, soczyście sobie zaklęłam:

- "Kurrrwa!"

Sekundę później  moja córka wyjrzała z wózka, popatrzyła na mnie i z uśmiechem zapytała:

- "Co zapomniałaś mamusiu?" :-)

środa, 27 listopada 2013

KTOŚ WIE?

Wczoraj Blanka tuż przed kąpielą usiadła na kanapie, przestała chlipać i zapytała; w sumie nie wiem - mnie, czy też może samą siebie:

- "Dlaczego ja tak płaczę cały dzień?"

No właśnie, dlaczego? Ktoś wie?

Ps. Wcześniej, gdy zapytałam, dlaczego płacze - a ryczała dobre trzy godziny z przerwami, usłyszałam, że beczy bo: chce na karuzelę, chce na spacer, chce loda, chce czekoladkę, chce baję, chce książeczkę, chce malować, nie chce malować, nie chce książeczki,  nie chce bajki, nie chce na spacer, nie chce tych butów, chce na ręce, nóżki ją bolą, chce się przytulić, chce wytrzeć buzię, a na witrynie u fotografa nie było zdjęć dzieci jak zawsze, a w sklepie na parasolach były pieski, a ona chciała, żeby były koootkiiiiiiii łeeeeeeee!!!! 
Same nieszczęścia jak widać.

poniedziałek, 25 listopada 2013

URZĄDZENIE NAGRYWAJĄCO - ODTWARZAJĄCE...

Wczoraj podczas kąpieli Blank oznajmiła ojcu, który siedział z nią w łazience i cierpliwie czekał, aż wychlapie całą wodę z wanny:

- "Jak chcesz, to idź już na to piwo!"

Boję się przy niej odezwać, jest jak urządzenie nagrywająco - odtwarzające... 



środa, 20 listopada 2013

POLICJANTKA

Moja córka przyszła dziś do mnie rycząc i oznajmiła mi przez łzy:

- "Jest mi przykro! Zabrałaś mi moniaska! (wygrzebanego gdzieś pod łóżka, gdzie porastał kurzem) I płaczę! Dlatego! Przeproś mnie! Powinnaś mnie przeprosić! Jest mi przykro! "

Padłam ze śmiechu. Od kilku ładnych tygodni, kiedy Blanka dostaje ataku furii, uczę ją nazywać i choć trochę kontrolować własne emocje. Powtarzam więc w kółko: "Wiem, że jest Ci przykro, bo nie pozwoliłam Ci oglądać bajki i jesteś z tego powodu zła i płaczesz, więc Cię przytulę itd (...) " 

A dosłownie pół godziny przed tą wypowiedzią, babcia tłumaczyła Blance (która mnie uderzyła w złości), że powinna mnie przeprosić...

Dziecko jest jak policjant. 
Wszystko, co powiesz, może zostać użyte przeciwko Tobie. 
I będzie użyte!

czwartek, 14 listopada 2013

BO NIE!

Wczorajszy wieczór. Wróciłam po pracy, otworzyłam drzwi... i znalazłam dziecko kompletnie nagie. Okazało się, że Troll pozbył się odzieży, bo postanowił się wykąpać. O 16.30, żeby było jasne. Wyciągnął też w tym celu wanienkę na środek pokoju, wyłożył ręcznikiem i zaczał nalewać do niej wody. Kubeczkiem. Mała gadzina ubrać się nie chciała. Zmusiłam. Gryzła i kopała w odwecie przez dobrych kilka minut. Blanka zresztą jak się okazało, szalała cały dzień, wściekała się, beczała, wariowała, ryczała bez powodu, ciągnęła psa za ogon, słowem - pokazywała swoje rogi w całej okazałości. W apogeum rzucała butami po domu i pluła na podłogę; a dlaczego? Bo nie pozwoliłam jej... (tu wstaw drogi czytelniku dowolną czynność o charakterze destrukcyjnym) Robiła wszystko, żeby doprowadzić mnie do szału. Prawie jej się udało. Nie włączyłam bajki na dobranoc. Nie pomogło. Zagoniłam do łóżka bez czytania książek. Nie zrobiło to na niej wrażenia. Udzieliłam reprymendy, wyjaśniłam, co mi się nie podobało w jej podstępowaniu, podsumowałam krótko:

- "Bardzo nieładnie się dziś zachowywałaś"
I zapytałam z nadzieją:
- "Ale jutro już się będziesz zachowywać lepiej, prawda?"

- "Nie!" - usłyszałam w odpowiedzi. Z rozpędu zapytałam:

- "A dlaczego nie?"
- "Bo nie!!!"

Obietnicy dotrzymała...


poniedziałek, 11 listopada 2013

SKARGA


Zasiedzieliśmy się wczoraj u babci, zebraliśmy się do domu dopiero w okolicach godziny osiemnastej, kiedy Blance mocno się już miało na spanie. Całą drogę więc Luby zabawiał swoją progeniturę, zmęczoną i senną, która robiła wszystko, by przysnąć. Jej ojciec z kolei robił wszystko, by jej na to nie pozwolić. Nie minął nawet kwadrans, gdy z tylnego siedzenia, prosto z fotelika, dobiegła żałosna skarga, mocno już rozdrażnionej Blanki:

- "Mamoooooo!!!! Tata mi przeszkadza!!!!!!"

piątek, 8 listopada 2013

POCZUCIE HUMORU

Poczucie humoru Blanka posiada. Specyficzne. Kilka dni temu, kiedy zobaczyła wjeżdżający na parking mały, intensywnie pomarańczowy samochodzik, zaczęła się dziko śmiać i zdziwiona brakiem naszej reakcji oznajmiła: "No zobaczcie jakie śmieszne auto, jakie śmieszne!"

A dziś z kolei postanowiła mnie obudzić, skacząc mi po głowie. Dosłownie. Usiadła mi na czerepie i dalej podskakiwać na tym swoim małym, kościstym tyłku. Kiedy w końcu doprosiłam się wsparcia i mały najeźdźca został siłą wyprowadzony z sypialni, to na odchodnym usłyszałam radosny chichot i bardzo rozbawiony, dziecięcy głosik, powtarzający z zachwytem:

"Ale to było śmieszne tato, ale to było śmieszne, ha, ha, ha, ha... !!!!"
No bardzo...

środa, 6 listopada 2013

CZEKOLADOWE DIALOGI (CZYLI POWRÓT DO KONWENCJI)

Blanka łazi za swoim ojcem jak namolny kociak i miauczy:

"- Tatoooooo, bądź dobrym tatem... No bądź dobrym tatem.... Daj czekoladkę!"

****
Daję dziś Małej kankę uwielbianego przysmaku, zastrzegając jednocześnie:

- "Ale tylko jedną, pamiętasz, że się umówiłyśmy?"
- Tak!
- Obiecaj, że nie będzie zadymy o kolejną kostkę! Nie będzie? Obiecujesz?
- Tak!!!
- Jesteś pewna?
- Nie"
:-)

niedziela, 3 listopada 2013

NIC



Nie, nic. Naprawdę nic. Nic mi jest. 
Nie pytaj. Nie, nie powiem. To nie ma znaczenia. Mówienie nie zmienia niczego. Niczego na wnosi. Na nic nie wpływa. Nie, tym bardziej nie napiszę. Nie umiem. Nie umiem już nawet sklecić prostego, porządnego zdania, prostego jak z dwóch desek. Przycinam, równam, wygładzam kanty, pasuję…

To co piszę, nie pokrywa się z tym, co się dzieje… Cedzę słowa. Precyzyjnie oddzielam, jak żółtko od białka, anegdoty z życia Małej od reszty. Wodzę palcem po cienkiej, śliskiej ściance naczynia, wyprowadzam na opuszku skorupy na zewnątrz. Ucieram pieczołowicie słowa w gładką masę konwencji. Ciasto jak w przepisie próbuję podzielić na dwie równe połowy. Nieudolnie. Jedna rośnie, puchnie, przelewa się przez krawędź, druga opada. Coraz niżej. Rozwarstwia się, w końcu trzaska tworząc otwarcie nagłe jak pęknięcie starej rany. Nic z tego. Czułam, że nie wyjdzie, że się nie uda. Nie upiekło mi się, ciągle mam w głowie szufladę pełną surowego ciasta.

 „Nazywa się piekarnik, bo służy do pieczenia a potem do karmienia tym, co się w nim upiekło na kolacje, mam racje?” czyta mi Blanka. Masz rację, kochanie. Moje ty małe słodkie ciasteczko. 

Nadzieja matką takich jak ja.

sobota, 2 listopada 2013

KWADRATA I KASZANKĘ

-"Mamoooo, daj mi tego, tego... tego... Kwadrata! No daj mi kwadrata, proszę!"

Wytężam mózgownicę, jednocześnie dopytując rezolutną dwuipółlatkę, o co jej właściwie chodzi:

- "Jakiego kwadrata Blanuś? Gdzie on jest, gdzie go widziałaś, jak wygląda?"
-"W kuchniiii jest, taki okrągły... No daj mi kwadrata, co tata go z drzewa zerwał nad morzem!"

Eureka. Olśniło mnie:
- "Granata Blanuś, granata... Już daję..."

***

"Tatooooo, daj mi kaszanke, tylko jedną, prooooszę...!" - nudzi Blanka ojcu, siedząc obok niego w foteliku. Luby patrzy na dziecko jak na nieszkodliwego acz upierdliwego wariata, zerka na mnie i pyta, nie dowierzając:

- "Ona naprawdę chce kaszankę???"

Uśmiecham się. Tą zagadkę już rozwiązałam jakiś czas temu, więc mówię:
- "Kankę. Ona chce kankę, nie kaszankę. Kankę czekolady"

piątek, 25 października 2013

POWTARZALNOŚĆ

Blanka przybiegła do przedpokoju, przygląda się, jak zakładam buty, jak zbieram się do wyjścia. Wie, ale i tak dopytuje:

- "Do praci idziesz mamo? Do praci?"
- "Tak kochanie, do pracy" - odpowiadam tak jak co dzień. 

Skrzywiła się, wzruszyła ramionami, odwróciła się i usłyszałam tylko, jak znudzonym głosem mówi:

- "Znooooowu to samo..."

czwartek, 24 października 2013

BLANKA CZYTA

Blanka woła mnie do sypialni, wdrapuje się na łóżko, zasiada na poduszkach, zdejmuje z półki książkę i oznajmia mi:

- "Pocitam Ci mamo! Ja Ci pocitam!"

Miło, w końcu jakaś odmiana, myślę sobie. Kładę się obok niej na brzuchu, podpieram głowę rękoma, patrzę, jak przerzuca kartki, szukając swojego ulubionego wierszyka i z uśmiechem niedowierzania, trochę zdziwiona, pytam:
- "Poczytasz mi??"
- "Tak!" - odpowiada stanowczo Blanka, zdecydowanym głosem i zaczyna "czytać", nie zerkając nawet do książki, recytuje bez zająknięcia, dosłownie leci tekstem z pamięci, na jednym oddechu:

- "Piekarnik (powinien) się nazywa(ć) piekarmnik, bo służy do pieczenia, a potem do karmienia dzieci tym, co się upiekło (w nim) na kolacje, mam racje?*"

Uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Moja córka dwu i pół letnia córka "czyta".
Oczywiście dopóki nie zasłonię obrazka :-)

* "Wierszyki domowe" M. Rusinek - z delikatnymi modyfikacjami.

środa, 23 października 2013

KONSEKWENCJA

Blanka od października uczęszcza do Klubu Przedszkolaka. Dwa razy w tygodniu, w poniedziałki i czwartki, spędza pół dnia z maluchami w swoim wieku w prywatnym mini - przedszkolu. Siedmioro dzieci, dwie panie, miejsce znane i oswojone, bo od blisko pół roku chodziłyśmy tam razem na różne zajęcia. 

Pierwszy raz poszła dzień po naszym powrocie z urlopu - pełna entuzjazmu, powtarzała, że chce do dzieci, mówiła, że będzie się bawić, tańczyć i śpiewać. Została dzielnie sama, bez płaczu, bawiła się ponoć świetnie, brała udział we wszystkich zabawach, tylko upewniała się co jakiś czas, czy mama na pewno po nią przyjdzie. Kiedy wróciłam po nią o trzynastej, przybiegła uradowana, rzuciła się  mi w ramiona i natychmiast się pochwaliła: "Tańczyłam, śpiewałam!"; w doskonałych nastrojach wróciłyśmy do domu. 

Potem się nieco przeziębiła, więc jedno spotkanie opuściłyśmy, ale kiedy wróciłyśmy po tygodniu do "Bunbuna" (tak Blanka mówi na Klub Przedszkolaka), rozegrał się wielki dramat. Niby poszła się bawić, ale bez entuzjazmu, a po kilkudziesięciu minutach od mojego wyjścia wpadła w taką histerię, że musiałam po nią wrócić. Owszem, chciała zostać i bawić się dalej z dziećmi, ale "z mamą!". W końcu zabrałam ją do domu, kładąc kiepski nastrój na karb niedoleczonej infekcji i "twardego lądowania" w normalnej rzeczywistości. 

Po dwóch tygodniach spędzonych z rodzicami, kiedy mama i tata byli na wyciągnięcie ręki i na zawołanie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, po wspólnych kąpielach w morzu i basenie, po dniach zabawy, śmiechu i radości, okazało się nagle, że nastał koniec dziecięcego raju. Mama wróciła do pracy, tata też, najpierw pojawiła się babcia, potem trzeba było iść do niani - na podstawie scen rozstania z ojcem śmiało można byłoby nakręcić "Egzorcystę 5". Oj nie spodobało się to wszystko maluchowi, podobnie jak fakt, że po kolejnej przerwie wróciłyśmy do "Bunbuna"

Niby mówiła, że chce iść, niby się cieszyła, ale kiedy przyszła pora rozstania, zawisła mi na szyi z dramatycznym płaczem i wezwaniem: "Nie ić, mama nie ić!".  A ja, choć serce mi pękało, poszłam. Ponoć uspokoiła się szybko i zajęła się pocieszaniem innych dzieci, bo nie da się ukryć, że jej płacz wywołał lawinę innych płaczów. W ciągu tych kilku godzin zaliczyła jeszcze kilka większych i mniejszych kryzysów, ale kiedy po nią przyszłam, twardo oznajmiła mi:

- "Było fajnie! Nie płakałam. Prawie wcale! No trochę.... Płakałam, bo chciałam do taty!" 

Jutro idziemy znów. Już mam duszę na ramieniu, zwłaszcza, że dziś przeprowadziłam z Blanką następującą rozmowę:

- "Chcesz iść jutro do Bunbuna?"
- Tak!
- Będziesz się bawić z dziećmi? Tańczyć, śpiewać i rysować?
- Tak!
- A będziesz płakać?
- Tak!"

Grunt to konsekwencja...

poniedziałek, 14 października 2013

KOMPLEMENT


- "Mamusiu, pobawimy się?" - pyta Blanka i nie czekając na odpowiedź, bierze mnie za rękę i ciągnie do swojego regału z zabawkami. Wyjmuje z półki klocki, kładzie na podłodze i komenderuje:

- "Układaj!"

Próbuję się wymigać, proszę, żeby poukładała sama, mówię, że ja tylko popatrzę, po nie umiem układać. A mała spryciula mruży filuternie oczka i mówi:

- "Umiesz mamo!
Zdolna jesteś!
Układaj!"

środa, 9 października 2013

DLACZEGO, DLACZEGO, DLACZEGO...

Dlaczego piesek szczeka? Dlaczego nas zobaczył? Dlaczego się wystraszył? Dlaczego pilnuje? Dlaczego autobus pika? Dlaczego cofa? Dlaczego będzie zabierał panią? Gdzie Pani pojedzie? Dlaczego daleko? Co masz? Dasz mi? A kiedy mi dasz? A dużo? A dobre jest? Dlaczego koguty pieją? Dlaczego nie mogą spać? Dlaczego śpimy? Dlaczego jest nocka? Dlaczego nietoperze latają? Dlaczego jaszczurka uciekła? Dlaczego się boi? Dlaczego są trzy owce? Dlaczego się urwiły chorągiewki? Dlaczego zawadził? Dlaczego ściachali trawkę? Dlaczego krówki będą jadły? Dlaczego są głodne? Dlaczego idziemy? Gdzie idziemy? Dlaczego na plażę? Dlaczego śpiewają? Dlaczego jest niedziela? Dlaczego słońce świeci? Dlaczego fala szumi? Dlaczego leci woda? Dlaczego kotek jest brązowy? Dlaczego się ubrudził? Dlaczego jadł czekoladę? A dasz mi czekoladę? A dlaczego nie masz? A masz tiktaka? A dlaczego nie masz? A dasz mi gumę? Dlaczego nie masz? A w plecaku masz? 

A dlaczego się śmiejesz mamusiu?

Piętnastominutowy spacer na plażę. Tyle pytań. Dlaczego, dlaczego, dlaczego. Pytania i odpowiedzi rodzące kolejne pytanie. Pytania ciągi, pytania mantry, pytania zacięte płyty, powtarzane do momentu uzyskania odpowiedzi. Satysfakcjonującej odpowiedzi...

Ciężko czasem było o taką, zwłaszcza kiedy Blanka widząc z balkonu rosnąca przy hotelu araukarię oznajmiła nam radośnie: 

- "Ooooo, choinka!" 

I natychmiast zapytała:

- "Dlaczego nie ma bombek?"

Albo gdy zobaczyła na plaży muzułmankę ubraną w długą, szeroką suknię, z chustą zarzuconą na głowę; kobieta niosła na rękach małego, płaczącego chłopca, Blanka przyjrzała się jej dokładnie
 i po chwili zastanowienia zapytała:

- "Dlaczego Baba Jaga zabrała dziecko???"

poniedziałek, 7 października 2013

Z KARIERY W DYPLOMACJI NICI...

Na leżaku przy basenie opalała się rudowłosa kobieta - zwalista, pofałdowana; kostium kąpielowy wyraźnie podkreślał jej rubensowskie kształty. Wracaliśmy ze śniadania; Blanka z wysokości ojcowskich ramion rozglądała się, zaciekawiona nowym miejscem i siedzącymi przy barze ludźmi. Nagle zerknęła w kierunku leżaków i wystarczyła chwila, by wszyscy, absolutnie wszyscy dookoła usłyszeli, jak nasze zdziwione dziecko woła na cały głos:

- "JAKA GRUBA PANI!!! MAMO, ZOBACZ, JAKA GRUBA!!! ALE GRUBA PANI, WIDZIAŁAŚ??!!!"

Nie pomogły próby uciszania, nic nie dało przyspieszenie kroku, nasze bardzo szczere dziecko, najwyraźniej zafascynowane gabarytami opalającej się kobiety, oglądało się za nią i co najgorsze - nadal perorowało na cały głos:

- "GRUBA JEST! TATA, WIDZIAŁEŚ, JAKA GRUBA? ALE GRUBA!! ALE GRUBA PANI...!"

Uciekliśmy. Dusząc się ze śmiechu, wśród chóralnego rechotu zgromadzonych nad basenem ludzi, łapiąc po drodze litościwie rzucone pocieszenie: "Proszę się nie martwić, ta pani nie rozumie po polsku", ewakuowaliśmy się do hotelu. A nasze rezolutne, ciekawskie dziecko, jeszcze w holu próbowało się dowiedzieć:

- "Ale dlaczego mam być cicho? Przecież gruba jest! Ale gruba! Widziałaś mama?"

Kariery w dyplomacji to ona nie zrobi...
 

UŚMIECH, KOCUCHU!


sobota, 21 września 2013

PRZESYT

Wczoraj, kiedy szykowałam Młodej wieczorną kąpiel, popatrzyłam na nią i jakoś mi się znienacka  wyrwało, wyskoczyło mimochodem, miłośnie i z emfazą, ni z gruchy ni z pietruchy zapewniłam ją z uśmiechem i błyskiem szaleństwa w oku:

- "Bardzo, bardzo, bardzo Cię kocham, wiesz Blanuś?"

A ona, sadowiąc się w niebieskiej misce na pranie popatrzyła na mnie z dziwną miną i odparła tonem znudzonej, zblazowanej nastolatki:

- "Tak, tak, wiem..."

środa, 18 września 2013

GDZIE JEST TATA?


Blanka ma trzy plastikowe kucyki: dwa mniejsze - białego i różowego, oraz jednego większego - fioletowego. Sama je sobie wybrała w sklepie, a ja nabyłam to szkaradztwo, wychodząc z założenia, że o gustach się nie dyskutuje, a że miała to być nagroda za sikanie do nocnika, więc kupiłam. Myślałam, że szybko się jej znudzą i rzuci w kąt, ale myliłam się. 
Blanka bawi się nimi chętnie, sama przypisała im role - ten największy to mama, dwa mniejsze - córeczka i synek.
Wiodą koniki w naszym domu życie normalnej rodziny, słowem - rozrabiają, jedzą, piją, śpią, mama chodzi do pracy, a tata... No właśnie. Co z tatą? Wczoraj postanowiłam zadać Blance podchwytliwe pytanie; kiedy mama kucyk goniła po kanapie swoje uciekające dzieci, które rżały radośnie głosem mojej córki, zapytałam ją:

- "Blanka, a gdzie jest tata koników?"

Bardzo byłam ciekawa, co odpowie. A ona rezolutnie odparła:

- "W sklepie".

piątek, 13 września 2013

POTRZEBY DWULATKA...

Zimno, pada, Blanka lekko już śpiąca i mocno znudzona marudzi o bajkę. Rozkręca się w swoich narzekaniach, kiedy po raz kolejny stanowczo odmawiam, zaczyna beczeć na całego. Usmarkana, zapłakana kupka nieszczęścia stoi w drzwiach sypialni i próbuję mnie złamać. A raczej zmiękczyć. Łzami. Pociąga nosem i dulczy:

"Zgódź się... No zgódź się mamo. Tylko jedną! Jedną i koniec! Jedną baję! Zgódź się! Zgóóóódź!"

Odmawiam. 
Młoda sięga więc po racjonalne argumenty:

- "Ale ja potrzebuje bajki! Potrzebuję bajki mamo! Pooootrzeeeebuuuujeee!!!"

Czuję, że zaraz zacznę się śmiać; z trudem zachowując kamienną twarz, dopytuję, po co ta bajka jest jej tak koniecznie potrzebna. I słyszę:

- "Potrzebuję bajki, żeby przestać płakać!"

wtorek, 10 września 2013

LEKOMANKA I MATERIALISTKA


Blanka złapała pierwszego, jesiennego gila. Z nosa leci jak z kranu, gorączki na szczęście brak, ale na wszelki wypadek dopytuję:

- "Blanuś, coś Cię boli? Główka? Brzuszek?"
- "Nic nie boli mamusiu!

Przyjmuję do wiadomości i postanawiam przeczekać, aplikuję tylko rutinacea w syropie. Blanka przełyka, mlaska i prosi:

- "Mamusiu, daj jeszcze!"

Odmawiam zdecydowanie, tłumaczę, że już wypiła. Młoda myśli chwilę, po czym przybiega do mnie i mówi:

- "Już boli mamusiu! Boli bardzo! Daj syropku!"

***
Młoda obserwuje, jak szykuję się do pracy, buzia jej smutnieje, patrzy na mnie i dopytuje, wieszając mi się na nodze:

-" Do praci idziesz mamo?
- Tak, do pracy
- Nie ićććć....
- Muszę kochanie
- Nie muś...
Muszę zarabiać pieniążki kochanie...

- A dużo?"






niedziela, 8 września 2013

Z KROKA...

Wyszłyśmy raniutko na spacer. Rześko, trawa jeszcze wilgotna, słońce ledwo co wyglądało zza budynków. Coś furknęło w krzakach, zaskrzeczało; Blanka ruszyła biegiem w kierunku dźwięku, wołając do mnie:

- "Z kroka mamusiu, z kroka!"

A ja zamiast przyśpieszyć, po porostu poprawiłam:

- "To sroka Blanuś, sroka..."
 

czwartek, 5 września 2013

MORDA

Wszystko ma swoją cenę. Każda decyzja niesie ze sobą określone konsekwencje. Wychowywanie dziecka razem z psem także...
Dziś Blanka bawiła się z tatą w chowanego. Piała z zachwytu, kiedy jej tata wskakiwał za szafę i nagle się zza niej wyłaniał. Wykrzykiwała ucieszona:

- "Schowił się tata, schowił!"

A po chwili dodała:

- "Mordy nie widać!"

Nie pomogło tłumaczenie, że ludzie mają twarze, a tylko psy - mordy. No bo...
- "Dlaczego?"

Nowy etap...


sobota, 31 sierpnia 2013

ARTYSTKA KABARETOWA


W środę Luby wybrał się z Młodą do dziadków. Spakowali się z samego rana i pojechali na wycieczkę. Kiedy dotarli na miejsce i wjechali na podwórko, natychmiast wystartował do nich miejscowy, podwórkowy psiur. Nie grzeszy on mądrością, a co najgorsze, ma kretyński zwyczaj skakania łapami po drzwiach samochodu. Mój mąż, który o lakier naszej skody dba staranniej niż o własną skórę, widząc zbliżającego się, rozradowanego kundla, wrzasnął na niego:

- "KAJTEK...!!! " - i efektownie zawiesił głos, bo zwykle w takiej sytuacji mówi coś jeszcze, ale tym razem obok siedziała w foteliku Blanka, więc się powstrzymał. Ale Młoda nie... I niewiele myśląc, a właściwie bez wahania... dokończyła:

- "Spier...j!!!"

Luby oburzył się, fuknął na dziecko:

- "Jak Ty mówisz! Nie wolno tak!"

A lekko speszona Blanka zrobiła niewinną minę i bez mrugnięcia okiem zmieniła wersję, oznajmiając tatusiowi:
- "A sio... powiedzieć chciałam..."

piątek, 30 sierpnia 2013

ZMIANA FRONTU

5.40

- "Mamusiuuuu! Śpisz?
- Już nie...
- Mamusiu... Chodź do babci..
- Blanuś, babcia jeszcze śpi... Śpij kotku, proszę..."

6.15

- "Maaaamuuuusiuuu! Chodź do babci! Nie śpi już!
- Blanuś, idź sama, proszę...
- Nieeeeee, z mamą! Chodź do babci...
- Kotuś, babcia jest w drugim pokoju, idź do niej, jeśli tak bardzo chcesz!
- Nieeee, na rączki, weeeeź mnie i chodź do babci!"

Westchnęłam głęboko, i widząc, że Blanka ma płacz na końcu nosa, bo nie chcę wstać razem z nią, sięgnęłam po ostatnią deskę ratunku i zrezygnowana powiedziałam:

- "Blanka, idź do babci sama, babcia Ci włączy bajkę..."

Młoda błyskawicznie przeistoczyła się z płaczliwej miągwy w uśmiechniętą szelmę, wyskoczyła z łóżka jak sprężyna, poleciała biegiem do wyjścia, plaskając bosymi stopami o podłogę i zamykając za sobą drzwi do sypialni, rzuciła do mnie pośpiesznie:

- "Śpij, śpij mamo, śpij już sobie!"

A ja, zapadając w darowany cudem sen, usłyszałam jak triumfalnie oznajmia mojej mamie:

- "POZWOLIŁA!!!!"

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

WIELKA WODA

W czwartek zabraliśmy Blankę na basen. Na wieść, że jedziemy się kąpać, pobiegła prosto do łazienki; musiałam jej dłuższą chwilę tłumaczyć, że będziemy się pluskać w "wielkiej wodzie". Młodzież nieco nam wymiękła w ciasnej, zatłoczonej i gwarnej przymierzalni, zaczęła nawet popłakiwać, ale szybko odzyskała rezon, gdy zobaczył te wszystkie cuda. Wielką wodę, zjeżdżalnie, brodziki, rwącą rzekę, jacuzzi pełne bąbelków i falujący basen... 

Najczęściej powtarzanym słowem w ciągu tych dwóch godzin było: "Jeszcze!". Nie było istotne, że woda lała się jej do oczu, czego Blanka nienawidzi, nie miało znaczenia, że włosy miała mokre, choć mycie głowy zawsze oprotestowuje dramatycznym rykiem. Zjeżdżała, krzycząc: "Łap mnie!",chlapała jak oszalała, łaziła na czworakach po brodziku; choć woda prawie nalewała się jej do buzi, wrzeszczała na cały głos: "Pływam, ja pływam, pływam!!!" 

I śmiała się w głos, rechotała, piszczała z uciechy, tego się nie da opisać, jak to dziecko się śmieje - całą sobą, zaraźliwie, aż się ludzie za nią oglądają. Zabraliśmy ją na największą zjeżdżalnię, na która mogła z nami wejść, poszusowaliśmy na dół, a Blanka jako pierwsza wygramoliła się z niecki i poleciała z powrotem do schodów, nie oglądając się na nas i powtarzając tylko raz po raz: "Jeszcze, jeszcze!".
 Dobre pół godziny próbowaliśmy ją podstępem wyprowadzić z aquaparku, zawracała jak bumerang, argumentując, że ona musi, po prostu musi: "Jeszcze do słonia!", "Jeszcze na zieździalnie!", "Jeszcze do bąbelków!". Dopiero gdy poszusowała tak niefortunnie, że wpadła pod wodę cała, mina jej trochę zrzedła, tata musiał ją przytulić i... wtedy chyłkiem uciekliśmy do szatni, zanim się zorientowała, że wychodzimy. Ale już w przebieralni rezolutnie opowiadała mi, dumna jak paw:
- "Pływałam! Nurkowałam! Pod wodą! Cała! Mama mnie szukała! We wodzie!"

W domu, gdy obudziła się z popołudniowej drzemki, pobiegła do śpiącego w drugim pokoju ojca i zapytała:
- "Tatusiu, kiedy pojedziemy na wielką wodę...?"

A gdy po kolacji, gdy rzuciłam standardowe:
- "Choć Blanuś, idziemy się kąpać", rozpromieniła się cała i zapytała z nadzieją: 

- "W wielkiej wodzie???"

środa, 14 sierpnia 2013

MAMA GAPA

Kilka tygodni temu, gdy Blanką opiekowała się moja mama, przez pomyłkę położyła Młodą spać w butach - w miękkich kapciuszkach ze skórki, w których moja córka biega pod domu. Blanka uznała to za szalenie zabawne, uśmiała się i od tamtej pory, gdy tylko umyjemy zęby i obejrzymy bajką na dobranoc, startuje jak wystrzelona z procy i leci biegiem do sypialni, Wdrapuje się na łóżko, kładzie na plecach z nogami wyciągniętymi do góry i zaśmiewa się jak szalona. Ja wczuwam się w rolę i udając, że nie zauważam kapci na jej nogach, srogim głosem zaganiam ją do spania, mówię, żeby przykryła się kołderką, udaję, że kompletnie nie rozumiem, o co jej chodzi. Blanka śmieje się w głos, rechocze, aż w końcu oznajmia:

- "Zapomniałaś! Zapomniałaś zdjąć mi kapciuszków!

Chichocze rozbawiona, kiedy ja kajam się i przepraszam za swoją nieuwagę, a kiedy już zdejmę jej te kapciuszki, oświadcza bardzo poważnie:

- "Mama gapa! Ale gapa!"

I tak co wieczór. 

Wczoraj, gdy po południu zrzuciłam przez przypadek książkę z kanapy, Blanka podbiegała do mnie, zawołała:
- "Mama gapa!" - i po chwili dodała bardzo poważnym, dumnym tonem:

- "Ale ci powiedziałam!!!"

piątek, 9 sierpnia 2013

WĄSY

W środę wieczorem urządziłyśmy sobie z Blanką wielką, długą kąpiel w wannie. Wspólną kąpiel.

A wczoraj podczas wieczornego spaceru Blanka, ni z gruchy, ni z pietruchy radośnie poinformowała swojego ojca:

- Mamusia ma wąsy!... 

I po krótkiej, acz bardzo efektownej pauzie, zanim Luby zdążył dopytać, o co jej chodzi, dodała radośnie:

- ... na dupie!"

No comments :-)

 

wtorek, 6 sierpnia 2013

DZIECIĘCA LOGIKA

Przytulamy się z Blanką przed zaśnięciem. Mała buntuje się, wierci, kopie, przykrywa, odkrywa, w końcu oświadcza:

- "Nie chcie jeszcze spać!"
Daję się wciągnąć w dyskusję i tłumaczę Blance:
- "Ale ja chcę iść spać!"
Na co ona mi odpowiada:
- "Ja też nie chcę mamusiu!"

I gadaj tu z taką... 

piątek, 2 sierpnia 2013

KOMITYWA

W tym tygodniu mijamy się z mężem - ledwo on wraca z pracy, ja muszę wychodzić. Młoda wita ojca tradycyjnymi piskami radości, nie mija kilka minut, a oczka zaczynają się jej filuternie świecić, a na buzi pojawia się charakterystyczny uśmieszek. Żegna mnie czule, obdarowuje soczystym buziakiem, przytula się, ale gdy kręcę się za długo po mieszkaniu, pogania mnie niezbyt elegancko:

 - "Ić do praci mamo, juś ić, do praci!"

Po czym patrzy przymilnie na ojca i słodkim głosem pyta:

- "Tatusiu... pooglądamy bajki?"

Czasem zaszczyca mnie jeszcze przez moment uwagą. Tak jak dziś. Gdy byłam już przy drzwiach, zawołała:

 - "Mammoooo!"

Zawróciłam, a ona zapytała:
- "Dzie pilot?"

środa, 31 lipca 2013

PEDICURE PO MĘSKU

W niedzielę po południu Młoda wróciła do domu po półtoradniowym pobycie u babci na wsi, gdzie latała po podwórku bosa i szczęśliwa. Mężyk zameldował, że dotarli cali i zdrowi; nie minęło jednak nawet pół godziny, a zadzwonił do mnie do pracy jeszcze raz i pyta, ni z gruchy, ni z pietruchy:

- "Jak ty jej obcinasz paznokcie u nóg?"

Odpowiedziałam, że normalnie - cążkami, ale zaintrygowało mnie to pytanie, zaczęłam więc dociekać, czemu go nagle zainteresowało, jak skracam Blance pazury. Okazało się, że Młoda zażyczyła sobie, żeby jej ojciec pomalował lakierem paznokcie u stóp. A właściwie dwoma - pomarańczowym i czerwonym. Każdy paznokieć na inny kolor, na przemian. Co też najlepszy na świecie ojciec zrobił, obejrzał swoje dzieło, coś mu nie pasowało, więc zadzwonił do mnie, a opowiadając mi całą sytuację, z rozbrajającą szczerością wyznał:

- "Pomalowałem. Ale brud i tak wystaje..."

niedziela, 28 lipca 2013

O TĘSKNOTACH

Obudziłam się kiedyś nad ranem, dochodziła piąta. Usiadłam na pustym łóżku, rozejrzałam po sypialni i dotarło do mnie, że nie ma w niej Blanki. Przez moment wydawało mi się, że śnię, mój mąż był w pracy, więc nawet nie mogłam go zapytać, czy mi się wydaje, że nie ma dziecka, ale szybko się obudziłam i dotarło do mnie, że faktycznie Małej nie ma w łóżku. Wyskoczyłam z pościeli, pobiegłam do dużego pokoju i ... kamień spadł mi z serca. Blanka siedziała pod oknem, z nosem przy szybie, przytulona do chrapiącego Travisa, półświadoma tego, co się z nią dzieje. Wzięłam ją na ręce, przytuliłam i pytam:

- "Blanuś, co Ty tutaj robisz?"

A ona odpowiedziała:

- "Siukam tatusia..." 

I zaraz zasnęła, wtulona we mnie jak miś koala.

***

Podczas robienia porządków, kiedy wczesnym popołudniem sięgnęłam po swoją torbę, żeby ją przełożyć na kanapę, Blanka natychmiast przerwała zabawę, podbiegła do mnie i czujnie, z niepokojem zapytała:

"Do praci idzieś mamusiu? Do praci? Nie ić do praci, nie ić, ziośtań!

Po czym badawczo rozejrzała się po mieszkaniu, jakby szukała argumentu, a gdy zobaczyła babcię siedzącą na kanapie, pomyślała chwilę i zakomenderowała:

- "Babcia pojedzie! Do domu! Jedź sobie! Jedź babciu, jedź do wujka! 

I dodała, bardzo zadowolona, że znalazła wyjście z sytuacji:

- "Mama zostanie!"

***

Kilka dni temu, gdy wyszłyśmy z Blanką na wieczorny spacer, spotkałam pod blokiem sąsiadkę z góry, mamę niespełna dwulatka. Spojrzałam na nią i zobaczyłam, że ma brzuch wielki i krągły jak dynia. 
 Posmutniałam w jednej nagłej chwili, za serce szarpnęła niespodziewana tęsknota...



 

czwartek, 25 lipca 2013

OJCZYZNA - POLSZCZYZNA

Blanka ogląda bajkę na dobranoc. Szykuję jej szczoteczkę, żeby umyła zęby przed snem. Staję więc przed telewizorem i sięgam po wiklinowy koszyk stojący na półce nad nim, żeby wyjąć schowana tam pastę i przez kilka sekund zasłaniam ekran. Zza moich pleców rozlega się jękliwy okrzyk:

- Mamusiu, nie widzę wszystko! Nie widzę wszystko!

***
Idziemy na spacer. Blanka jak po sznurku prowadzi mnie "do kotków". Doskonale pamięta, gdzie na naszej codziennej trasie można spotkać wygrzewające się na oknach sierściuchy. Skręcamy w Traugutta, lecimy niemal biegiem do kamienicy z czerwonymi, drewnianymi roletami. Są. Jeden biały z szarą łatą, drugi cały bury. Wołamy: "Kici, kici!!!" Podnoszą łby, otwierają zaspane oczy, migają cienkie czarne kreski pod zmrużonymi powiekami, drgają wąsy; kocia arystokracja rozpieszczona letnim ciepłem patrzy na nas z góry, obserwując czujnie i z wyższością biszkoptowego labradora. Blanka aż podskakuje z radości:

"Kotki! Mamusiu! Kotki! Ziobać! Kotki opalają się na słońcu!"

***

Ubijam mikserem ciasto na naleśniki. Blanka nie lubi tego dźwięku, chowa się u babci, a kiedy kończę i wyłączam urządzenie, przybiega do mnie i z nadzieją pyta:

- "Wybziciałaś się juś mamusiu???"

piątek, 19 lipca 2013

HURRAOPTYMIZM

"Mamusiu! Wstajemy! Juź dzień jest! Hurrraaa! Słonećko!"

Siedzi mi na łóżku takie małe, rozczochrane, uśmiechnięte od ucha do ucha i powala hurraoptymizmem. Zachwycone i szczęśliwe, bo co? Bo dzień jest! Już jest! A ja ledwo żyję. Wyciągam spod poduszki telefon, sprawdzam godzinę i bolesny jęk wydobywa się z mojego gardła. 6.30

"Wstań mamusiu, juź dzień jest, hurra!"

Ciężko podzielić ten entuzjazm, kiedy się spało cztery godziny, rzucam więc błagalnie:

- "Idź do babci, babcia Cię bardzo kocha i czeka na Ciebie tam w pokoju, i Travisek czeka, leć do nich szybciutko!"
- "Nieeee! Ś mamusią!"

Jestem bliska załamania, ale na szczęście moja mama profesjonalnie przejmuje Trolla i pacyfikuje bajką. Mało pedagogiczne, wiem, ale z ulgą zapadam w poduszki i gniję w pościeli do... 

Dopóki nie obudzi mnie... Smród. Straszliwy smród. Rozklejam z trudem powieki. Coś mi majaczy na różowo, bez okularów niewiele widzę, jakiś hipopotam, ale żeby tak capił? Powoli kojarzę fakty, zwłaszcza, że Blanka wykrzykuje z entuzjazmem:

- "Ziobać mamusiu, ziobać cio źrobiłam!!!! Źrobiłam kupę! Na noćnik! Wieeeelką!!!
 
I dokonuje prezentacji, podtykając mi pod sam nos różowe naczynie z hipopotamem. Spoglądamy sobie z namalowanym zwierzem głęboko w oczy, budzę się błyskawicznie i odrzuca mnie, więc w pierwszym odruchu rzucam:

- Bleeee, obrzydliwa!

Kątem oka ostrzegam rozczarowanie na buzi Blanki, Mała smutnieje, więc błyskawicznie strząsam z siebie resztki snu, zmieniam wersję i radośnie wykrzykuję:

- "Wspaniała! Wspaniała, wielka kupa!!!

Blanka uśmiecha się od ucha do ucha, podskakuje z radości, zawartość nocnika też podskakuje, tuż nad moją głową... 
Robi mi się trochę słabo, ale dzielnie się uśmiecham.
 
Dziecięcy hurraoptymizm bladym świtem. 
To lubię...




niedziela, 14 lipca 2013

DYSKRECJA

Jakiś czas temu Luby miał urodziny. Od rana tłumaczyłam Blance, że przygotujemy tacie tort, a kiedy wróci z pracy, przywitamy go w drzwiach i krzykniemy: "Niespodzianka!". Podekscytowana Mała cały dzień podskakiwała z niecierpliwie, dopytywała, kiedy wróci tata, powtarzała "nieśpodzianka, nieśpodzianka". Tuż przed piętnastą zadzwonił Luby, żeby zapytać, czy wychodziłam z psem, bo jak nie, to go weźmie od razu na krótki spacer, bo jest już pod blokiem A kiedy zapewniałam go gorąco przez telefon, że nie trzeba (czając się pod drzwiami z ciastem, na którym uprzednio zapaliłam świeczki), żeby wchodził od razu na górę, bo byłam, pies wysikany, Blanka w tle ryknęła na cały głos:

- "Tatusiu, sibciutko, świećki! Ciekają!!!!"

Cóż, pojęcie dyskrecji jest jej jeszcze całkowicie obce...

piątek, 12 lipca 2013

SZKLARNIA

Poszliśmy w sobotę na rodzinny obiad, mój mąż niósł Blankę na barana, a ja holowałam ziejącego Travisa. Kiedy przechodziliśmy obok nowo otwartej restauracji, pokazałam Lubemu olbrzymie okna w drewnianych, ciężkich ramach. Bez żadnych szprosów, wielka, czysta tafla szkła. Zawsze mi się takie podobały, rzuciłam więc mimochodem, że właśnie takie chciałabym mieć kiedyś w domu.

Ten, któremu zawsze jest za gorąco, popatrzył na mnie jak na wariata i prychnął:

"Że co? Po co Ci takie okna? Szklarnie będziesz stawiać???!"

poniedziałek, 8 lipca 2013

SUKCES

Młoda się odpieluchowała. Sama. Tak po prostu. W środę biegała po domu bez pieluszki, bo miała podrażnioną pupę, w pewnym momencie zatrzymała się i szalenie poważnym głosem oznajmiła:
-"Mamusiu, wołam na nocnik!"

Myślałam, że się przesłyszałam, ale poszłam po wspomniane naczynie. Usiadła. Posiedziała. I nic. Obiecałam, że włączę bajkę. Dorzuciłam po namyśle czekoladkę. I poleciało! W końcu tam, gdzie trzeba. Oczywiście Blanka natychmiast zażądała wywiązania się ze złożonej obietnicy, co też uczyniłam, żeby nie być gołosłowną. Potem osobiście, "siama!" wylała zawartość nocnika do toalety, spuściła wodę, zakomenderowała: "umyjemy rączki", wlazła na stołeczek, włączyła wodę, umyła łapy "mydełkiem!", wytarła w ręcznik, zamknęła wodę, zeskoczyła ze stołka i ...zażądała podsadzenia, żeby zgasić światło w łazience... Szczęka mi opadła.

A dalej już poszło. Łatwo i prosto. Od pięciu dni Mała chodzi bez pampersa. Woła ładnie i bardzo głośno: "Mamusiu, sibciutko, na nocnik! Siku!".  Tylko na noc zakładamy jej pieluchę, ale zwykle kiedy wstajemy - jest sucha. Po kilku miesiącach próśb, prób sadzania na nocnik kończących się zwykle płaczem, ucieczkami i sikaniem na podłogę, Młoda sama zdecydowała, że już dość noszenia pampersów. Jeszcze zdarza się jej zapomnieć, ale radzi sobie świetnie i jestem z niej dumna.

A jednocześnie po raz kolejny dotarło do mnie, że nie da się nic na siłę przyśpieszyć. Każdy do różnych rzeczy dorasta i dojrzewa we własnym tempie. Nie tylko dziecko...

czwartek, 4 lipca 2013

FUTURYSTYCZNA WIZJA MAŁEJ TERRORYSTKI

Poszłyśmy z Blanką do sklepu po zakupy na obiad. Młoda rzuciła okiem na ladę ze słodyczami i natychmiast włączyła swoją ulubioną, mocno już zdartą płytę:

- Mamusiu, kup mi lizaka, kup mi, lizaka mi kup, chce lizaka, kup mi lizaka!

Uruchomiłam w odpowiedzi swoje nagranie i powtarzałam jak zacięty adapter:

- Nie kupię Ci lizaka, nie kupię Ci lizaka, nie kupię Ci lizaka!

Żeby uświadomić mi grozę nadchodzących zdarzeń, Blanka postanowiła mnie ostrzec - bardzo poważnym głosem, lojalnie mnie uprzedziła :

- Ja się popłaczę! DLATEGO!

niedziela, 23 czerwca 2013

PARASOLKI

Wracamy z Blanką ze spaceru, Mała ciągnie mnie za rękę i wykrzykuje:

- "Parasiolki, mamusiu, parasiolki!"

Rozglądam się dookoła i nic nie widzę. Wiem już doskonale, że Blanka widzi więcej niż ja, więc uważnie oglądam billboardy,  okoliczne tablice reklamowe, ściany budynków, przejeżdżające auta, a nawet wlepki na koszach na śmieci. Patrzę, patrzę i nie widzę. Pytam Blanuśki:

- "Gdzie są parasolki?"

- "Tam!" - i wyciąga paluszek, wskazując przed siebie. Wytężam wzrok. Krzaki, trawnik, ulica, drzewa, kamienice. Nigdzie nie widzę parasolek. Proszę Małą:

- "Pokaż mi parasolki!"

Blanka prowadzi mnie na trawnik do... niskopiennej brzozy szczepionej na pniu. Warkoczyki gałązek zwisają aż do ziemi, Blanka odsłania je i mówi do mnie:

- 'Choć, śchowamy sie, pod parasiolke! 
 
 Dzieci widzą więcej.
Pochylam głowę i wchodzimy razem pod parasolkę dziecięcej wyobraźni. 

czwartek, 20 czerwca 2013

DAJ PANA!

Pieniądze szczęścia nie dają, ale Blanka doskonale już wie, że można za nie dostać różne fajne rzeczy - lizaki, książeczki z naklejkami, poziomki, lody. Kilka dni temu, gdy byłyśmy razem w sklepie, wywlokła z półki kolejną malowankę i oznajmiła mi:
- "Kupimy klejki! Kupię!" 

Postanowiłam nieco zbić małego pewniaka z tropu i zapytałam:
"Taaaak? Kupisz? A jak kupisz jak nie masz pieniążka?"

Blanka podniosła głowę, popatrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi szaro-zielono-niebieskimi, oczyskami, pomyślała dłuższą chwilę i ... oświeciło ją! Wyciągnęła rączkę do mnie i dalej prosić:
- "Daj pieniążka! Daj pieniążka mamusiu!"

Dałam. Nigdy nie było mi żal pieniędzy na książki. Młoda pomaszerowała do kasy i kupiła. Sama. Tak! Debiutowała jakiś czas temu w spożywczaku, do którego zawsze nas ciągnie, gdy wracamy ze spaceru, skandując:
- "Lizaka! Jednego!"

Zgodziliśmy się, ale pod warunkiem, że zrobi to sama, speszyła się, ale weszła do sklepu, powiedziała cichutko: "Dzieńdobry..." Potem milczała dłuższą chwilę, aż po zastanowieniu wybąkała pod nosem, podając sprzedawczyni dwa złote:
- "Poprosze lizaka!"

Podziękowała równie cichutko, wyszła ze sklepu i ryknęła na cały głos z dziką satysfakcją:
- "KUPIŁAM!!! lIZIAKA! SIAMA! SIAMA KUPIŁAM!"

Cóż, w końcu samodzielność to powód do dumy, czyż nie? Blanka bardzo szybko się uczy, także wartości pieniądza, ostatnio rzuciła okiem do mojego portfela, zobaczyła, że chowam do niego sto złotych, oczy jej się zaświeciły i natychmiast zaczęła mnie molestować:

- "Mamusiu, daj pana! Daj mi pana! Daj pana! Jednego!"

środa, 19 czerwca 2013

DLACZEGO BLANKA PŁACZE

Postanowiłam zafundować Blance mały odwyk - głównie od bajek, ale przede wszystkim od spełniania jej każdej zachcianki pod groźbą płaczu na zawołanie. Ostatnio ryczy jak trąba jerychońska - bo w sklepie chce lizaka, bo chce klejki, bo chce bajki, bo chce monia... Zwykle w ramach argumentu mającego przemawiać za spełnieniem jej "prośby" używa spektakularnego rzutu na podłogę, twarzą do gleby i tak trwa, dopóki ktoś nie zareaguje. Nie będę ukrywała, że w ramach reakcji na takie zachowanie najczęściej mam ochotę też rzucić - czymś ciężkim w okno, lub się na ścianę i spłynąć z niej w charakterze malowniczej plamy...

 Mój mąż z kolei robi wszystko, byle tylko nie słuchać tego zawodzenia i nie ocierać potoków łez, co niestety skutki przynosi opłakane - i w przenośni i dosłownie. Młoda wyje jeszcze częściej i jeszcze dramatyczniej. Wstrętna, mała szantażystka; aktorka dramatyczna. 

Ja się stawiam. Twardo. Dziś od rana do godziny czternastej zaliczyłam kilkanaście takich akcji. Odmówiłam bowiem włączenia bajek o godzinie siódmej, dostarczenia rozszlochanemu maluchowi gumiaka, nie dałam klejek, nie chciałam kupić lizaczka, prowadziłam za rękę, zamiast pozwolić hulać po chodniku samopas, nie włączyłam płyty z piosenkami, ponownie odmówiłam włączenia telewizora i jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze i tak chyba pięćset razy... 

Każdy mój opór w kwestiach jak się okazało fundamentalnych dla Blanki, przyjmowany był przez nią w sposób wyżej opisany; dla przypomnienia skrót: ryk, rzut na glebę i już tonie we łzach mała blond istotka o buzi aniołka...

Nie zareagowałam. Ani razu. Karnie i bezwzględnie odnosiłam do kącika na kanapie i prosiłam o uspokojenie się, choć byłam tak wściekła, że miałam ochotę ją rozszarpać. Ale zamiast to zrobić, cierpliwie tłumaczyłam, dlaczego nie włączę bajek/nie dam jej monia/nie kupię jej klejek ...

Blanka po kolejnej akcji chyba odkryła, że matka najwyraźniej nie kuma o co biega, więc postanowiła mi wytłumaczyć. Chlipiąc, rycząc i łykając łzy jak grochy przyszła do mnie i oznajmiła oskarżycielskim tonem:

"Nie włąciłąś bajek! Nie włąciłaś!"
 - "No nie włączyłam"
"Dlatego płacie! Ja płacie! DLATEGO!!!"

No jakbym nie wiedziała. Ale upewnić się warto...

wtorek, 18 czerwca 2013

GENY

Kiedy robię sobie rano kawę, Blanka czai się pod blatem w kuchni, wyczekuje, znacząco uśmiechając się do mnie. W końcu nie wytrzymuje i rzuca błagalnie:

-"Moge? Moge kawy? Trośke? Trosiećkę? Tylko palusiek umocie! Mogę mamusiu? Trośkę! Prosze! Daj mi kawy, łyczka! Malutkiego!" 

I tak nawija jak katarynka, czeka niecierpliwie, aż słodki napar nieco przestygnie, na tyle, by mogła wpakować palucha do mojej pomarańczowej filiżanki i z lubością oblizać. Takie zadowolenie na jej małej buzi warte jest naprawdę tej mikroskopijnej dawki kofeiny, którą przy okazji przyjmuje. A raczej dawek, bo natychmiast po wycmokaniu palucha zaczyna skandować od nowa:
- "Mogę? Moge jeście raz umocić paluszek? Mogę mamusiu? Jeście jeden! Ostatni!"

Kawę uwielbia jak ja. Piwo jak Luby.
Wczoraj, kiedy wracaliśmy ze spaceru, zaprowadziła nas do sklepu, informując jednocześnie, że idziemy po złocisty trunek. Nabyliśmy więc wojaka i butelkę sommersby, jedynego piwa, które naprawdę lubię i spożywam z przyjemnością; obiecaliśmy Młodej, że wypijemy na balkonie i poszliśmy całą czwórką do domu. A tam mój mąż wstawił butelki do lodówki, żeby złocisty trunek nieco się schłodził. Uszło to uwadze Blanki, po kilku minutach zaczęła poszukiwania - sprawdziła na stole - nie ma butelek, zajrzała na blat w kuchni - tam także nie było butelek, więc rzuciła się dramatycznym gestem na podłogę na środku mieszkania i zaczęła ryczeć, jak wcielenie małej patologii:

-"Dzzzzzieeeee piwo??????? Taaaatoooo, dzie piwo, dzzzzieeee piwo??? Daj piwo, piankę zrób!"

A kiedy w końcu zasiedliśmy na pufach na balkonie, z chłodnym trunkiem w dłoni, Blanka zaczęła się łasić i przymilać:

"Moge? Moge piwa? Trośke? Trosiećkę? Tylko palusiek umocie! Mogę tatusiu? Trośkę! Prosze! Zrób pianke! Zrób prosze!" 

Kiedy w końcu Luby pozwolił jej nabrać na palec odrobinę pianki, z lubością go oblizała i z rozanieloną miną powiedziała:
- "Dobre!"
I po chwili dorzuciła:
-"Jeście!"

Genów nie da się oszukać...

piątek, 7 czerwca 2013

KUDŁATKI

                Obudziło mnie trącanie mokrym nosem w policzek. Uchyliłam jedną powiekę. Travis stał przy łóżku i przeciekał, oczy mu zaszły na żółto, patrzył prosząco, popiskiwał, merdał ogonem błagalnie - no choć, zdawał się mówić, naprawdę muszę! Zwlokłam się z łoża i wyszłam, z dużym ogonkiem i małym ogonkiem, który natychmiast zgłosił chęć udziału w spacerze.

Pachniało w powietrzu letnim deszczem, wirował biały puch. Travis brodził w wysokiej trawie, a Blanka pocwałowała jak rącze źrebie w kierunku olbrzymiej topoli rosnącej w rogu skwerku, pod którą ścielił się biały, puchaty dywan. Parsknęła śmiechem, zarżała jak mały dzikus, zebrała w rączki, podrzuciła w powietrze kłąb topolowej waty i podskakując z radości, zawołała:

"Mamusiu, zobacz! Kudłatki!"

środa, 29 maja 2013

NOWA CZĘŚĆ CIAŁA...

Blanka kąpie się zawsze w towarzystwie rozmaitych plastikowych stworów. Ostatnio pływa z nią w wanience osiem gumowych ośmiornic, liść, na którym odpoczywają, gdy znudzi im się pluskanie, plastikowa, nakręcana foczka i wieloryb machający ogonem. Zwykle Blanka dorzuca do tego zestawu pomarańczowe sitko przez które tak zabawnie przecieka woda i plastikowy pojemnik - kubeczek, którym z upodobaniem przelewa wodę; ostatnio także niestety - poza wannę. 
Dziwne, że się w ogóle w tej wanience jeszcze moja córka mieści, mniej dziwne, że ostatnio podczas skomplikowanych akrobacji, które Blanka wykonywała w wodzie, robiąc swoje ulubione "chlapu - chlap!", usłyszałam głośny płacz i żałosną skargę:

- "Udeziłam sie, udeziłam, mama, udeziłam sie, uratuj mnie!"

Wyciągnęłam mokrego, zaryczanego stwora z wanny, otuliłam ręcznikiem, poprzytulałam, a kiedy szloch nieco stracił na intensywności, zapytałam:

- "W co się uderzyłaś?" 

A Blanka, jeszcze pociągając nosem, odpowiedziała:

- "W pudełeczko!"