środa, 5 grudnia 2012

GUPI...

Travis jaki jest, każdy widzi i wie. Wielki, lekko zapasiony, leniwy i nieusłuchany, ale przy tym jednocześnie kochany, radosny, przyjacielski, cierpliwy i łagodny jak baranek. Co nie zmienia faktu, że kiedy wychodzimy na zewnątrz, odzywa się w nim kocia natura i natychmiast po spuszczeniu ze smyczy zaczyna chodzić swoimi drogami. Zwykle nie pokrywają się one zupełnie z trasą mojego zaplanowanego spaceru. Wołam tego białego kretyna, krzyczę na niego - a on się ledwie raczy za mną obejrzeć, czasem uchem zastrzyże, żeby mi pokazać, że owszem, słyszy, słyszy, ale żeby tak od razu przychodzić? Czasem ogonem merdnie na znak, że zaraz wraca i... leci dalej zwiedzać i obwąchiwać psie kąty. Kiedy zaczynam wrzeszczeć ze złością, zatrzymuje się i lekko kiwając kitą, spogląda na mnie, jakby mówi: "Ale o co te nerwy, przecież w końcu przyjdę, że już mam biec do Ciebie? A to przepraszam, nie zrozumieliśmy się..."
Już, już leci w moim kierunku, a tu... oooo,sąsiadka z terierką, trzeba się z nią przywitać, momencik, Pani przecież może zaczekać. I cała szopka zaczyna się od nowa...
 Nawoływanie, grożenie, że mu nogi z dupy powyrywam (to pod nosem), proszenie, żeby w końcu przylazł...
Kiedy wychodzimy na spacer w trójkę, Travis ani myśli rezygnować ze swoich nawyków. Idzie sobie gdzie chce, a ja mogę sobie za nim popatrzeć, powodzić rozzłoszczonym wzrokiem i ewentualnie go cmoknąć w czarne kółko pod ogonem. Z dzieckiem na ręku go gonić przecież nie będę, doskonale o tym wie, więc korzysta z psiej swobody. A mi pozostaje jedynie nawoływanie przez zaciśnięte zęby:
"Traaaaavvvviiiissss! Traaaaavvvviiiissss!"
Zwykle Blanka wtóruje mi swoim cienkim, dziecięcym głosikiem, powtarzając jak echo:
"Tllaaaala! Tllaaaala!
Nie robi to oczywiście na psiurze żadnego wrażenia.
 Ani kiwanie rączką, ani prosząco - rozkazujące:
"Choć! Choć!
Długo ostatnio Blanka prosiła swojego ulubieńca, żeby do niej przyszedł, wołała i wołała dobrych parę minut:
 "Tllaaaala! Tllaaaala! Choć! Tllaaaal! Choć, choć! Plo! Tllaaaala! Choć!!!
Kiedy zrozumiała, że pies nie zamierza do niej wrócić, podsumowała go krótko:
- "Gupi!"

Nawet dziecko się poznało na naszym psie...



2 komentarze:

  1. Hehe...
    Moja suczka slucha sie jak jej to pasuje. Zazwyczaj przychodzi na zawolanie, ale czasem chec weszenia i gonienia jest silniejsza od niej. :) Na szczescie jestem rowniez posiadaczka domu z ogrodkiem, wiec pies wypuszczony na zewnatrz moze sobie latac i wachac do woli, a na dluzsze spacery wychodzimy tylko w weekendy. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. to musialo bosko wygladac :)))

    OdpowiedzUsuń