sobota, 1 grudnia 2012

CO KOMU WOLNO, A KOMU NIE

Blanka kiedy się uderzy, przewróci lub potknie o porzuconą zabawkę, nie traci zbyt wielu czasu na płacz. Natychmiast leci do "winowajcy" i wymierza mu sprawiedliwość. Najpierw poucza wspomniany przedmiot, że: "nie, nie, nie, nieeee!!! (wolno tak!), a następnie wymierza mu karę, zwykle pokrzykując: "bij, bij, bij!". W połączeniu z kilkoma energicznymi razami wymierzonymi małą rączką ma to niedobrą rzecz nauczyć, że nie wolno małej dziewczynce stawać na drodze i sprawiać, że się przewraca i ją boli. 

Niestety, jakoś nie chcą się meble poprawić, nie chcą schodzić z drogi małemu Łobuziakowi, więc co i rusz obrywają - a to fotel, a to dziecinne, plastikowe krzesełko, a to kanapa - wszyscy niezmiennie dostają lanie. Travisowi też się zaczęło ostatnio obrywać; duży jest, czasem przez nieuwagę popchnie Blankę, czasem potrąci... Co najgorsze, Blanka zaczęła w podobny sposób reagować na nasze decyzje, w jej mniemaniu, krzywdzące jej małą osobę. Chcę ją zmusić do zdjęcia bluzeczki, do zmiany pampersa, mówię, że nie pójdziemy teraz na spacer... i natychmiast leci w moim kierunku z podniesioną ręką mała, rozzłoszczona dziewczynką, pokrzykująca bojowo: "bij, bij, bij!". Za zamiarem jednoznacznym - żeby mi przywalić. Ojciec też już oberwał parę razy. 

Tłumaczymy, że to boli, grozimy palcem, mówimy, że tak nie można  - wtedy Blanka robi smutną minę i leci nas pocieszać i przytulać. Ale bije dalej. I gryzie. Wszystkich poza mną, bo raz jej oddałam tak, że się poryczała i zakodowała, że mama wbijać sobie rębów w rękę nie pozwoli. 

Dziś próbę założenia skarpetek ma bose, zziębnięte stopy uznała za akt niedopuszczalnej dominacji i podporządkowania. Najpierw się rozwrzeszczała na znak protestu, a potem, kiedy ja mocowałam się z jej rozwierzganymi nogami, usiłowała przyłożyć mi z piąchy w głowę. Kilka razy jej się udało i to boleśnie, więc nieco zirytowana posadziłam ją na kanapie i mówię:

- "Nie bij, nie wolno bić, to boli!
- "Bij, bij, bij, bij - zadeklarowała Blanka upracie, w końcu założenie skarpetek to straszna krzywda...
- Nie bij, bo Ci oddam, zobaczysz!
Usłyszawszy to, moja córka bez chwili namysłu oznajmiła:
- "Nie, nie, nie! (nie wolno!)"
I pogroziła mi małym paluszkiem ze srogą miną. 

Nie wytrzymałam.
 Zaczęłam się śmiać.

2 komentarze:

  1. Moja Najstarsza raz mnie uderzyła w buzię jak miała ok roku. Odruchowo oddałam i wcale nie lekko. Był ryk. I już nigdy ta sprawa się nie powtórzyła. Ale z upodobaniem trzepała moją mamę po buzi. Babcia wychodziła z założenia, że znudzi się. Nie znudziła. Musiałam wkroczyć i było po sprawie. Kiwanie paluszkiem bezcelowe moim zdaniem. One też mają paluszki :DDD

    OdpowiedzUsuń
  2. W takich sprawach należy reagować zdecydowanie i stanowczo.Co to za podnoszenie ręki na rodzica czy kogokolwiek?
    Na początku może jest i śmiech, ale po paru latach przyprowadzają nam takie' wszystko mogące nie znające żadnych zasad' dzieciaki do szkoły i dopiero się zaczyna..Pierwszy raz wiele z nich słyszy jakiś zakaz albo polecenie do wypełnienia...
    Kaśka

    OdpowiedzUsuń