środa, 28 listopada 2012

KAŁA

Codziennie, gdy wstaniemy rano, Blanka od razu leci do kuchni, skandując:
- "Kała, kała!"
Staje przy szafkach i komenderuje:
- "Blat, blat, plo!"(Proszę, posadź mnie na blacie)

Posłusznie sadzam mojego małego szkraba na szafkach. Wyjmuję pomarańczową filiżankę, szykuję łyżeczkę, a Blanka w tym samym czasie sięga po słoik, chwilę mocuje się z przykrywką. Pomagam jej ją odkręcić. Z pieczołowitą dokładnością nabiera kawę na łyżeczkę i wsypuje do mojej filiżanki. Jedną, drugą. Potem rozgląda się po szafce w poszukiwaniu cukru. Sięga do przezroczystego pojemnika i pakuje do filiżanki łyżeczkę białej słodyczy. Wtedy ja biorę czajnik, zalewam przygotowaną mieszankę wrzątkiem i proszę Blankę, żeby zamieszała. Taki nasz mały rytuał. Zawsze odmawia, boi się gorących rzeczy, informuje mnie więc pośpiesznie:
"Bojsie, bojsie, si, si. Mama! (Boję się. Gorące! Mama ma zamieszać!)

Mieszam więc i zabieram obie - i Blankę, i kawę do pokoju. Uchylam okno. Siadam w piżamie na kanapie; Mała wdrapuje mi się natychmiast na kolana. Patrzę w przestrzeń, budzę się. 

Dziś za oknem listopadowy deszcz zmył ulice i chodnik. Pachniało początkiem nowego dnia. Piłam gorącą kawę, parząc wargi; drobnymi, pośpiesznymi łykami. Czułam jak rozgrzewa mnie od środka. Słodki łyk porannej codzienności.

czwartek, 22 listopada 2012

BABY BUM BUM

Od kilku tygodni chodzę z Blanką na zajęcia muzyczne dla maluchów. Dla mojej córki niezależnie od programu aktualnego spotkania największą atrakcją są jednak jej rówieśnicy i rówieśniczki. Całe dnie spędza w domu tylko w towarzystwie dorosłych i psiura, tak więc na spotkania tego typu obie czekamy z niecierpliwością. Blanka już wie, gdzie idziemy, zapytana - odpowiada:
"Dziaci!" (Do dzieci!) i dorzuca - "Bum, bum!". A potem pędem leci po kurtkę i buty. 
Do sali wchodzi pierwsza, nie oglądając się na mnie. Kiedy Pani prowadząca wita się z przybyłymi, Blanka urządza swoją rundę honorową - obchodzi niemal wszystkich obecnych na sali i podaje im rączkę na powitanie, co komicznie wygląda i budzi zrozumiałe rozbawienie u zgromadzonych. Jeśli zdarzy się na jej drodze jakiś maluch, który nie umie jeszcze zrobić "cześć", to Blanka wita się z nogą takiego delikwenta, w sumie co za różnica :-)

Podczas gdy większość dzieci spędza całe zajęcia na kolanach rodziców, Blanka gania po sali. Tańczy, macha rękami, kręci pupą, zaczepią prowadzącą, małpuje jej ruchy. I zaśmiewa się w głos. A ja tylko obserwuję ją z daleka. Co kilka minut rozgląda się kontrolnie po sali, szuka mnie wzrokiem, czasem zadaje zaniepokojonym głosem pytanie: "Mama?" i przybiega, dosłownie na sekundę, żeby sprawdzić, czy na pewno jestem... i leci z powrotem do swoich zabaw. Roześmiana, rozbawiona, w swoim żywiole. 
Wychodzimy zazwyczaj jako ostatnie. Kiedy pytam ją, czy jej się podobało, odpowiada "Tak!", energicznie kiwając głową i uśmiecha się od ucha do ucha... 

A ja patrzę na to roześmiane pysio i zastanawiam się, kiedy ona tak urosła...

środa, 21 listopada 2012

ZAZDROCHA

Blanka jest zazdrosna.
Wystarczy, że na moment przytulę się do Lubego, wystarczy, że on na chwilę mnie obejmie - natychmiast w zasięgu naszego wzroku i słuchu niestety także, pojawia się mały, wściekły potworek z rozwianą blond grzywą, biegnący do nas i ryczący  z całych sił:
- "Nieeee, nieeee, nieeeeeeeeeee!!!!"

Jeśli leżymy na łóżku, pakuje się między nas i odpycha mnie od mojego własnego, prywatnego męża, kopie i wrzeszczy:
- "Mój tata, mój, mój!!!"
Jeśli przytulamy się w kuchni, dopada do Lubego, odciąga go ode mnie, targa za nogawkę u spodni, gryzie po łydkach, informując go, jakby nie wiedział:
- "Moja mama, moja, moja!!!"

Nieważne, gdzie jesteśmy, nieistotne - nie możemy być zbyt blisko siebie, bo natychmiast zostaje to oprotestowane przez małego zazdrośnika. Blanka ma fazę na wyłączność, na osobiste i zastrzeżone tylko dla niej posiadanie mamy, taty i... psa.

Tak, psa.
Dziś rano, kiedy przytuliłam na moment policzek do futrzastej Białej Dupy rozwalonej na kanapie w pokoju, małe raczki natychmiast zaczęły odpychać moją głowę od Travisowego zadka. A bardzo zdenerwowany głosik oznajmił mi:
"Mój Tjava, mój, mój!!!"

NAUKA NIE POSZŁA W LAS...

Wczoraj w przychodni, kiedy czekałyśmy na wizytę u Pani doktor, Blanka oglądała ulotki zachęcające do laseroterapii. Na jej prośbę podałam jej najpierw jedną broszurkę, potem drugą; sama nie była w stanie ich dosięgnąć. Mała oglądała je z uwagą, kiedy z gabinetu wyszła starsza od niej dziewczynka, popłakując po szczepieniu. Mama ubierała ją tuż obok naszego krzesła; Blanka przyglądała się koleżance z uwagą. Przyglądała się, patrzyła na nią i... nagle wyciągnęła rączkę z ulotką w kierunku dziewczynki, mówiąc:
"Plo!" (proszę!)

Nie było widać, bo siedziałam, ale urosłam z dumy o dobrych kilka centymetrów, prawie że spuchłam.
I pomyślałam sobie, że nauka nie poszła w las, że uparte używanie w rozmowach z Małą zwrotów: "proszę, dziękuję, przepraszam" jednak zostawiło w niej ślad.
Co nie zmienia faktu, że jeszcze tydzień wcześniej, kiedy moja córka na zajęciach muzycznych wyrywała swojej rówieśnicy plastikowe kółko płacząc i rycząc: "nie, nie, nieeeeee!!!!" byłam święcie  przekonana, że cały mój wysiłek nie tyle poszedł w las, co pogalopował w najgęstszy bór na oszalałym koniu...


wtorek, 20 listopada 2012

TO JUŻ?

Kupiłam kilka dni temu Blance drugą kurtkę zimową. Pierwsza po jednorazowym wyjściu połączonym z jedzeniem biszkoptów, chrupek lub z piciem soczku, zwykle nie nadaje się już do ponownego założenia; czasem w trakcie spaceru muszę ją przekładać na drugą, ciemniejszą, brązową stronę. Nabyłam więc, drogą kupna, kremową puchówkę, na szarym polarku, z kapturem. Chłopięcą, bo dziewczęcych w rozmiarze Blanki już nie było. Pomyślałam - malutka jeszcze jest, co jej za różnica, kurtka fajna, ciepła i przeceniona. 

Przyniosłam do domu zakup, pokazałam córce, zaprezentowałam walory: gruba, ale lekka, miła w dotyku... Zawołałam: "Chodź, przymierzymy!" i ku mojemu zdziwieniu, w odpowiedzi usłyszałam stanowcze: "Nie!". Blanka popatrzyła na nowe ubranie i pokręciła przecząco głową. Zirytowałam się lekko, poprosiłam jeszcze raz - reakcja taka sama. Próbowałam więc omamić Małe stworzenie wizją spaceru i zaczęłam podjudzać:

"Chodź założysz kurteczkę, jak się ubierzesz, to pójdziemy na spacerek, nie można wychodzić na spacerek bez kurteczki, chodź Cię ubiorę, zobacz jaka ładna!" I znów zaprezentowałam nowy nabytek. Blanka ruszyła w moim kierunku, ale tylko po to, żeby minąć mnie i reklamowany paltocik z wyraźną pogardą. Podeszła za to do wózka, złapała za wiszącą na jego oparciu starą, różowo - brązową kurtkę i oznajmiła tonem nieznoszącym sprzeciwu:
"Ta!"
I dorzuciła:
"Idzimy!"

I gadaj tu z taką modystką.
To już? Już się zaczyna? Tak szybko? W wieku półtora roku? 
Czekam z nieniecierpliwością, aż powie mi, że nie ma co na siebie włożyć...

piątek, 16 listopada 2012

NIENASYCENIE

Kiedy tylko tata Blanki wraca z pracy, mała leci do niego biegiem, wspina się na palce, wyciąga rączki do góry i prosi, błaga, patrzy wzrokiem żebrzącym o zmiłowanie i zaczyna skandować:

"Buju - buju, tata, buju - buju, buju - buju!"
 

Szybko mięknie ojcowskie serce, Luby codziennie lituje się nad małym Kajmanem, bierze na ręce i huśta, i podrzuca pod sam sufit, już prawie puszcza, a jednak łapie. Fruwają blond kosmyki, spada na na oczy burza jasnych włosków, machają w powietrzu małe ręce i nogi, jak zwariowane śmigła, lata głowa na prawo i lewo. Blanka zaśmiewa się w głos, piszczy, kwiczy, zanosi się radością, zachłystuje swoim małym, dziecięcym szczęściem, uwielbianą chwilą..
Kiedy tata kończy podrzucanie i przytula do szerokiej piersi małego szkraba, ten natychmiast oznajmia:

- "Jece, tata, jece, jece, jece!!!"

Nienasycenie.

czwartek, 15 listopada 2012

SIKI, SIKI!

Rozszyfrowanie, co próbuje nam powiedzieć Blanka, staje się coraz trudniejsze. Nasza mała dziewczynka mówi coraz więcej, ale zwykle zatrzymuje się na jednej lub na dwóch pierwszych sylabach (np: "laba" = labrador, "plo = proszę", "dzieki- dziękuję" ), na dodatek zniekształconych. A nasze niezrozumienie rodzi w małej osóbce głęboką frustrację i złość, no bo ona tu nam mówi, powtarza, a rodzice kompletnie nie kapują, o co biega, choć powtarza i powtarza.
 Ratujemy się więc jedyną dostępną opcją i prosimy:

- "Blanuś, pokaż o co chodzi!"  

Czasem się udaje, czasem nie...
Wczoraj przybiegła do mnie zaaferowana Blanka i opowiada mi:
"Mama, siki, siki!"
Dokonuję najprostszej dedukcji i na początek sprawdzam pampersa - czysty i suchy, Mała ze złością odpycha moją rękę, mówi "nie!" i  nadal uparcie mi tłumaczy:

"Mama, siki, siki, siki, tam!"
Patrzę więc, szukając wzrokiem żółtej kałuży i co widzę na balkonie?

"Siki, siki, siki!" - skanduje Blanka

Przez szybę zaglądają nam do mieszkania...
trzy sikorki :-)

poniedziałek, 12 listopada 2012

MISIO


 Mam półtora roku i wszystko chcę robić "siama".
 Spaceruję też siama!

No dobra mamo, dobra, już idę, po co te nerwy...


sobota, 10 listopada 2012

KULU!!!

Przez cały tydzień Blanka łaziła za mną i zawodziła: "Kulu! Mama, kulu, plo!".  A ja zachodziłam w głowę, o co jej chodzi. Mówiłam, że nie rozumiem, że musi mi pokazać, co to jest -  łapała mnie za ręce i ciągnęła, nadal zawodząc: "Kulu, mama, kulu!". A ja ciągle nie miałam pojęcia, czego ona chce. Blanka denerwowała się, złościła, zaczynała płakać i znów zaczynała swoje prośby: "Kulu, kulu!"

Dopiero wspólne czytanie blanciakowej książeczki pomogło rozszyfrować dziecięcą prośbę - kiedy otworzyłam ją na stronie ze starym wierszykiem:

"Kółko graniaste, czterokanciaste,
 kółko nam się połamało,
 cztery grosze kosztowało,
 a my wszyscy bęc!"

Blanka radośnie zakrzyknęła: "Kulu!", złapała mnie za ręce, a ja załapałam, że od tygodnia chciała po prostu tańczyć w kółeczko, chciała się bawić w "Kółko graniaste"...
A potrafiła z całego wierszyka powiedzieć jedynie "kulu" i pokazać, jak się robi bach...

niedziela, 4 listopada 2012

LALALA...

Niemal natychmiast po przebudzeniu, Blanka siada na łóżku i zarządza:
- "Mama, lalalala, ić!" - co w wolnym tłumaczeniu oznacza: "Mamo, idź włącz muzykę!" Jest to prośba stała w repertuarze małej melomanki, powtarzana kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt razy dziennie.:"Lalala" i "lalala", błagalne spojrzenie i "plo!!!" (proszę!). Kiedy udaję, że nie wiem, o co chodzi, prowadzi mnie za rękę do wieży i pokazuje, informując jednocześnie: "Tam, lalala!"
Czasem wybudza się w środku nocy, siada na łóżku i pyta z nadzieją: "mama, lalala?", a nóż widelec się uda, może włączą jakąś skoczną melodię...

Kilka dni temu w okolicach czwartej nad ranem wybudziła się na dobre, przez dwie godziny chodziła po mieszkaniu żądając na zmianę: "tolo" (czekolady) i "lalala" (muzyki), a mój mąż równie cierpliwie tłumaczył jej, że czekolady nie dostanie, a płyty włączyć nie może, bo jest jeszcze ciemno, jest noc, więc wszyscy śpią i muzyka też jeszcze śpi. 

Blanka pomyślała chwilę, podumała, pokombinowała, wzięła tatę za rękę, zaprowadziła do okna, pokazała, żeby ją podsadził, a kiedy to zrobił... Pociągnęła za sznurek od rolety, odsłoniła ją, w pokoju znacznie pojaśniało, więc rozpromieniona Blanka oznajmił Lubemu:

"Jeeeeee jaaa!!!!" (Jest jasno!!!!)
I z rozbrajającym uśmiechem zakomenderowała:
"Lalala!"