czwartek, 11 października 2012

KAPŁO


Blanka zawsze ma ochotę na owoce - kiedy widzi poziomki, aż skacze z radości i śmieje się w głos, jedną wpycha do buzi i już sięga po następną. Podobnie z borówkami - potrafi zjeść całe opakowanie małych, ciemnych kuleczek. Maliny też lubi; kiedy ostatnio próbowałam zabrać jej pojemnik, bo bałam się, że rozsypie - popłakała się. Gdy ma ochotę na jabłko, podchodzi do balkonu, pokazuje palcem na torbę papierówkami i mówi: "Japu!". Dwie gruszki doskonale zastępują jej obiad. Ostatnio odkryła śliwki, tylko nie może sobie poradzić z wymówieniem tego strasznie trudnego słowa, chodzi za mną i powtarza: "śśśśśli, śśśśliii, patrzy błagalnie i prosi....

Gdyby wszystko tak chętnie jadała, byłabym w siódmym niebie... Ale na owocach (i czekoladzie) apetyt małej panienki się kończy. Kaszka - nie, nie, nie! Zupka - czasem, z wielką łaską. Chleb lub bułka - a i owszem, zdarzy się. Jogurty, serki - ooo, to może być! Mięso, wędliny, ser - zaniosę Travisowi....
Już czasem sama nie wiem, co robić, żeby cokolwiek zjadła.  Przestałam ją zmuszać, bo doszło już do tego, że zaczynała płakać na sam widok miseczki z zupą...  Więc teraz zabawiam, pokazuję książeczki, bajki, namawiam, kombinuję jak siwek pod górę. Doszło już do tego, że kolację Blanka je... w wannie, podczas kąpieli. Bardzo lubi pluskać się w wodzie i generalnie wtedy zje wszystko, co jej podetknę pod nos. Ostatnio karmiłam ją jogurtem, odwróciła się nagle i trochę białej masy kapnęło jej na rączkę. Popatrzyła na mnie zniesmaczona, pokazała mi maź palcem i rzuciła oskarżycielskim tonem, z pretensją w w głosie:

- Kapło!


8 komentarzy:

  1. Masz frutariankę :)
    Ja też miałam jazdy z dzieciakami. Najlepsza metoda? Wybiegać na świeżym powietrzu. Zgłodnieje - zje ze smakiem. Nie zmuszać. Bo wtedy wszystko się zrobi BLEEE :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skąd ja to znam :))) ostatnio śniadanie jadła Zi "zmywajac". Mam wrażenie, że moje dziecko nie lubi niczego poza winogronami i parowkami... Musze spróbować tej kaszki wieczornej w wannie,bo juz nic nie działa ani bajki,ani piosenki,ani książeczki. Lekarka powiedziala nam koło 2go roku życia to się zmieni, ale to jeszcze szmat czasu... Czy wystarczy mi cierpliwosci? Pozdrawiamy :)
    Lady

    OdpowiedzUsuń
  3. Zu też lubi jeść w kąpieli... już miałyśmy nie raz rozmoczony chlebek na dnie... :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. to chyba choroba wszystkich pierwszych dzieci. Z Ala kiedys miałam straszny kłopot z jedzeniem. A moze to ona miała kłopot ze mną - kto wie, bo jak patrze dzis na jej zdjecia z dzieciństwa to na zabiedzoną nie wygladała:) Z Dusiem, Nusią i Laurką juz problemu nie ma. Laura drze sie wniebogłosy : Ammmm i trudno dogotowac zupę do konca:):):) rut

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam to z autopsji. Bi przezylaby spokojnie na owocach, jogurtach i chlebku (koniecznie z dzemem). Wszystko inne z laska i od wielkiego dzwonu. Odpuscilam, bo wyglada zadziwiajaco dobrze, zwazywszy na jej "diete". Najgorsze, ze doskonale wie gdzie trzymamy "przysmaki" i non stop stoi przed wlasciwa szafka w kuchni, rykiem domagajac sie chrupek lub ciasteczek...

    OdpowiedzUsuń
  6. Doskonale Cię rozumiem...Grześ zjada prawie wszystko (nie lubi kaszek), ale Dawidek niewiele -jogurty, płatki (wszelkiego rodzaju) i kotlety..troszkę więcej, gdy daje mama...

    OdpowiedzUsuń
  7. ja mam mięsożercę. ale przynajmniej w przedszkolu zjada wszystko. panie mają dar przekonywania. a ja wykorzystuję to zaraz po przedszkolu i na fali zachwytu przekonałam go do wielu owoców, których nawet kijem nie chciał dotknąć.
    ale stał się też luksusożercą i polubił wędzonego łososia, sery pleśniowe i krewetki - no taniej ubrać niż wyżywić!

    OdpowiedzUsuń
  8. mam to samo z moim dzieckiem... dlatego mieszam mięso i warzywa z owocami licząc, że mała coś tam wartościowego mimo wszystko przemyci do swojej buzi.

    OdpowiedzUsuń