sobota, 22 września 2012

RÓŻNICA

Obserwowałam ją ostatnio. Ubrana w elegancką, beżową sukienkę z koronkową falbanką, białe rajstopy i baletki - czerwone w czarne kropki. Całości stroju dopełniała apaszka w biedronki. Blond włosy podpięte spinką, na ręce bransoletka. Mała elegantka. Czyściutka, śliczna i grzeczna. Siedziała u mamy na kolanach i jadła bułkę. Później, wsadzona do krzesełka dla dzieci, bawiła się kredkami, trochę rysowała. Dziewczyna w wieku mojej córki. Przyglądałam się jej przez blisko godzinę, ze zdziwieniem i lekką zazdrością. Nie próbowała zedrzeć z włosów spinki, nie wyrywała się rodzicom, nie wyłaziła z fotelika, nie ryczała. Siedziała, obserwowała i milczała. Mały aniołek

W tym samym czasie moja córka wędrowała po całej restauracji, wchodziła samodzielnie na schody i z nich schodziła, wdrapywała się na krzesła i zdejmowała ze stołu przyprawniki, sprawdzała jak smakuje sól, pieprz, moja kawa i zupa brokułowa. Nie usiadła nawet na minutę. W poplamionej bluzie, rozczochrana, rozgadana zaczepiała kelnerów, podawała im rękę, przybijała piątki, pokazywała palcem, że chce balonika, tak drugiego też! Malowanka zainteresowała ją na całe trzydzieści sekund, kredki zrzuciła pod stół i weszła na niego, bo odkryła, że to najkrótsza droga do ukochanego taty, który akurat siedział naprzeciwko. Kiedy ją ściągnęłam za nogę, rozryczała się ze złości i oznajmiła mi, że jestem "be!". Zignorowałam, więc wlazła pod stół. Wywlekłam. Pobiegła na ogródek, wyjmować kamyki z doniczek z kwiatami. Sama. Nie oglądając się na mnie. Przyniosła je ojcu i uciekała, żeby polatać po rynku. Zaśmiewając się w głos, uciekała przed ojcem, który ruszył w pościg. Mały czort. 

Obserwowałam ją z daleka z uśmiechem podszytym rozczuleniem i rezygnacją. Bardzo ją kocham. 
Właśnie taką, jaką jest. 

Co nie zmienia faktu, że czasem mam wrażenie, że zaraz oszaleję...

15 komentarzy:

  1. Kochana, masz szczęśliwe dziecko i to jest najważniejsze! I nawet jeśli jest to mały czort, to pomyśl sobie, że widocznie takie egzemplarze Wam się trafiają - mam na myśli zarówno Blankę, jak i Travisa...;-]

    OdpowiedzUsuń
  2. Travis powinien mieć zmienione imię na "Święty", bo to co ona znosi to zaczyna przechodzić ludzkie i psie pojęcie - włażenie na grzbiet, ujeżdżanie, zaglądanie do pyska, pod ogon, ciągnięcie za ten ostatni, łapanie za łapy - no bo jak się oznajmi, że to jest właśnie "apa", to przecież trzeba ją pokazać! Wczoraj próbowała zawiesić Travisowi na uszach moje kolczyki, nie dało się, więc włożyła mu jeden ... do ucha...

    OdpowiedzUsuń
  3. Pewna jesteś, że ten aniołek blond w opasce w biedronki to było żywe dziecko? Nie lalka ? A tak na serio to lepsze dziecię z charakterkiem niż bez charakteru.Chociaż chwilowe kryzysy rozumiem. Tzw. żywe srebro może nieźle wymęczyć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymęczyć to mało powiedziane. Ona mnie czasami po prostu doprowadza do szału... a potem uśmiech się tym swoim blanciakowym uśmiechem i cała złość mi przechodzi...

      Usuń
  4. ja nie miałabym nic przeciwko kilku siwym włosom z tego powodu - uwielbiam takie dzieciaki jak Twoja Blanka (Zu należy raczej do tego grzecznego typu, co to siedzi i koloruje, jedyne co uwielbia i nigdy sobie nie podaruje to wspinaczki na różne sprzęty/konstrukcje itp - tutaj siwieję jak widzę co wyrabia...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chmmmm... mi też się wydawało, że uwielbiam, dopóki Blanka nie okazała się Blanką :-)Ps. A w ogóle Blanka to Blanka Ola :-)

      Usuń
  5. Moi synowie już wyrośli z tego cudownego wieku, ale z tego co pamiętam gdyby zaczęli się zachowywać tak poprawnie jak to dziecko od kolorowanek, które nie zrywa z włosów spinek, to poszłabym z nimi do lekarza, bo takie zachowanie oznaczałoby w ich przypadku ciężką chorobę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku Blanki też, jak jest spokojna, albo jest cicho to znaczy, że właśnie coś zmalowała...

      Usuń
  6. Cóż - teraz masz trudniej, ale zapewniam Cię, że to Twoja córcia będzie miała w życiu większą siłę przebicia, niż tamten aniołek grzeczniutki :)
    Tylko cierpliwości trzeba, żeby taki diamencik upilnować :)))!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwuś, ona od zawsze taka była - jak tylko skończyła miesiąc, to zaczęła się drzeć, że w wózku nic nie widać... I ta pasja poznawania świata, sprawdzania wszystkiego osobiście, własnoręcznie tylko się rozwija...

      Usuń
  7. jedno mi na myśl przyszło ot obraz szczęśliwego ,beztroskiego dziecka... które szybciutko dorośnie pozostawiając rodzicom cudowne wspomnienia.P.s.uwielbiam umorusane dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jezu, czytając opowieści o Blance mam wrażenie, że za rok będę miała identycznie... oO Już teraz mam nieraz ochotę ją przywiązać do nogi od stołu, a przecież ona jeszcze nawet nie chodzi :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakbym czytała o moim Synku:) Żywe Srebro! Jak ja z zazdrością patrzyłam na takie spokojne dziewczynki. Sama biegałam po restauracji;)

    OdpowiedzUsuń
  10. ale za to na nude narzekac nie mozecie :P

    OdpowiedzUsuń
  11. No to sobie możemy uścisnąć wirtualnie dłoń ;-)

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń