sobota, 11 sierpnia 2012

KONFLIKT LOJALNOŚCI

Poprosiłam ostanio mamę, żeby nie dawała Małej czekolady, a Kajmaniątko plączące się nam pod nogami natychmiast wyciągnęło łapkę i  pokazuje palcem półkę, na której dzień wcześniej babcia trzymała merci. I oznajmia nam, szeroko rozkładając ręce w geście bezradności: "Mmmmm ma! mmmmm ma!" ( "Nie ma, nie ma!"). Kilka dni temu drzemałyśmy po obiedzie, łapałyśmy ostatnie chwile uciekającego snu. Zadzwonił mój telefon, chciałam go zignorować, ale Blanka wiedziała lepiej - siadła na łóżku i  powiedziała głośno i wyraźnie: "Mama, ało, ało!" ("Mamo, telefon dzwoni!"). Wczoraj przed południem, gdy wracałyśmy ze spaceru, Blanka sama weszła po schodach, wsiadła do windy, wlazła do mieszkania, ale zatrzymała się w przedpokoju i ... wystawia w moim kierunku uniesioną w górę nogę, pokazując paluszkiem na swoją stopę i komenderując "Eeeee!!!", co w wolnym tłumaczeniu oznacza: "Zdejmij mi buty". Potem zażyczyła sobie, dokładnie w ten sam sposób, żebym jej ściągnęła drugi bucik i skarpetki. Przebiegła kilka kroków boso, zadowolona i... wróciła do mnie po chwili, jakby jej się coś przypomniało - uniosła sukienkę do góry, ponaglająca mnie: "Eeeee!!!". Faktycznie, pomyślałam, przecież w domu nosi się getry, a nie sukienki i rozebrałam Kajmaniątko.
Które, nota bene, natychmiast po załatwieniu "grubszej" sprawy, przybiegło do mnie i pokazuje palcem na pampersa, informując mnie: "E ee, e ee!". Szkoda, że po fakcie, ale liczą się przecież dobre chęci. 

Blanka coraz więcej rozumie. Potrafi wykonać praktycznie każde moje polecenie, przynosi dowolny przedmiot, o który proszę, próbuje powtarzać słowa, których znaczenie cierpliwie jej tłumaczę. Przysłuchuje się naszym rozmowom, reaguje na to co mówimy, a ja, kiedy to widzę, jestem coraz bardziej zła. Wściekła. Na moją teściową.

Kiedy byliśmy w niedzielę u rodziców mojego męża na uroczystym obiedzie, Blanka kompletnie nie miała ochoty na jedzenie. Tyle się działo, że szkoda jej było po prostu czasu na tak prozaiczną czynność jak odżywanie. Próbowaliśmy jakoś ją przekonać, namówić - bez efektów, obiad przypominał odprawianie egzorcyzmów. Mała wyrywała się, wrzeszczała, złościła i wykręcała głowę na wszystkie strony. Usiłowałam zachować spokój, choć nie było to proste, bo nad moją głową wisiała teściowa, dzielnie kibicując Blance i powtarzała jak mantrę:
"Kto tak krzywdzi dziewczynkę, no powiedz, kto taką krzywdę robi dziecku, kto tak krzywdzi mojego maluszka, no kto Blanusiu, powiedz, kto tak Cię krzywdzi?". 
Zwróciłam jej uwagę, grzecznie prosząc o powstrzymanie się od tego typu komentarzy. Brak reakcji. Po chwili skandowanie od nowa: "Kto tak krzywdzi Blanusię, no kto tak krzywdzi dziewczynkę?".

Dzień później znów to usłyszałam, tym razem od własnego męża. Rozmawiał przez telefon ze swoją mamą, Blanka za jego plecami wdrapała się na nasze łóżko i zaczęła po nim skakać; ściągnęłam ją, co natychmiast zostało oprotestowane głośnym rykiem. I wtedy po raz kolejny usłyszałam, jak Luby relacjonuje lub odpowiada na pytanie mojej teściowej: "(...) a to mama krzywdzi dziecko"

Wściekałam się, w ostrych słowach zwróciłam mu uwagę, że nie życzę sobie tego typu komentarzy i oczywiście po raz kolejny usłyszałam, że to takie... żarty. 

Mam ich dosyć. Serdecznie dosyć. Słuchania, że "... głodzą to dziecko, głodzą, nic mu do jedzenia nie dają", że "Niedobra ta mama, niedobra, nie chce dać cukiereczka", że "Krzywdzi ta mama dziewczynkę, krzywdzi, zupkę każe jeść"... i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.
Nie potrafię wytłumaczyć swojej teściowej, że odpowiedź na pytanie:

"Kto krzywdzi Blanusię, no kto?"- niestety, ale brzmi:
Babcia. 




27 komentarzy:

  1. tez mam awersje do takich komentarzy:/ wszystko jeszcze przede mna wiec nie wiem jakbym zareagowala, na teraz mysle ze bym powiedziala glosno co mysle a i nawet focha rzucila i do tesciow juz nie jezdzila....ale latwo mi mowic bo jeszcze nie jestem w twojej sytuacji, trzymaj sie
    Poza tym to moj pierwszy komentarz odkad przenioslas bloga do tej pory tylko podczytywalam i jakos nie udalo mi sie do tej pory powiedziec ze ogromnie cie podziwiam i uwielbiam czytac co sie u was dzieje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam więc na nowym miejscu :-)
      Nie da się nie jeździć, bo już usłyszałam, że "izoluję wnuczkę od dziadków" (którzy, nota bene, odkąd Mała przyszła na świat, byli u nas 2 razy), więc pozostaje milczenie...

      Usuń
  2. Mnie jeszcze wkurza ciecianie się. No cio, chcieś jeście ciukierećka?

    OdpowiedzUsuń
  3. No kto by pomyślał, że babcia będzie takimi komentarzami rzucać. Może zadzwoń do niej i wytłumacz powoli co robi nie tak, skoro sama tego jeszcze nie załapała.
    Jedna ciotka skomentowała czkawkę mojej kilkumiesięcznej córy " Ty lepiej od niej odejdź, bo ty masz złe fluidy i ona przez to ma czkawkę! A czkawka to kropelki krwi padające na serce". Rodzina była pod wrażeniem, że tej nie zatłukłam na miejscu. Wiem na pewno, że więcej mojego dziecka na oczy nie zobaczy (na szczęście to taka przyszywana ciotka, nikt z rodziny)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że nawet po tłumaczeniach teściowa nie załapie, to typ, który wszystko wie najlepiej...

      Usuń
  4. Ja nawet nie wiem czy probowalabym tlumaczyc, po prostu podeszlabym i skrzywdzila Babcie, ale tak zeby sie nie dalo zreperowac.
    Szlag mnie trafia jak czytam o takich kretynkach.
    Wybacz, ale mnie ponioslo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie szlag trafia, jak po raz kolejny słyszę, że to takie "żarty". Ciekawe, czy teściowa wykaże się poczuciem humoru, kiedy ja w ten sposób zacznę żartować...

      Usuń
  5. Zapomnież że teściowa istnieje! Zupełnie dzieciakowi zrobi zupę zamiast mózgu. Won z teściową. Znajdź lepsze rozrywki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym, ale wiem, że kontakt Małej z babcią jest w jakiś sposób cenny, tylko po prostu chciałabym, żebyśmy zachowały wobec siebie chociaż zwykły, ludzki szacunek...

      Usuń
  6. z taką teściową to na biegun pólnocny!!!! wrrrr

    OdpowiedzUsuń
  7. ech, to teściowe to coś w sobie takiego mają, że człowiekowi się nóż w kieszeni otwiera...
    a u Was zaczyna się wesoły etap, kiedy to już trzeba będzie uważać co się mówi i co się robi... pamiętam jak Zu nie raz wydała babcię, która jej słodyczka podkładała, chociaż ja nie pozwalałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodycze to najmniejszy problem, od nas czasem też dostaje, choć zdecydowanie sama woli owoce. Bardziej boli mnie i martwi to, co zapadnie głęboko w to małe serducho...

      Usuń
  8. Wściekłość, jaką takie bzdurne i nieprzemyślane komentarze budzą we mnie, trudno opisać. To taka mania w poprzednim pokoleniu - gadanie głupot, z nadzieją chyba, że dziecko mądrzejsze i samo się kiedyś domyśli, że to Babcia i Tatuś gadali głupoty!
    Nienawidzę bezmyślności w wychowywaniu dzieci szczególnie, bo to właśnie szkodzi im najbardziej.
    Niestety nie mam pomysłu, jak to rozwiązać. U mnie były podobne jazdy, to ograniczałam kontakty do minimum, ale kiedy dziecko zostaje samo z dziadkami, to aż strach pomyśleć, co usłyszy!
    Nie daj się, i nie daj krzywdzić dziecka.
    Chyba czas na spokojnie wytłumaczyć Blance, że Babcia czasem nie wie, co mówi, bo przecież Blanka jest mądra i rozumie, że Mamusia na pewno nie krzywdzi dziecka, tylko robi wszystko dla jej dobra.
    I powtarzaj to jak mantrę, Twoje słowo będzie mocniejsze.
    Moja przyjaciółka tak zrobiła na takie ataki.
    Teraz dzieci same czasem mówią, że nie chcą iść do babci, bo potem głupoty gadają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwuś, ja wiem doskonale, że słowa mają ogromną moc, mogą budować i niszczyć, dlatego codziennie powtarzam Małej, że jest mądrą, fajną, cudowną dziewczynką i mówię jej, że bardzo ją kocham. Kiedy się zdenerwuję, podniosę głos - przepraszam. Kiedy mi coś przyniesie - dziękuję. Wiem, że ona jeszcze tego nie rozumie tak do końca, ale wiem, że słowa mają siłę. I dlatego tak bardzo złości mnie to, co mówi teściowa - myślę, że w ten sposób, między wierszami "wyłazi" jej stosunek do mnie, ale to mnie akurat najmniej interesuje, martwi mnie, że nie potrafi odłożyć swoich emocji na półkę, tylko w jakiś sposób kieruje je przeciwko mnie w obecności Małej.
      Masz rację, będę robić tak jak mówisz, ale włos mi się jeży, jak sobie pomyślę, co się dzieje, kiedy mój mąż jedzie z Małą do dziadków sam...

      Usuń
  9. Kiedy moja teściowa ochlastała grzywkę (dosłownie) mojej dwuletniej córce usłyszała komentarz,że jej czas na wychowanie dzieci minął 20 lat temu. A teraz to nasza kolej.Renia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co bym zrobiła takiej teściowej, zastanowiłabym się poważnie nad uchlastaniem ręki...

      Usuń
  10. myślę,że ograniczanie kontaktów nie ma sensu, tylko Twoja stanowczość w "upominaniu"wszystkich zachowujących się nie tak jak byś sobie życzyła da efekty.Po każdej głupiej odzywce zwracaj uwagę dorosłemu ,zrozumieją, może to trochę potrwać ale osiągniesz cel.
    A swojej cudownej córeczki jak nie chce jeść nie namawiaj do jedzenia w "gościach", nadrobi jak nie będzie tylu interesujących rzeczy wokół.
    życzę pozytywnych emocji, babcia Maksa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuję, ale zwracanie zwracanie uwagi nie daje żadnych rezultatów, absolutnie żadnych, jak grochem o ścianę.

      Usuń
  11. Wiesz, zawsze wychodziłam z założenia, że dziadkom trzeba dawać szanse. Trochę na zasadzie, że czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. I jak pod moją nieobecność młoda dostanie kawał czekolady to trudno - większą wartością jest kontakt z babcią (wiem, bo sama nie miałam ani babci ani dziadka; dawanie mi czekolady byłoby największym szczęściem...).
    Ale są granice. Tak mnie się zdaje, że zostały przekroczone. Granicą jest dobro dziecka, a nie ma większej krzywdy niż nastawianie dziecka przeciwko matce, która - naprawdę dla dobra dziecka - ma być oparciem i AUTORYTETEM.
    Odpuść kontakty. Większa szkoda niż pożytek. Lepiej zatrudnić nianię, która nawet wbrew sobie, ale za kasę powie tak, żeby dziecku wody z mózgu nie robić. Nie ma co liczyć, żeby dziadkowie dorośli, za starzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziadkowie, na szczęście, nie zajmują się Małą, mamy bardzo fajną opiekunkę. Widują Małą dwa trzy razy w miesiącu i wtedy hulaj dusza, piekła nie ma...

      Usuń
  12. Mialam podobne przeprawy z tesciami, kiedy byli u mnie z wizyta. Na szczescie jednak jesli chodzi o jedzenie to sa za zdrowymi, domowymi potrawami. To z mezem musze walczyc. Kiedy mala odmawia jedzenia, domagajac sie jednoczesnie cukierkow, moj malzonek gotow jest nakarmic ja czekolada, byle cos zjadla!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Twój małżonek nie jest też przypadkiem moim małżonkiem??? Bo skądś to znam...

      Usuń
  13. skąd ja to znam... pozdrawiam, flipendo

    OdpowiedzUsuń
  14. To po co babo tłumaczysz.Olej to znaczy się teściowe gderanie .To ty jesteś matką i ty decydujesz w sprawach dziecka zwłaszcza takich jak jedzenie czy temu podobnych.I głośno o tym mów.

    OdpowiedzUsuń