piątek, 24 sierpnia 2012

AKTORKA DRAMATYCZNA

Dwa dni temu Blanka ściągnęła ze stołu ser pleśniowy i nakarmiła nim psa. Wykorzystała moment mojej nieuwagi, wyjęła smakowity lazur blue z opakowania, odwinęła z papierka i podetknęła pod travisowy nos. A ten koneser od siedmiu boleści oczywiście zeżarł. Musiałyśmy więc wybrać się do sklepu po kolejny kawałek, bo w planach miałam przyrządzenie na kolację makaronu penne z sosem właśnie z takiego sera. 

W osiedlowym spożywczaku Blanka zrobiła scenę. Zobaczyła, że pakuję pleśniucha do torby i natychmiast zażądała przekazania upragnionego towaru w jej małe rączki. Z zamiarem wiadomym, sierściuch siedział pod sklepem i czekał na nas cierpliwie już od całych dwóch minut; faktycznie mógł zgłodnieć, biedaczysko - trzeba było go koniecznie nakarmić. Koniecznie serem pleśniowym, którego akurat zamierzałam już lepiej pilnować. W akcie protestu moje dziecko... położyło się na podłodze i zaczęło łkać. Zgarnęłam małego, wyjącego buntownika pod pachę, wyniosłam na chodnik i pozwoliłam w końcu, dla świętego spokoju, wręczyć ociupinkę sera psu. 

Co zaowocowało tym, że podczas spaceru dzień później Blanka klapnęła mi na środku przejścia dla pieszych i zaczęła łkać, bo... nie pozwoliłam jej podnieść kapselka po piwie, nota ben, na amen wklejonego w rozgrzany asfalt. Znów wzięłam małego buntownika pod pachę, zniosłam na chodnik, zagadałam, uspokoiłam wręczając jej kamyczek, który akurat leżał przy krawężniku. 

Ale wczoraj, w domu, kiedy Blanka dostała wczoraj ataku histerii, bo nie chciałam dać jej paragonu, który trzymałam w ręce, powiedziałam sobie - dość. Czas na próbę sił. Wydruk był mi potrzebny, wklepywałam kod do telefonu, a moja córcia uznała, że akurat ten mały kawałek papieru jest jej niezbędny co szczęścia. Próbowała mi go bezskutecznie odebrać, na początku się śmiała i wygłupiała, a kiedy zorientowała się, że go nie dostanie... klap na podłogę i w ryk. Straszliwy. A ja, niewiele myśląc, po prostu wyszłam do drugiego pokoju, zostawiając pannę z jej udawaną rozpaczą. 

Przez dobre piętnaście minut przysłuchiwałam się dramatycznym odgłosom dobiegającym zza ściany, siedząc w fotelu i przeglądając gazetę. Co jakiś czas podglądałam, co robi moja mała aktorka dramatyczna. Blanka wiła się na podłodze, łkała, szlochała, aż zanosiła się płaczem, kaszlała, charczała, bliska wymiotów... Co kilka minut robiła krótką przerwę, cichła, odrywała zaryczaną buzię od podłogi i... sprawdzała, czy patrzę. Po czym zaczynała znowu płakać, jeszcze głośniej, jeszcze dramatyczniej, jeszcze bardziej rozpaczliwie. W końcu, po kilkunastu minutach ucichła trochę, więc weszłam do pokoju i zapytałam, czy już się wypłakała. Zobaczyła mnie i znów uderzyła w ryk. Jeszcze głośniejszy, jeszcze straszniejszy, jeszcze bardziej natarczywy. Wróciłam do pokoju, zasiadłam ponownie w fotelu. Przeczytałam kilka artykułów, zanim Blanka przestała płakać i ... sama do mnie przyszła. 

Wyglądała jak kupka nieszczęścia - czerwona, zapuchnięta od łez buzia, policzki całe w gilach, usmarkana, nawet włosy miała mokre od łez. Serce mi się ścisnęło. Mała bida. Wdrapała mi się na kolana, jeszcze pochlipując, jeszcze trochę łkając. Zapytałam, czy ma ochotę iść na spacer. Potwierdziła; poprosiłam więc, żeby przyniosła swoje buciki, pobiegła po nie... a ja odetchnęłam. 
Pierwsza próba sił za nami. 

Wieczorem, tak z ciekawości zapytałam ją:

- Pokażesz mamie, jak płakałaś?

Blanka kiwnęła głową, położyła się na podłodze i zaczęła łkać... 

9 komentarzy:

  1. Jednym słowem ZACZYNA SIĘ! Pokładów cierpliwości życzę .Renia

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze,że wiesz jak postępować;) Cierpliwości życzę;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Skąd ja to znam. Najmłodsza była taką artystka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas czasami jest to samo. Zwykle gdy wyłączamy bajki. Ja jestem nieugięta i Kacper dobrze o tym wie więc płacz u nas trwa zwykle kilka minut i później już jest dobrze. Cierpliwości życzę, bo wiem jak to jest :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A niektorym rodzicom wydaje sie, ze to oni wychowuja dzieci:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. cudne :) mały słodki potworek. boję się, że jak kiedyś takiego będę miała - oszaleję ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja nie miała takich ciągot, jakby raz spróbowała, pewnie od razu bym ją zostawiła, aż jej przejdzie.
    Bo ja taka wredna matka jestem :)
    A Twojej lepiej nie zachęcać do wracania do tematu histerii, to na dłuższą metę jest strasznie męczące...
    siły i odwagi w mądrym wychowaniu Ci życzę Kochana!
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  8. A to ciekawe, że Travis nawet w serach pleśniowych gustuje :P a moja nowa Podopieczna robi podobnie, ale (jeszcze) nie kładzie się za podłodze i nie awanturuje się, tylko akcja kończy się wielką histerią i, podobnie jak u Was - wielkim płaczem.

    OdpowiedzUsuń
  9. przechodzimy z Laurą dokładnie ten sam etap .... myślałam, że bunt dwulatka zaczyna się , gdy dziecko kończy DWA LATA! ;)

    OdpowiedzUsuń