piątek, 31 sierpnia 2012

MODNISIA

Blanka coraz częściej przychodzi do mnie, żądając wymiany rozmaitych części garderoby. 

Natychmiast po powrocie ze spaceru domaga się zdjęcia butów - podstawia mi pod nos swoje małe kopytko i pokazuje na nie palcem. Po sandałkach przychodzi pora na skarpetki, które też trzeba ściągnąć, no bo przecież po domu chodzi się tylko na boso. 

Ale na tym nie koniec. Już kilka razy zdarzyło się jej zażądać zmiany stroju tak po prostu. Dziś przyszła do mnie ciągnąc się za bluzkę, podnosząc ją do góry i wydając szeroko rozumiane odgłosy niezadowolenia. Zdjęłam więc jej w końcu koszulkę, żeby sprawdzić, o co jej chodzi. A mała modnisia pobiegała do szafki, otworzyła ją, wywaliła z niej swoje bluzki, pogrzebała w nich przez chwilę, wybrała niebieską, przyniosła mi i oznajmiła rozkazującym tonem:
"Ta!!!"
Ubrałam ją, a ona natychmiast poleciała do łazienki i... stanęła przed lustrem.
 Mała kobietka... 

wtorek, 28 sierpnia 2012

SŁOWNIK PIĘTNASTOMIESIĘCZNEJ DZIEWCZYNKI

Słownik piętnastomiesięcznej Blanki składa się z następujących wyrazów:

- NIE!!!! (nadużywane)
- tak  (używana bardzo rzadko)
- mama
- tata
- baba  - babcia lub Blanka
- dada - dziadek
- tam
- je!!! - jest, znalazłam!
- hało, hało! - telefon, telefon dzwoni
- oć - chodź (połączone z ciągnięciem za rękę)
- aaaa, aaa - chodźmy spać, chce mi się spać (połączone z pokładaniem się na dowolnej, płaskiej powierzchni)
- myj, myj - chodźmy się wykąpać (połączone z zakładaniem ręcznika na głowę)
- bam - przewróciłam się, uderzyłam
- da - daj, ewentulanie - masz
- ma - masz, ewentulanie - daj
- chaps - złapałam!
- e, eee! - zrobiłam kupę, zmień mi pieluchę
- brum, brum - jedziemy, ewentualnie - auto
- be be! - niedobre, śmieć, do wyrzucenia
- si, si! - uciekaj, wynoś się
- kapa, kapa - pada deszcz
- gryyyyyyy - pieski szczekają
- nie, nie, nie!!! połączone z grożeniem palcem - piesku, nie wolno szczekać!!!
 - boooo - balonik
- mu - mleko
- apa - łapa
- buu - buciki
- am, am - daj mi jeść
- eeeeeee!!! - ponaglenie - chodź ze mną, daj mi, pośpiesz się itd.
- mau - kotek
- ham, ham - piesek
- muuu - krowa
- ko ko - kurka
- ka ka - kaczka
- piiiii - mysz
- iha - konik
- uhuuuu - sowa
- hrrrrryyyy!!! - słoń/niedźwiedź/tygrys
- hum, hum - świnka
- ge, ge - gęś
- gu gu - indyk
- beeee - baran
-  mu - mucha (połączone ze wzdryganiem się ze wstrętem)
-  syyyy - wąż
- bziiiiii - pszczoła, osa
- piiiii - ptaszek
- jebu - znaczenie niezidentyfikowane, ale ciągle to powtarza :-)

Można się już dogadać, a nawet pogadać :-)

-

piątek, 24 sierpnia 2012

AKTORKA DRAMATYCZNA

Dwa dni temu Blanka ściągnęła ze stołu ser pleśniowy i nakarmiła nim psa. Wykorzystała moment mojej nieuwagi, wyjęła smakowity lazur blue z opakowania, odwinęła z papierka i podetknęła pod travisowy nos. A ten koneser od siedmiu boleści oczywiście zeżarł. Musiałyśmy więc wybrać się do sklepu po kolejny kawałek, bo w planach miałam przyrządzenie na kolację makaronu penne z sosem właśnie z takiego sera. 

W osiedlowym spożywczaku Blanka zrobiła scenę. Zobaczyła, że pakuję pleśniucha do torby i natychmiast zażądała przekazania upragnionego towaru w jej małe rączki. Z zamiarem wiadomym, sierściuch siedział pod sklepem i czekał na nas cierpliwie już od całych dwóch minut; faktycznie mógł zgłodnieć, biedaczysko - trzeba było go koniecznie nakarmić. Koniecznie serem pleśniowym, którego akurat zamierzałam już lepiej pilnować. W akcie protestu moje dziecko... położyło się na podłodze i zaczęło łkać. Zgarnęłam małego, wyjącego buntownika pod pachę, wyniosłam na chodnik i pozwoliłam w końcu, dla świętego spokoju, wręczyć ociupinkę sera psu. 

Co zaowocowało tym, że podczas spaceru dzień później Blanka klapnęła mi na środku przejścia dla pieszych i zaczęła łkać, bo... nie pozwoliłam jej podnieść kapselka po piwie, nota ben, na amen wklejonego w rozgrzany asfalt. Znów wzięłam małego buntownika pod pachę, zniosłam na chodnik, zagadałam, uspokoiłam wręczając jej kamyczek, który akurat leżał przy krawężniku. 

Ale wczoraj, w domu, kiedy Blanka dostała wczoraj ataku histerii, bo nie chciałam dać jej paragonu, który trzymałam w ręce, powiedziałam sobie - dość. Czas na próbę sił. Wydruk był mi potrzebny, wklepywałam kod do telefonu, a moja córcia uznała, że akurat ten mały kawałek papieru jest jej niezbędny co szczęścia. Próbowała mi go bezskutecznie odebrać, na początku się śmiała i wygłupiała, a kiedy zorientowała się, że go nie dostanie... klap na podłogę i w ryk. Straszliwy. A ja, niewiele myśląc, po prostu wyszłam do drugiego pokoju, zostawiając pannę z jej udawaną rozpaczą. 

Przez dobre piętnaście minut przysłuchiwałam się dramatycznym odgłosom dobiegającym zza ściany, siedząc w fotelu i przeglądając gazetę. Co jakiś czas podglądałam, co robi moja mała aktorka dramatyczna. Blanka wiła się na podłodze, łkała, szlochała, aż zanosiła się płaczem, kaszlała, charczała, bliska wymiotów... Co kilka minut robiła krótką przerwę, cichła, odrywała zaryczaną buzię od podłogi i... sprawdzała, czy patrzę. Po czym zaczynała znowu płakać, jeszcze głośniej, jeszcze dramatyczniej, jeszcze bardziej rozpaczliwie. W końcu, po kilkunastu minutach ucichła trochę, więc weszłam do pokoju i zapytałam, czy już się wypłakała. Zobaczyła mnie i znów uderzyła w ryk. Jeszcze głośniejszy, jeszcze straszniejszy, jeszcze bardziej natarczywy. Wróciłam do pokoju, zasiadłam ponownie w fotelu. Przeczytałam kilka artykułów, zanim Blanka przestała płakać i ... sama do mnie przyszła. 

Wyglądała jak kupka nieszczęścia - czerwona, zapuchnięta od łez buzia, policzki całe w gilach, usmarkana, nawet włosy miała mokre od łez. Serce mi się ścisnęło. Mała bida. Wdrapała mi się na kolana, jeszcze pochlipując, jeszcze trochę łkając. Zapytałam, czy ma ochotę iść na spacer. Potwierdziła; poprosiłam więc, żeby przyniosła swoje buciki, pobiegła po nie... a ja odetchnęłam. 
Pierwsza próba sił za nami. 

Wieczorem, tak z ciekawości zapytałam ją:

- Pokażesz mamie, jak płakałaś?

Blanka kiwnęła głową, położyła się na podłodze i zaczęła łkać... 

sobota, 11 sierpnia 2012

KONFLIKT LOJALNOŚCI

Poprosiłam ostanio mamę, żeby nie dawała Małej czekolady, a Kajmaniątko plączące się nam pod nogami natychmiast wyciągnęło łapkę i  pokazuje palcem półkę, na której dzień wcześniej babcia trzymała merci. I oznajmia nam, szeroko rozkładając ręce w geście bezradności: "Mmmmm ma! mmmmm ma!" ( "Nie ma, nie ma!"). Kilka dni temu drzemałyśmy po obiedzie, łapałyśmy ostatnie chwile uciekającego snu. Zadzwonił mój telefon, chciałam go zignorować, ale Blanka wiedziała lepiej - siadła na łóżku i  powiedziała głośno i wyraźnie: "Mama, ało, ało!" ("Mamo, telefon dzwoni!"). Wczoraj przed południem, gdy wracałyśmy ze spaceru, Blanka sama weszła po schodach, wsiadła do windy, wlazła do mieszkania, ale zatrzymała się w przedpokoju i ... wystawia w moim kierunku uniesioną w górę nogę, pokazując paluszkiem na swoją stopę i komenderując "Eeeee!!!", co w wolnym tłumaczeniu oznacza: "Zdejmij mi buty". Potem zażyczyła sobie, dokładnie w ten sam sposób, żebym jej ściągnęła drugi bucik i skarpetki. Przebiegła kilka kroków boso, zadowolona i... wróciła do mnie po chwili, jakby jej się coś przypomniało - uniosła sukienkę do góry, ponaglająca mnie: "Eeeee!!!". Faktycznie, pomyślałam, przecież w domu nosi się getry, a nie sukienki i rozebrałam Kajmaniątko.
Które, nota bene, natychmiast po załatwieniu "grubszej" sprawy, przybiegło do mnie i pokazuje palcem na pampersa, informując mnie: "E ee, e ee!". Szkoda, że po fakcie, ale liczą się przecież dobre chęci. 

Blanka coraz więcej rozumie. Potrafi wykonać praktycznie każde moje polecenie, przynosi dowolny przedmiot, o który proszę, próbuje powtarzać słowa, których znaczenie cierpliwie jej tłumaczę. Przysłuchuje się naszym rozmowom, reaguje na to co mówimy, a ja, kiedy to widzę, jestem coraz bardziej zła. Wściekła. Na moją teściową.

Kiedy byliśmy w niedzielę u rodziców mojego męża na uroczystym obiedzie, Blanka kompletnie nie miała ochoty na jedzenie. Tyle się działo, że szkoda jej było po prostu czasu na tak prozaiczną czynność jak odżywanie. Próbowaliśmy jakoś ją przekonać, namówić - bez efektów, obiad przypominał odprawianie egzorcyzmów. Mała wyrywała się, wrzeszczała, złościła i wykręcała głowę na wszystkie strony. Usiłowałam zachować spokój, choć nie było to proste, bo nad moją głową wisiała teściowa, dzielnie kibicując Blance i powtarzała jak mantrę:
"Kto tak krzywdzi dziewczynkę, no powiedz, kto taką krzywdę robi dziecku, kto tak krzywdzi mojego maluszka, no kto Blanusiu, powiedz, kto tak Cię krzywdzi?". 
Zwróciłam jej uwagę, grzecznie prosząc o powstrzymanie się od tego typu komentarzy. Brak reakcji. Po chwili skandowanie od nowa: "Kto tak krzywdzi Blanusię, no kto tak krzywdzi dziewczynkę?".

Dzień później znów to usłyszałam, tym razem od własnego męża. Rozmawiał przez telefon ze swoją mamą, Blanka za jego plecami wdrapała się na nasze łóżko i zaczęła po nim skakać; ściągnęłam ją, co natychmiast zostało oprotestowane głośnym rykiem. I wtedy po raz kolejny usłyszałam, jak Luby relacjonuje lub odpowiada na pytanie mojej teściowej: "(...) a to mama krzywdzi dziecko"

Wściekałam się, w ostrych słowach zwróciłam mu uwagę, że nie życzę sobie tego typu komentarzy i oczywiście po raz kolejny usłyszałam, że to takie... żarty. 

Mam ich dosyć. Serdecznie dosyć. Słuchania, że "... głodzą to dziecko, głodzą, nic mu do jedzenia nie dają", że "Niedobra ta mama, niedobra, nie chce dać cukiereczka", że "Krzywdzi ta mama dziewczynkę, krzywdzi, zupkę każe jeść"... i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.
Nie potrafię wytłumaczyć swojej teściowej, że odpowiedź na pytanie:

"Kto krzywdzi Blanusię, no kto?"- niestety, ale brzmi:
Babcia. 




piątek, 3 sierpnia 2012

POGADUCHY Z MĄDRALĄ

Ostatnio, kiedy jechaliśmy z Blanką autem, robiłam wszystko, żeby urozmaicić naszej córci podróż, bo zawsze bardzo głośno oprotestowuje uwięzienie w foteliku. Pokazywałam książeczki, opowiadałam historyjki, razem wyjmowałyśmy różne przedmioty z mojej torby i oglądałyśmy je uważnie, aż w końcu, przez zupełny przypadek, odkryłam, że z Małą można już pogadać. Kiedy staliśmy w korku, zobaczyłam, że chodnikiem biegnie piesek, więc pokazałam go Blance i jakoś tak odruchowo zapytałam:
"Blanuś, a jak robi piesek?"
- "Grrrrrrrrr" - usłyszałam w odpowiedzi; nie mam pojęcia, skąd jej się to wzięło, Travis nigdy nie warczy, ale Blanka już jakiś czas temu uznała autorytatywnie, że pieski robią "Grrrrrrryyyy!" i już. Zaciekawiona, postanowiłam zgłębić temat i zapytałam:
- "A jak robi kotek?"
- "Mału!" - odpowiedziała bez zastanowienia.
- "A krówka?"
- "Muuuuuu!" 
- "A kurka?"
- "To to to to to!"
Zwierzątka mi się skończyły, bo trochę zatkało mnie ze zdziwienia.
 A dziś w domu po prostu zaniemówiłam. 
 Rano opiekunka Małej, której demonstrowałam, jak Blanuśka ładnie rozróżnia kolory i na moją prośbę bez żadnej pomyłki podaje klocek o odpowiedniej barwie: zielony, żółty, czerwony lub niebieski; powiedziała, że też mi coś pokaże. Blanka ma książeczkę, w której na ostatniej stronie wypisany jest drukowanymi literkami cały alfabet. Pani Ela poprosiła Małą, żeby ją przyniosła, ta posłusznie przytargała wskazany tom, zaczęła przerzucać sztywne kartki, a kiedy doszła do końca, do alfabetu, niania wskazała jej palcem literkę A i zapytała:
"Blanuś, jaka to literka?"
A moja córka tak po prostu powiedziała:
"Aaaaaaaa"
Zamurowało mnie. Pani Ela przesunęła trochę palec, wskazała kolejną literkę i znów zapytała:
"A ta?"
I usłyszałam:
"Beeeeee!"
 Szczęka opadłą mi ze zdziwienia i z hukiem gruchnęła o podłogę.

Skąd ten mały Kajman to wszystko wie?????

czwartek, 2 sierpnia 2012

SAMOOBSŁUGA

Pogoda dziś wyjątkowo dopisywała, słońce przygrzewało od samego rana, więc mój mąż rozłożył na balkonie ręczniki i wystawił Blance miskę pełną wody, żeby mogła się chlapać. Mała plątała się nam gdzieś pod nogami, biegała po domu; Luby naszykował wszystko, ale zajrzał jeszcze do kuchni, żeby zapytać mnie, czy nie lepsza będzie wanienka, w której zwykle myjemy szkraba wieczorem.
 Nasza wymiana zdań trwała dosłownie kilka sekund, ale tyle wystarczyło, żeby Blanka zniknęła. 
Mój mąż wyjrzał na balkon, zaklął, zaczął się śmiać i powiedział:
- "Już za późno... chodź coś zobaczysz"
Porzuciłam robienie obiadu i poleciałam zobaczyć, co się dzieje. I odkryłam, że nasze dylematy faktycznie są nieco spóźnione, bo Blanka już sobie siedzi w wodzie, uśmiechnięta od ucha do ucha i bardzo z siebie zadowolona.  

Siedzi.
W misce. 
W wodzie.
W butach, getrach, w pampersie i bluzeczce...

środa, 1 sierpnia 2012

ZOSIA SAMOSIA

Moje dziecko dziś po raz pierwszy zjadło samodzielnie obiad... Posadziłam ją w krzesełku, postawiłam jej na blacie talerzyk z ziemniakami, pokrojonym mięsem i ogórkami, wręczyłam do rączki normalne, dorosłe sztućce i powiedziałam: "Smacznego!" Po czym razem z gośćmi, moją przyjaciółką i jej synkiem zasiedliśmy do stołu, obserwując uważnie, co zrobi Blanka. A mała papuga całkiem sprawnie, bez większej pomocy z naszej strony zjadła praktycznie całą swoją porcję... operując widelcem.
 Ma rok i trzy miesiące.
 Zosia Samosia.
 Dumna jestem z niej niesamowicie. W związku z czym przymknęłam nawet oko na nową formę dokarmiania psa. Nasz córka bowiem, odkąd opanowała sztukę posługiwania się sztućcami, już nie rzuca Travisowi kawałków mięsa na podłogę. 
Teraz podaje mu je na widelcu. 
Pełna kultura.