czwartek, 24 maja 2012

PIERDÓŁKA

Blanka bardzo lubi przesiadywać na balkonie. Obserwuje, co dzieje się pod blokiem, robi "pa pa" przechodniom, zagaduje do nich, coś im opowiada w swoim języku. Jak jej się znudzi konwersacja z ludźmi na dole i obserwowanie piesków, znajduje sobie inne zajęcie. A to kradnie pranie z suszarki, zakłada je sobie na głowę i biega tak po mieszkaniu, a to wygrzebuje ziemię z doniczek, a to molestuje psiura wylegującego się pod oknem. Wynosi sobie na balkon książeczki, zabawki, stuka łyżką do zupy w pręty balustrady, generalnie to jedno z jej ulubionych miejsc. 

Tylko jakoś ostatnio ciągle jej coś z tego balkonu wypada. A to smoczek kopnięty małą nóżką ląduje na trawniku na dole, a to drewniana łopatka, a to misio spada pod drzewko. Czasem kilka razy dziennie schodzę pod blok, żeby zabrać z powrotem na górę to, co dziecku wyleciało. Ostatnio, kiedy wracałam z pracy, w drzwiach klatki schodowej spotkałam nieźle wnerwionego męża, który z dzieckiem na ręku zszedł po własny portfel, który Blanka gwizdnęła z szafki, kiedy na moment spuścił ją z oka. Też wypadł naszej małej Gadzinie przez balkon...

Nawet myślałam, przyznaję się bez bicia, z lekkim rozczuleniem, że to moje dziecko to taka mała pierdółka; ciągle jej coś wylatuje, a ona spogląda za tym, co wypadło, smutno oznajmiając: "bam..."
( w sensie, że "spadło")
Do dziś tak myślałam. Porządkowałam ubranka Małej, przebierałam, układałam, odkładałam za małe ciuszki do walizki, a Gwiazda krążyła koło mnie jak satelita, zabierając mi a to czapeczkę, a to bluzkę, a to rajstopki. Przejmowałam szybko skradzione części garderoby, chowałam, tłumaczyłam cierpliwie, że nie wolno, co Blanka potwierdzała, mówiąc "Ne, ne, ne!" i dalej robiła swoje, uciekając z kolejnymi sztukami odzieży. 

W końcu gdzieś zniknęła. Zaniepokojona nieobecnością Małej i ciszą, która nastała, porzuciłam na moment układanie w szafce i poszłam sprawdzić, co robi Gadzina. Patrzę, a ta siedzi i na balkonie i... pracowicie przepycha pomiędzy prętami swój szaliczek...

23 komentarze:

  1. Bo nie ma większej frajdy nad odkrywanie uroków grawitacji... a jeszcze z balkonu WOW. Po prostu dłużej leci więc i zabawy proporcjnalnie więcej:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdzanie, czy grawitacja nadal działa to jedno z ulubionych zajęć Małej :-)

      Usuń
    2. hehe, dzieci moich znajomych, jak jeden mąż w wieku około 7- 8 miesięcy odkryły że przedmioty potrafią spadać... i już im zostało. A wybredne bestie są, byle czego nie zrzucą. Taki na przykład telefon- chwila nieuwagi, a on fruuuuu, albo laptop (złapany w locie, ale było blisko UFFF)i myszka lata oddzielnie już trzecia. Oczywiście na pasie startowym zawsze znajdzie się miejsce dla talerza z obiadkiem- JAK ON FRUWA... a jak ładnie rozpryskuje się po całej kuchni. Jakoś nigdy nie używały do swoich celów misiów, grzechotek i tym podobnego dozwolonego sprzętu. Zakazany owoc kusi od małego :P

      Usuń
  2. Ha ha! Mała musiała mieć niezłą zabawę z tego :)) Współczucia dla Was - rodziców.
    A swoją drogą...tak się zastanawiam, co takie maluchy ciągnie do portfela. Moja (była już) Podopieczna od malutkości uwielbiała portfel, karty itp. Każda wycieczka do sklepu kończyła się zabawą (krótką ale jednak) portfelem z dziką radością na twarzy dziecka! Hmm..
    Pozdrawiam,
    www.swiat-wg-anuli.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blanka uwielbia się bawić moim portfelem, wyjmuje dokumenty, katy, ogląda, przekłada - coś w tym jest :-)

      Usuń
  3. więc to nie były Przypadki małej gapki, a celowa robota:) rut

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzieci mają niesamowite pomysły i olbrzymią wyobraźnię;)

    Grześ na razie wyrzuca wszystko z łóżeczka -co tylko zmieści się między prętami!;)

    Pamiętam jak kiedyś mój tato zrobił samolot z papieru i wypuścił z okna na 3 piętrze,żeby wnuki na dole miały frajdę...kilka dni później Pysia wyrzuciła przez okno kilka sztuk odzieży!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dziś wycierałam papierem podłogę, zostawiłam go na chwilę i dosłownie po momencie zobaczyłam, jak Blanka siedzi w kucki i też wyciera podłogę, papuga mała.

      Usuń
  5. Nic tylko zasłonić balkon w całości :)))
    Nieźle rozrabia, ciekawe, co będzie dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwisu, za ciemno będzie w pokoju, zresztą ja lubię nasz widok z balkonu, trzeba Szkraba pilnować, z czym wychodzi na balkon i tyle, dziś była bardzo rozczarowana, że nie udało się jej przepchnąć szczotki między prętami...

      Usuń
  6. Eumenido, ciesz się, że to balkon, mówię Ci, mój upodobał sobie... sedes :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Upssss.... masz rację, to jednak się cieszę, że wybrała balkon. Ale jak dziś zobaczyłam, że trzyma już za prętami rączkę z moimi perfumami, które dzień wcześniej kupiłam, to niemal dostałam zawału...

      Usuń
  7. hehe:)Nawet przez sikundkę nie podejrzewałam Blanci o niezdarność:)Ona robi doświadczenia i obserwuje tor lotu różnych przedmiotów.:)ps. To teraz Blancik zajmuje się ziemią z waszych doniczek:) A co na to Travis?

    OdpowiedzUsuń
  8. Co na to Travis? Nic. Trochę mu przeszkadzają próby wsypania ziemi do ucha, ale generalnie to zachowuje stoicki spokój i w takich sytuacjach po prostu sobie odchodzi w inne miejsce....:-)

    OdpowiedzUsuń
  9. oj tam oj tam, to na pewno przez przypadek ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój prawie trzylatek przeprowadził podobną zabawę, z tym,że efekt był ciut inny, bo Wiku rzucał piłką,a na dole pracował sobie murarz...
    Okazało się,że dziecko rzuty ma (niestety) celne,a pan murarz spore poczucie humoru... Na szczęście!Pozdrawiamy!

    Ola_k

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy gratulować celności, czy poczucia humoru murarzowi... :-)

      Usuń
  11. Acha,czyli ta smutna minka po utracie "zabawki" była jednak udawana...mała cwaniara :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, faktycznie było jej przykro, że zabawka "wypadła"... :-)

      Usuń