wtorek, 8 maja 2012

O ZAKAZACH I ZASKOCZENIU

Zostawiłam dziś Blankę na kilka minut samą w pokoju i poszłam do kuchni, żeby zrobić jej kaszkę. Oba pomieszczenia są połączone, więc doskonale widziałam, co robi - bawiła się książeczką, potem postanowiła pokazać Travisowi, jak bardzo go lubi – obejmowała go za szyję, próbowała dać mu buziaka w mokry nos. Sierściuch cierpliwie znosił dziecięce czułości, leżąc sobie spokojnie obok fotela. Odwróciłam wzrok od tej uroczej sceny dosłownie na moment, żeby nalać wody do miseczki i nasypać o niej kaszki, a kiedy po kilkunastu sekundach spojrzałam ponownie w kierunku psa i dziecka, osłupiałam, bliska zawału.
Pies nadal sobie spokojnie leżał obok fotela, ale Mała już się nie bawiła obok niego…
Blanka STAŁA na jego grzbiecie…
Zamarłam. A po chwili powiedziałam po cichu, błagalnym tonem: „Nie wstawaj Travisku, proszę,nie wstawaj, mądry piesek…”
Białas spojrzał na mnie swoimi brązowymi ślepiami, jakby wiedział, że to stworzenie na jego plecach nie do końca wie, co robi – a próbowało uparcie wdrapać się na zagłówek fotela - i nawet nie drgnął. Podbiegłam, ściągnęłam akrobatkę z żywego podnóżka i jeszcze musiałam wysłuchać dzikiej awantury, no bo jak to, dlaczego nie wolno włazić na psa….
Macierzyństwo zaskakiwało mnie wielokrotnie. Domyślałam się, że będę kiedyś prosić moją córkę: „Nie wchodź na kanapę”, „Blanuś, nie wchodź na łóżko”. Byłam w stanie nawet przewidzieć, że będę jej mówić: „Nie wchodź na stół łobuzie!”. Ale nigdy w życiu bym nie pomyślała, że będę chodzić za własnym dzieckiem i mu mówić:
„Nie wchodź na psa, słyszałaś? Nie wolno włazić na psa!!!”..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz