piątek, 27 kwietnia 2012

WSPOMNIENIE


Dawno, dawno temu, kiedy byłam jeszcze nastolatką, przyszłam do taty w celu wiadomym i powiedziałam:
- Tatooooooo, mam do Ciebie proooooośśśśbbbbęęęę…….
Ojciec popatrzył na mnie badawczym wzrokiem, bezbłędnie rozpoznał wszelkie symptomy świadczące o tym, że jestem w pilnej potrzebie finansowej i zanim zdążyłam dokończyć, powiedział z szelmowskim uśmiechem:
- Ja do Ciebie też!
Zdziwiłam się i zaskoczona zapytałam:
- Ale jaką??
- Nic więcej nie mów…..

wtorek, 17 kwietnia 2012

CÓRECZKA TATUSIA



Blanka uwielbia bawić się moim portfelem. Wystarczy, że na moment zostawię torbę na fotelu, a już w niej grzebie, już wyciąga czerwony przedmiot pożądania i z piskiem radości wysypuje monety. Blaszaki toczą się po całej podłodze, ja rzucam się do zbierania, a Mała ze śmiechem zwiewa, wyciągając po drodze z portfela stare paragony, karty, mój dowód osobisty, prawo jazdy, banknoty...
Każdy przedmiot ogląda długo i bardzo uważnie, przez dobrych kilka minut, wyjmuje wizytówki, zdjęcia, szpera po zakładkach.
Przestałam już z nią walczyć, sprawia jej to tyle radości, otwieranie tych wszystkich zatrzasków, przegródek, gmeranie w kieszonkach, że po prostu pozwalam się jej nim bawić, pilnując tylko bacznie, żeby nie wkładała banknotów do buzi (drobniaki konfiskuję).


W niedzielę rano Łobuziara dopadła do mojego portfela jak wygłodniałe zwierzę i dalej wyjmować z niego wszystko, co się da. W pewnym momencie wyciągnęła banknot pięćdziesięciozłotowy. Popatrzyła na niego chwilę, pomyślała i.... zaniosła i wręczyła tatusiowi.
Przyjął ze  wdzięcznością.
 
Córeczka tatusia...

wtorek, 10 kwietnia 2012

DJ

Blanka, odkąd uzyskała umiejętność samodzielnego przemieszczania się na dwóch nogach, odkrywa coraz to ciekawsze obszary w mieszkaniu. Odsuwa sobie drzwi od szafy wnękowej i wyjmuje buty z półki, z szafki w kuchni wyciąga puste słoiki, notorycznie włazi do łazienki, zagląda do wanny, przegląda się w lustrze i wyciąga mi płatki kosmetyczne z foliowego opakowania wiszącego obok zlewu, bardzo skrupulatnie, sztuka po sztuce.
Kilka dni temu odkryła, że w rogu pokoju, ukryta za zasłonką, stoi wysoka, wąska szafka na płyty dvd. Leci więc tam biegiem, odsuwa sobie energicznym gestem fałdy materiału kryjące półki z kolorowymi skarbami i zabiera się za przegląda naszej płytoteki.
Wyjmuje filmy jeden po drugim, albo po prostu wywala wszystkie na raz, potem siada w tej kupie plastikowych okładek, otwiera  je skrupulatnie, każdą po kolei, ogląda, wyjmuje płyty, wkładając mały paluszek w dziurkę po środku i przygląda im się z każdej strony, obracając sobie w łapkach świeżo odkryte cacka. Delikatnie i z szacunkiem. Zabawę ma niesamowitą, a ja święty spokój przez pół godziny.
A właściwie miałam, bo wczoraj Mężyk ostro zaprotestował przeciwko wykorzystaniu swoich płyt celem zapewnienia dziecku rozrywki. Tak powciskał filmy w półkę, że Młoda nie była w stanie ich wyciągnąć. Niemal natychmiast po obudzeniu, nakarmieniu i ubraniu, Blanka poleciała do półki z filmami, pomocowała się chwilę, nie udało się jej nic wyjąć, więc… uderzyła w płacz. Dałam więc zrozpaczonemu szkrabowi jeden filmik, ale mój mąż, kiedy to zobaczył, natychmiast zaprotestował; wrzasnął mi nad uchem:
- Nie dawaj jej moich płyt, nie wolno, słyszałaś?
Zdziwiłam się i zapytałam:
                - Ale czemu Ci to przeszkadza, przecież ona sobie tylko je ogląda!
                - Nieprawda, już jej się to znudziło, teraz uprawia nimi didżejkę po panelach!
Okazało się, że Blanka przestała traktować płyty z nabożnym szacunkiem; a co najgorsze znalazła dla nich nowe zastosowanie – odkryła, że fajnie się nimi szoruje po podłodze…

środa, 4 kwietnia 2012

PRÓBA PRZERÓBKI


Jestem zmęczona. Mimo tego, że Blanka zaczęła jakimś cudem przesypiać cale noce i, jak na razie, konsekwentnie przestrzega tej nowej, świeckiej tradycji, po prostu padam na twarz.
Dzień zaczynam od kawy, na drugie śniadanie piję kawę, na obiad konsumuję wiadomo co, słowem - kawę. Wieczorem, kiedy usypiam Małą, zwykle zasypiam też sama. I tak dzień po dniu. Ze zmęczenia zapominam o datach, sprawach, obowiązkach, gubię dokumenty i przedmioty.
Ostatnio przycięłam psu ogon... 
Wyszłam z nim rano, zrobiłam szybkie zakupy i chciałam jak najszybciej wracać do domu. Travis grał na zwłokę, na dworze było ciepło, słonecznie; psiur nie reagował na wołanie, a mi się śpieszyło. W domu czekała Malutka, obiad do ugotowania i porządki.
Zagwizdałam jeszcze raz na sierściucha, krzyknęłam ze złością: "No chodź tu kundlu!" i w końcu przylazł, wdrapał się na schody, wtarabanił się do klatki, ale kiedy już prawie w niej był, rozmyślił się i postanowił jeszcze raz obejrzeć się za siebie.
Byłam pewna, że już wszedł do środka, a tymczasem on zatrzymał się w drzwiach, a właściwie tuż za nimi, spoglądając z żałością na zieleniejący już wiosennie trawnik. A ja zamknęłam ciężkie, metalowe drzwi od klatki i wtedy okazało się, że nie psi ogon jeszcze był poza nią... i końcówka się przycięła.
Biedny psiur podniósł straszliwy lament, skomlał tak głośno, że postawił pół bloku na nogi; ludzie zaczęli wyglądać z mieszkań, żeby zobaczyć co się dzieje. A ogon przyciął się na amen, tak niefortunnie, że nie mogłam ani uwolnić biednego zwierzaka, ani otworzyć drzwi...
W końcu, po kilkunastu sekundach rozpaczliwego psiego płaczu, trzęsącymi się ze zdenerwowania rękami, wyciągnęłam jakimś cudem kitę biednego biszkopta, który... natychmiast przestał się ociągać. Zwiał pędem na górę, nie czekając na windę, a kiedy wpuściłam go do mieszkania, schował się pod stołem i obraził na mnie na dobre pół dnia. Nawet pół pęta kiełbasy wiejskiej nie poprawiło mu nastroju, omijał mnie szerokim łukiem do samego wieczora; chował się za nogami swojego Pańciunia i zza nich rzucał mi ponure spojrzenia.
Głupio mi było, ale po prostu nie zauważyłam, że jeszcze nie wlazł do klatki, a byłam zbyt zmęczona, żeby szybko zareagować. Do psa nie trafiały jednak ani moje argumenty, ani tłumaczenia, razem z Mężykiem stworzyli męską grupę wsparcia; pies się łasił do Lubego, a do mnie nawet nie chciał podejść. Mężyk zaś głaskał obrażonego kundla i tak mu tłumaczył mój wyczyn:

- Biedny piesek, biedny, Pani chciała z Ciebie zrobić dobermana...
Już chyba wolisz, jak o Tobie zapomina i Cię zostawia pod sklepem...