poniedziałek, 12 marca 2012

PAPUGA


Blanka bardzo lubi biszkopty. Mniejsze w całości wpycha do buzi, co sprawia, że wygląda jak mały, łakomy chomik; większe nosi w ręku po mieszkaniu i cierpliwie obgryza. Co najciekawsze, doskonale wie, gdzie w kuchni leżą jej ulubione ciasteczka. Kiedy chce dostać swój smakołyk, prowadzi mnie lub nianię do stolika, podnosi głowę i wyciąga rączki w kierunku szeleszczącej torebki. Zwykle, jeśli jest już po obiedzie, dostaje dwa lub trzy, tylko część z nich zjada, resztę zwykle zżera Travis.
Ale niestety, ostatnio stało się nieszczęście – biszkopciki się skończyły. Dziecko ciągnęło opiekunkę za rękę do kuchni, prowadziło ją tam dosłownie co parę minut, a ta za każdym razem cierpliwie Małej tłumaczyła, że „nie ma biszkopcików”, wzruszając przy tym bezradnie ramionami.
Kiedy wróciłam z pracy, opiekunka Blanki ze śmiechem opowiedziała mi, jak to Mała po raz kolejny zaprowadziła ją do kuchni, popatrzyła na miejsce, gdzie zwykle leżały jej ulubione ciasteczka i jak papuga, powtórzyła gest niani – zrobiła smutną minę i wzruszyła ramionami jak dorosły; uniosła i opuściła małe ramionka z komiczną bezsilnością.
Nie chciałam uwierzyć; wzięłam Małą na ręce i zapytałam: „Co się stało Blanuś, nie ma biszkopcików?” A Gwiazda w reakcji na moje pytanie znów wzruszyła ramionami w tak zabawny sposób, z taką rezygnacją i bezradnością, jakby mówiła „No nie ma mamo, jak to możliwe?”, że najpierw wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem…  
... a potem poszłam kupić ciasteczka dla małej papugi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz