środa, 28 marca 2012

CUD


W niedzielę wróciłam późno.Wszyscy w domu już spali - Blanka w jednej ze swoich dziwacznych póz, z nogami wystawionymi pomiędzy szczebelkami na zewnątrz łóżeczka, Luby z kołdrą odrzuconą na bok, Travis rozwalony na kanapie w pokoju. Dochodziła północ, weszłam do kuchni, dotknęłam dłonią elektrycznego czajnika. Ciepły. To znaczy, że Blanka już jadła.
Wzięłam prysznic i poszłam spać. Mała obudziła mnie o szóstej trzydzieści, gromkim rykiem żądając mleka, zdziwiłam się, że jakimś cudem przespała drugą nocną pobudkę na żarcie, zwykle wstawała około czwartej, zjadała i dosypiała do piątej z minutami. A tu proszę, niespodzianka, można dospać niemal do siódmej bez dodatkowego tankowania. 
Przed południem zadzwonił do mnie mąż, pogadaliśmy chwilę, spytał o której wróciłam, a następnie – ku mojemu zaskoczeniu – czy karmiłam dziecko w nocy. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie, byłam pewna, że on to zrobił.
I w ten oto sposób, ku naszemu niebotycznemu zdziwieniu, odkryliśmy, że Blanka po raz pierwszy w życiu przespała całą noc, od dwudziestej do szóstej trzydzieści rano. Cud. Nie liczyłam na powtórkę, ale wczoraj też przespała. Cud nad cudami. Tak po prostu, z dnia na dzień  zrezygnowała z dwóch nocnych posiłków. Dziś też przespała całą noc….
Czuję, że zaczynam wracać ze świata zombie do świata żywych…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz