sobota, 17 grudnia 2011

ZDOBYWCA


Łóżeczko Blanki stoi przytulone bokiem do naszego, wystarczy więc, że podniosę głowę i mogę zobaczyć, co wyprawia w nim mała łobuziara. Ale w środę nie miałam jakoś ochoty na odrywanie łepetyny od poduszki. Jak zwykle w okolicach godziny szóstej obudziły mnie poranne pogaduchy mojej córki, coś tam sobie nawijała pod nosem wesoło, nie płakała, więc uznałam, że skoro nie jestem wzywana, to jeszcze sobie poleżę.

Odwróciłam się na plecy, naciągnęłam kołdrę po brodę i zamknęłam oczy.
Moją krótką drzemkę przerwało sapanie i postękiwanie dobiegające z łóżeczka. Zbliżające się do mojego ucha sapanie i postękiwanie.

Zdziwiłam się trochę, ale byłam zbyt niewyspana, żeby podnieść głowę i zobaczyć, co Mała wyprawia. Dopiero kiedy wszystkie dźwięki dobiegające zza szczebelków nagle ucichły, zainteresowałam się tym, co robi moja córka. Obróciłam głowę w lewo, otworzyłam zaspane ślepia i zobaczyłam... uśmiechniętą buzię mojego dziecka.

Blanka podpełzła do tyłu łóżeczka, rączką opuściła sobie kolorowy ochraniacz i po prostu mi się przyglądała, z miną zdobywcy, który w końcu znalazł to, czego szukał...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz