poniedziałek, 12 grudnia 2011

SIÓDMY MIESIĄC Z ŻYCIA DREPTACZA


Siedmiomiesięczna Blanka uwielbia pozycję pionową.
Leżenia na brzuchu jest straszne, po prostu okropne, siedzenie szybko się nudzi, ale stanie na własnych nogach i dreptanie - to jest to! Nie potrafi jeszcze sama usiąść, choć usilnie próbuje tego dokonać z leżenia na plecach, łapiąc się rączkami za prześcieradło w łóżeczku lub pokrowiec na przewijaku. Posadzona - siedzi pewnie, swobodnie sięga po zabawki, które nie są jej niestety w stanie zainteresować zbyt długo. Jeśli tylko uda się jej złapać czegokolwiek - mojej bluzy, nogi, szczebelków w łóżeczku, natychmiast podciąga się i wstaje.
Najchętniej spędziłaby w tej pozycji cały dzień, zwłaszcza przy lustrze, w którym widzi swoje odbicie lub "szybując" przy oknie. W związku z tym, obok stempelków z psiego nosa, na  drzwiach balkonowych pojawiła się cała seria śladów małych rączek. I nie tylko tam. Także na moich dokumentach, które Blanka z zapałem pakuje do gęby. A jak już jej się uda odgryźć kawałek, który natychmiast wyciągam jej z buzi, śmieje się w głos. Zresztą ostatnio bawi ją właściwie wszystko, ze szczególnym uwzględnieniem takich czynności, jak: ciągnięcie psa za kudły, szarpanie mnie za włosy, zrzucanie z biurka i stolika wszystkiego, co znajdzie się w zasięgu małych rączek...
Nie bawią ją jedynie zabawki, już właściwie nie kupuję nowych. Grzechotkę moja córka rzuca na podłogę po kilkunastu sekundach nikłego zainteresowania, a kartonowym pudełeczkiem po syropie potrafi się bawić pół godziny. Uwielbia nadal szeleszczące torebki, sznurki, troczki i tasiemki, drzeć gazety na strzępy, stukać łyżką w stół i ... gryźć. A ma już czym niestety, do dolnej lewej dwójki dołączyła prawa - od kiedy tylko drugi ząbek przebił się przez dziąsło, Blanka uparcie testuje swój "kasownik" na naszych rękach i palcach. Nadal jest drobna, wręcz chuda, waży 7,2 kg i mierzy 76 cm. 
Coraz trudniej ją ubrać, bo wije się jak piskorz i zwiewa z przewijaka, ale wystarczy, że dam jej do rączek opakowanie chusteczek higienicznych i spokój na kilka minut. Położona na brzuchu podciąga pupę do góry, staje na czworakach, ale kiedy próbuje przesunąć nogę do przodu, traci równowagę i przewraca się na bok. Ale za to pełza w ekspresowym tempie. 
Jest bardzo ruchliwa, energiczna i ... wesoła. Śmieje się w głos, kiedy tata robi jej "samolot", rechocze jak żaba, kiedy ją całuję kilka razy z rzędu, a gdy wracam z pracy, z radości wymachuje rękami i nogami; aż podskakuje na kolanach opiekunki, tak się cieszy. A kiedy jest bardzo zadowolona - klaszcze. Nauczyła się tego jakiś czas temu - zawsze po zjedzonym obiedzie mówiłam jej "Brawo, pięknie!" i ze zdziwieniem odkryłam, że ona mnie naśladuje! 
Próbuje uparcie powtarzać po nas słowa, ale poza "mama" i "baba" nic jej jeszcze nie wychodzi i w sumie nic dziwnego, bo ostatnio usiłowała naśladować... chrapiącego psa. Tego z kolei darzy miłością wielką i nieodwzajemnioną. Ciągnie się do niego z piskiem, wyciąga raczki, tylko czeka na sposobność, żeby je zanurzyć w biszkoptowej sierści, wodzi za nim wzrokiem, a pies... no cóż, omija Blankę szerokim łukiem. A kiedy Mała go dorwie i zacznie targać go za wąsy, łapać za nos, znosi te wszystkie operacje ze stoickim spokojem, ale tylko przez chwilę. Psia cierpliwość wystawiana na próbę kilka razy dziennie już się nieco zużyła i zwykle po kilkunastu sekundach blankowych pieszczot, Travis ewakuuje się w drugi koniec mieszkania. A dziecko natychmiast, donośnym piskiem, oznajmia, że ulubiona zabawka sobie poszła...
Trzeba więc znaleźć inne zajęcie, więc idziemy oglądać, co robi dziewczynka w piekarniku, sprawdzamy, co się dzieje za oknem, a co w sypialni i tak cały dzień, dopóki dziecię nie padnie ze zmęczenia. W dzień śpi mało i krótko, zasypia na godzinę o dziesiątej, łapie krótką drzemkę między trzynastą i czternastą, dosłownie dwudziestominutową i śpi na spacerze w okolicach godziny szesnastej. Nocki na szczęście wyglądają już nieco lepiej, zasypia o dwudziestej, budzi się jeszcze w okolicach godziny dwudziestej trzeciej na "dojadkę", a potem zwykle o piątej żąda natychmiastowego zaspokojenia swojego głodu, by spokojne dospać do siódmej, czasem nawet ósmej. Ale ta poprawa związana jest niestety z rezygnacją z cycolenia. Do ideału jeszcze ciągle daleko, zdarzają się jej nadal noce, kiedy ma ochotę na śniadanie o trzeciej, czasem czwartej...
Nie wiedzieć czemu, zawsze w weekend i wszystkie święta budzi się dokładnie o godzinę wcześniej. Tak więc nie zdziwiło mnie wcale, kiedy 6 grudnia, w Mikołajki, o godzinie szóstej rano z łóżeczka dobiegł żałosny płacz, oznajmiający wszem i wobec: "No przyjdźcie tu do mnie, bo ja tu sama leżę".  Wstałam, zabrałam, położyłam między naszymi poduszkami i pytam:
- Blanka, co to za koncert?
Dziecko płakało nadal i ani myślało odpowiadać. Wyręczył więc ją tatuś, zaspanym głosem trafnie zauważając:
- Jubileuszowy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz