piątek, 30 września 2011

SPOTKANIE

Szłam chodnikiem szybkim krokiem. Bez kurtki, tylko w sukience, z torbą  przewieszoną przez ramię. Słońce przygrzewało. Jak zwykle byłam trochę spóźniona. Stukałam rytmicznie, miarowo obcasami. Szłam i gryzłam jabłko. Pachnące, soczyste. Delikates. Aż chrupało. Minęłam ubranego na szaro starszego pana; miał mlecznobiałe włosy i puchatą brodę. W zębach trzymał długi, zielony, jesionowy liść, gryzł łodyżkę i uśmiechał się.
Pomyślałam przez moment, że tak pewnie wygląda Pan Bóg. A on spojrzał na mnie i powiedział:
- Smacznego!
Nie zastanawiając się wiele, odpowiedziałam:
- Dziękuję!
Po chwili obejrzałam się za nim i z uśmiechem dodałam:
- I nawzajem!
Znów się uśmiechnął.
A potem każde z nas poszło swoją drogą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz