środa, 17 sierpnia 2011

POŻEGNANIE Z BALEM

W końcu przyszła, szybciej niż się spodziewałam.
Pora na pożegnanie.
Z moim balem, z gośćmi, z tym miejscem. Pewnie z czasem opustoszeje, jak sala, gdy przestaje grać muzyka. Miałam wymknąć się po angielsku, potem zdenerwowana, z hukiem trzasnęłam drzwiami, a teraz, po namyśle, postanowiłam zajrzeć i się po prostu pożegnać. Z wszystkimi, którzy tu zaglądali, poświęcając swój czas na czytanie moich opowieści, którzy wracali regularnie, odwiedzając nas tutaj czasem codziennie. Nie tak miało być. Myślałam, że bal będzie trwał dłużej, bardzo lubiłam to miejsce i żal mi z niego odchodzić, w końcu zostawiłam tu kawał mojego życia. Dzięki niemu poznałam wielu fantastycznych ludzi. Będę tęsknić i będzie mi go brakować. Ale jednocześnie wiem, że to dobra decyzja, że tak powinnam zrobić. Czasem po prostu trzeba spakować walizkę i odejść...
Ostatnia awaria serwerów była kroplą goryczy, która przepełniła czarę. Wystraszyłam się, że pewnego dnia onet znowu poinformuje mnie, że wystąpił błąd i po prostu wykasuje mi wiele miesięcy pisania, a potem przeprosi za to uprzejmym komunikatem. Nie mam już siły i cierpliwości, żeby oglądać go po raz kolejny, brak mi jej na kolejne próby logowania, żeby coś napisać. Nie mam już ochoty na onetowskie "polecenia" i "główne strony", na dorabianie do moich tekstów chwytliwych nagłówków, na wkładanie mi w usta słów, których nie napisałam, na wyrywanie zdań z kontekstu, co kompletnie wypacza ich treść. Mam dosyć tabunów "trolli" przetaczających się przez to miejsce po każdej takiej "akcji promocyjnej" ze strony portalu, mam dość łapania za słowa, czytania bez zrozumienia, komentarzy obrażających mnie, bliskich i innych komentujących. Ci, którym bal był solą w oku, mogą sobie pogratulować - skończył się. Z przykrością jednak informuję, że nie zmienia to faktu, iż nadal jesteśmy szczęśliwą rodziną :-) Tylko o tym już tutaj na pewno pisać nie będę. Pewnie zajrzę raz na jakiś czas, może nawet coś skrobnę, ogólnego, ogólnikowego. Przespaceruję się po pustej, balowej sali, wśród resztek serpentyn, powspominam, przejrzę stare historie i wrócę do domu. Nowego blogowego domu. A tymczasem zabieram stąd sierściucha Traviska, Blankę o szalonej czuprynie i Mężyka, tu już opowieści kudłatych o moich kudłaczach nie znajdziecie. Będą trwały, tak jak zapowiedziałam - w sieci.
Dziękuję wszystkim czytającym i komentującym (no tutaj może akurat nie wszystkim:- ), dziękuję zwłaszcza cichym czytaczom, że byli, że zaglądali, że balowali ... Szkoda, że nie mogę Was spakować w walizkę i zabrać ze sobą...
Mam cichą nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy...
A więc:
Do zobaczenia.
Do napisania.
Do poczytania.
Kiedyś.
Gdzieś. 

Ps. Kiedy pisałam tego posta, Blanka spała. Kiedy postawiłam ostatnią kropkę, rozpłakała się, nagle, żałośnie i rozpaczliwie, bez powodu....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz