wtorek, 16 sierpnia 2011

OPOWIEŚĆ O KUPIE I KREMIE

 Kupa to ważna rzecz, zwłaszcza, kiedy człowiek nagle i niespodziewanie stanie się rodzicem małego ssaka. No może nie nagle i nie do końca niespodziewanie, ale my zostaliśmy, upodabniając się błyskawicznie pod względem upodobań do stadka much. Dwuosobowego, a może nawet liczącego trzy sztuki, jakby tak się zastanowić, bo psa także fascynuje specyficzny zapaszek wydobywający się spod pampersa. Podobno w kupie raźniej, byłoby, gdyby wszystkie wymienione osobniki rzucały się kupą do zmiany pieluchy, zamiast w przeciwną stronę. Nawet gorące wezwania: „Kupą panowie, kupą!” nie pomagają, pies ogranicza się do obwąchiwania, a mąż do kibicowania. Najlepiej z boku, żeby tłoku nie robić. Chętnie za to i podejrzanie często wypytuje o wspomnianą kupę. – to rzecz dla nas ostatnio bardzo istotna, temat naszych licznych rozmów i dywagacji.

 Więc dyskutujemy. Przede wszystkim o tym, czy była, a jeśli tak, to kiedy i jaka. Jeśli nie było, to dywagujemy, czy będzie i w jakim terminie, czy już powinnam jeść suszone śliwki, czy jeszcze trochę poczekać? Wciskać czopek, czy się wstrzymać, bo może dziecię jednak coś wyciśnie? Za długo zwlekać też nie można, bo Mała się robi nerwowa, przecież nie można pchać w siebie żarcia w nieskończoność. Choć jeśli chodzi o „pchanie” to w przypadku naszej córki raczej hiperbola, bo ona od czasu do czasu raczy coś tam łyknąć, zdegustować, popróbować, o regularnym jedzeniu nie ma mowy. Ani o takim samym, w miarę systematycznym wypróżnianiu, więc rozmowy o kupie są u nas ostatnio na porządku dziennym. I pomyśleć, że trzy miesiąc temu człowiek prowadził głębokie dyskusje o filmach, światowych zdarzeniach i aktualnościach politycznych. A teraz co? Kupa. Była czy nie? 
Tak sobie dywagowaliśmy w weekend, wielokrotnie wałkując ten sam temat, a kiedy w końcu jego istota pojawiła się w pampersie… pokłóciliśmy się. Bo podczas przewijania nałożyłam za dużo sudokremu, jakoś tak mi się nabrało z pudełka, fakt, zabejcowałam tyłek Malutkiej porządną, grubą warstwą, kompletnie na biało. Nie uszło to uwadze mojego męża, który niespodziewanie na mnie naskoczył – że przesadziłam, że kto chciałby w takiej mazi siedzieć (pomijając drobny szczegół, że nasz córka jeszcze nie potrafi przyjąć takiej pozycji), że to nic przyjemnego. Przykro mi się trochę zrobiło, więc niewiele myśląc … obraziłam się. Głupio mi było, kiedy pomyślałam, że po trzech miesiącach opieki nad niemowlęciem nawet nie umiem mu nałożyć odpowiedniej ilości kremu na pupę. Humor mi się zważył, ślubny dostrzegł to szybko i próbował jakoś sprawę załagodzić, przymilał się, łasił, ale mój dobry nastrój nie chciał wrócić.

Usiadłam na kanapie w pokoju, zaczęłam bawić się telefonem, w końcu postanowiłam napisać smsa do koleżanki. Mój mąż klapnął obok mnie i zaczął robić dokładnie to samo, co ja. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę, dwoje milczących jednokomórkowców, kiedy ciszę przerwało pikanie mojej komórki, to był sygnał nadchodzącej wiadomości sms. Odbieram, patrzę: nadawca – mój mąż, siedzący nota bene tuż o bok mnie. Zdziwiłam się trochę. Otwieram, a tam dwa słowa: „Kocham Cię” i uśmiechnięta ikonka. 

Nie wytrzymałam, też się uśmiechnęłam, rozbroił mnie kompletnie, zagrożenie wybuchem minęło. Dzień później jednak o mało nie eksplodowałam dokładnie z tego samego powodu. Znów posmarowałam Młodej pupę kremem, znów grubą warstwą, tym razem celowo, bo właśnie mieliśmy kłaść ją spać, a zwykle w nocy nie przewijamy Małej, żeby jej nie wybudzać. Ślubny spojrzał, znów zaczął komentować, zirytował mnie porządnie, a potem jak zwykle rozśmieszył, bo zanim doszło do kłótni, mój mąż palnął:

- Dobrze, że nie jesteś lakiernikiem, bo gdybyś tyle szpachli waliła, to by auta na nadkolach siadały…

1 komentarz:

  1. taaaa, kupa to temat-rzeka, kto pociechy nie posiada, kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy i ze zdumieniem przysłuchuje się rozmowom mamusiek za wspomniany temat, myśląc, że zwoje mózgowe im się kompletnie rozprostowały. ale jak stanie się posiadaczem pociechy.... ale to już wiemy :)
    ja do mojego piszę esemesy z pokoju obok, jak mi się nie chce zadka ruszyć, albo strun głosowych nadużywać :)

    OdpowiedzUsuń