poniedziałek, 15 sierpnia 2011

HELIKOPTER


Kiedy tylko za oknem zrobiło się jasno, z dziecięcego łóżeczka zaczęły dobiegać charakterystyczne odgłosy - tłuczenie małą łapką w plastikową pozytywkę, kopanie piętami w materac, targanie królika za szeleszczące uszy... Próbowaliśmy usilnie, ale nie dało się ich zignorować, podobnie jak radosnego gaworzenia, obwieszczającego wszem i wobec, że oto właśnie rozpoczął się kolejny, nowy, piękny dzień z życia naszej córki. Mus nie rada, trzeba było się zainteresować małym ssakiem i to szybko, bo wesołe guganie zaczynało powoli przekształcać się w nerwowe, ostrzegawcze pokrzykiwanie, uprzejmie informujące szanownych rodziców, że "...jak się mną nie zajmiecie, to się zaraz poryczę!" Mąż wstał i poszedł do łazienki, pies skorzystał z okazji, wskoczył na kołdrę i z ciężkim westchnieniem uwalił się w nogach łóżka, a ja zwlokłam się, żeby teleportować naszą ranną ptaszynę do rodzicielskiego wyra. Położyłam ją jak zwykle pomiędzy naszymi poduszkami i odwinęłam z kocyka. Dziecko aż się uśliniło ze szczęścia; rozległo się radosne gruchanie, a małe ręce i nogi zaczęły swój taniec szczęścia - słowem - Malutka rozpoczęła wymachiwanie nimi na wszystkie strony. Wierzgały  stopy w pajacu, tańczyły "śmigi" w powietrzu, a ja leżałam obok i obserwowałam tego naszego małego cudaka spod wpółprzymkniętych powiek. Klapnęły drzwi od łazienki i po chwili wrócił do sypialni mój mąż, wlazł na łóżko, nachylił nad kompletnie rozbudzoną córą i zapytał ją:

- A co to za helikopter tu wylądował?

"Helikopter" w odpowiedzi posłał mu najpiękniejszy z wszystkich swoich bezzębnych uśmiechów, produkując przy okazji nową serię baniek ze śliny....

2 komentarze:

  1. Pięknie, helikopter wylądował :))

    OdpowiedzUsuń
  2. helikopter, he he :) te ojcowskie skojarzenia :)

    OdpowiedzUsuń