poniedziałek, 6 czerwca 2011

PIERWSZY MIESIĄC Z ŻYCIA CYCOCHOLICZKI

Jaki jest miesięczny Blanciak?
Podobny do taty, bardzo podobny, po mamie ma paluszki u rąk - długie i smukłe oraz... charakterek. Ma swoje humory, nastrój objawia się zwykle zaraz po przebudzeniu, albo słodką minką, albo rozpaczliwym bekiem. Niestety. Mała bowiem jest nerwowa, szybko się niecierpliwi i wpada w złość. To taki typ wrażliwca, oto kilka zachowań z jej repertuaru: 
Chłodny wacik z namoczony w rumianku do przetarcia buzi - łeeeee, za zimny! Mama podniosła za szybko z przewijaka - łeeeee, wystraszyłam się! Tata zaplątał na kilka sekund rączkę w rękawie pajaca ubierając po kąpieli - łeeeee, nie rób mi tak! Body zakładane przez głowę - łeeeee, niefajne jest, nie lubię takich! Mama się ociąga z podstawieniem mleczarni - łeeeee, głodna jestem, ile można czekać? Włożyli mnie do łóżeczka - łeeeee, tu jest okropnie, wyjmijcie mnie stąd! Obudziłam się i łeeeee... w sumie bez powodu, sam weltschmerz mi dokucza, jak to tak, budzić się rano... O tysiącach innych powodów do płaczu, których nie potrafię rozpoznać i wyeliminować nie będę nawet pisać...
Miesięczny Blanciak waży około pięciu kilogramów, ma bujną czuprynę i zazwyczaj szeroko otwarte ślepia, które uważnie obserwują otaczający go świat. Przygląda się, ooooo, jak ona się przygląda! Potrafi skupić na dobrych kilka minut uwagę na twarzy taty, wodzi oczami za zabawkami wirującymi na karuzelce, zabawiana grzechotką milknie i obserwuje ją przez chwilę. Podczas kąpieli w wiadrze podnosi łepek i przygląda się osobie, która ją myje. Bo Blanka bardzo lubi się kąpać, macha w wodzie łapami, nogami, pomrukuje z zadowolenia - oczywiście pod warunkiem, że wszystko odbywa się w ciasnym i przytulnym wiaderku. Lubi spacery - zwykle je przesypia lub drzemie, czuwając, aby ruch ciągły był zachowany; wózek musi huśtać, bujać i trząść się na wertepach, im gorsza droga, tym bardziej jej się podoba. Wystarczy, że przystanę na moment, a już uchyla się powieka i czuje oko sprawdza, dlaczego nie jedziemy. Kontrol musi być :-) Choć zdarzają się też spacery z włączoną syreną, niestety. 
Blanciak lubi noszenie na rękach, aż za bardzo - tu dziękujemy oficjalnie tacie za wyćwiczenie w córce tej preferencji; trochę też przyczyniły się do tego kolki, z którymi ciągle walczymy, choć wydają się być już nieco opanowane właśnie dzięki dzwiganiu Blanciaka z ręką pod brzuchem lub na ramieniu, kropelkom i mojej ostrej diecie eliminacyjnej. Dzięki której chudnę w oczach i błyskawicznie odzyskuję figurę sprzed ciąży, a Małej schodzi z buzi wysypka. Niestety bowiem, Blanka ma prawdopodobnie skazę białkową, co mi zredukowało menu niemal do minimum. Był taki czas, że żyjąc niemal o chlebie i wodzie zastanawiałam się nad odstawieniem chleba, bojąc się się, że powoduje u niej alergię i kolki... 
Miesięczny Blanciak ładnie podnosi łepek, ale pod warunkiem, że w zasięgu wzroku znajduje się coś interesującego. Na przykład noszona na ramieniu wcale nie zamierza na nim luźno  zwisać, tylko zadziera głowę i pilnie obserwuje wszystko dookoła. Położona na brzuchu na płaskiej powierzchni i zostawiona sama sobie ani myśli tego robić, złości się , wije jak piskorz, pokrzykuje jakby mi wygrażała i stanowczo żąda zmiany pozycji na inną. Nie lubi też noszenie na rękach w tak zwanej kołysce z ramion - no bo co to za atrakcja leżeć z kolei na plecach i oglądać sufit... 
Blanka powoli zaczyna się uśmiechać - głównie do swojego taty lub... do mojego cycka. Naprawdę - wzięta na ręce i przygotowana do karmienia szeroko otwiera buzię, próbuje ssać bluzkę, a najedzona obdarza moją pierś szerokim, promiennym uśmiechem. Cóż, to się chyba nazywa przedmiotowe traktowanie matki :-) Bo Blanka lubi, nie, ona uwielbia cycolić. W związku z powyższym niedługo będę miała cycyki do pasa, albo i do kolan, jak te ciemnoskóre kobiety z filmów National Geografic. Odklejenie bowiem małej pijawki od piersi wcale proste nie jest, mój ssaczek się wycwanił i bardzo szybko załapał, że jak kończy jeść i zasypia, to mu konfiskują ukochanego cycola, a co najgorsze! O zgrozo! Odkładają go do łóżeczka !!!  (Blanciaka oczywiście, nie cycka, choć powoli zaczynam marzyć o takich na rzepy, które można byłoby wsadzić do wyrka razem z nią). Tak więc najedzony Blanciak, który nie ma ochoty odrywać się od piersi, od jakiegoś czasu po prostu... symuluje ssanie. Śpi, ale dla zachowania pozorów, co jakiś czas dwa, trzy razy sobie ćmiknie, żeby nie było, że nie je. Ale niska częstotliwość pociągnięć i brak charakterystycznego dźwięku łykania szybko uświadomiły matce, że trzyma przy piersi małą oszustkę :-) Tak więc budzę, budzę, a jak już dobudzić nie mogę, to cyca odbieram, dostając co jakiś czas ataku śmiechu, kiedy mały ssak z pustą już buzią nadal udaje, że wcale nie śpi, tylko je, cały czas je - usteczka i język chodzą, choć nie mają już co dydolić. Po cichutku wstaję i odkładam Małą do łóżeczka... to znaczy - odkładałam, bo Blanka skumała bardzo szybko, że zaśnięcie jest równoznaczne z utratą cycka, więc zwykle po kilku minutach leżenia w rożku orientuje się, co jest grane, nie daje się oszukać żadnymi silikonowymi substytutami, wybudza się i wszczyna rozpaczliwy alarm, skarżąc się głośno i lamentując, jakby mówiła: "Ukradli, zabrali, człowiek sobie przyśnie na chwilę i zaraz mu cycka zabierają, oddawajcie..... łaaaaa". Zwykle zwracam podstępnie zarekwirowane mienie, choć należy do mnie i rozpoczyna się od nowa wojna podjazdowa... Blanciak cały czas doskonali strategię - teraz podczas cycolenia połączonego z podsypianiem co kilka minut kontrolnie otwiera jedno oko i dokonuje wizji lokalnej, sprawdzając, gdzie jest. Jeśli w wyniku oględzin stwierdza, że jest nadal w ramionach mamy, kontynuuje i drzemkę, i symulację. Jeśli odkrywa, że w okolicznościach, które przegapiła, doszło do tajemniczej teleportacji do łóżeczka, wszczyna alarm. 
Generalnie łóżeczko i leżenie w nim bardzo się Blance nie podoba, jakiś trefny model kupiliśmy, czy co? Mała mało śpi w dzień, ma problem z tym, żeby się wyciszyć, łapie krótkie drzemki, w dłuższy, głębszy sen jest ją w stanie wpędzić jedynie... dźwięk włączonej suszarki, która, nota bene, musi cały czas szumieć podczas dziecięcego snu. Bo wystarczy  pstryknąć i ją wyłączyć, a błękitne ślepka natychmiast się otwierają, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. A jeśli już zaśnie w innych okolicznościach przyrody, to najchętniej na moich kolanach lub u taty na klacie, gdzie z lubością rwie z torsu ojca wszystko, co się nawinie pod małe paluszki. Nie wrodziła się we mnie, bo ja bym mogła z łóżka nie wychodzić, zwłaszcza ostatnio, niedługo zacznę podsypiać na stojąco. Mężyk te z doszedł do podobnego wniosku - wyjmując po raz kolejny wrzeszczącą córcię z wyrka, powiedział:
"Blanka po prostu nie jest takim trollem jak mama i dobrze, bo gdyby mi się dwie takie niedźwiedzice trafiły, to chyba bym je musiał z gawry dymiącym polanem wykurzać"...

Czasem jednak Blanka zaśnie w dzień, dzięki czemu jestem w stanie coś zjeść, wykąpać się i jak widać - nawet napisać :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz