wtorek, 31 maja 2011

STRAŻAK SAM I MAŁA SYRENKA


Wczoraj Mężyk po długiej przerwie wrócił do pracy i zostałyśmy same. Towarzystwa dotrzymywał nam przez cały dzień tylko ziejący pies Travis. Tak czułam, że Mała da popis umiejętności wokalnych, jak tylko za lubym zamkną się drzwi. Myliłam się - profilaktycznie zaczęła już od rana. I tak mi popłakiwała ta moja Mała Syrenka przez dzień cały, z przerwą na popołudniowy spacer. Przy czym podczas wieczornego ataku kolki płacz przekształcił się w rozpaczliwe łkanie. I tak do dwudziestej pierwszej. Żeby nie było, że jest tak miło i jak w bajce... 
Wykrakał Mężyk, mówiąc, że będę jak Strażak Sam jeździć sobie dookoła skwerku na włączonej syrenie... Tylko ta załączyła się na dobre z lekkim poślizgiem - już po powrocie do bazy...

Tak to czasem bywa z Małymi Syrenkami :-(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz