niedziela, 27 marca 2011

SPOSTRZEŻENIE

 
Jakoś tak się utarło, że w weekendy zwykle jadamy na mieście, sami lub ze znajomymi.
Ostatnio zwiedzamy przede wszystkim okoliczne knajpki, głównie w związku z faktem, że robię się coraz mniej moblina. Dziś też wybraliśmy się do pobliskiej trattorii na pyszne, włoskie jedzenie. Wracaliśmy kaczym truchtem, powolutku, znajomą ulicą, podziwiając odremontowane kamienice i ubolewając nad tymi ciągle czekającymi na renowację. A takich budynków w moim mieście jest jeszcze dużo. Przyglądaliśmy się jednemu z nich, rozmawiając o zaletach wynajmowania mieszkania w ścisłym centrum, gdy zza szeroko otwartego okna rozległ się nagle dźwięk trąbki, donośny, choć niezbyt czysty i melodyjny. Słychać było wyraźnie, że instrument trafił w ręce początkującego muzyka. Uśmiechnęłam się sama do siebie, bo brzmiało to trochę tak, jakby ktoś kota obdzierał ze skóry, a moja koleżanka zauważyła głośno:
"Chyba się jakiś trębacz tutaj wprowadził..."
Zanim zdążyłam wyrazić głębokie ubolewanie dla jego sąsiadów, raczkujący muzyk wydobył ze swojego instrumentu dźwięk tak przeraźliwy, że odruchowo zasłoniłam sobie uszy. Ale udało mi się usłyszeć niezwykle celne spostrzeżenie mojego męża:

"Chyba wkrótce wprowadzi się naprzeciwko jakiś snajper..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz