poniedziałek, 2 listopada 2009

ŻURAWIOM MÓWIĘ ZDECYDOWANE "NIE!"

Nie cierpię żurawi. Tępię te ptaszyska z uporem od dłuższego czasu, w pracy już się nie ostał ani jeden. Czasem tylko jakaś nowa, nieświadoma zagrożenia ptaszyna zapędzi się za blisko i w efekcie swojej własnej nieostrożności zwykle obrywa po dziobie. Porządnie, tak, że zazwyczaj drugi raz nie próbuje wtykać łba tam, gdzie nie powinna. Słowem: nikt przy zdrowych zmysłach, kto został uświadomiony, jak na to reaguję, nie odważy mi się zapuścić żurawia przez ramię, kiedy pracuję. Nie ma żadnego znaczenia, czy rozliczam, czy robię zestawienie, czy po się obijam, nie toleruję takiego zachowania w żadnej sytuacji
.Ale niestety nie znalazłam jeszcze skutecznego sposobu na przepłoszenie mojego domowego ptaszyska. Kiedy tylko usiądę do komputera, mężyk zaraz ląduje na oparciu fotela i zaczyna zaglądać mi przez ramię. Wnerwia mnie to. No tak mam i już, klasyczny „żuraw” w jego wykonaniu denerwuje mnie zwłaszcza wtedy, kiedy coś piszę, kompletnie nie potrafię się skupić. Macham łapą raz, drugi, trzeci, licząc, że wypłoszę gadzinę – nic, zero reakcji, siedzi i się gapi. Nic się nie boi, nie zamierza uciekać, więc zaczynam warczeć:

- Idź sobie

– Bo co?
- Idź, bo chciałam sobie pogrzebać! (w domyśle: w necie). - Piasku Ci przynieść…??... Kotku? :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz