niedziela, 8 listopada 2009

NIEDZIELNIE

Wiadro zimnej wody na głowę… dziś dowiedziałam się, co to znaczy.  Dosłownie. Nie w przenośni.
Pojechaliśmy sobie z mężykiem i psiutem na baseny termalne. Taka kąpiel w ukropie, na dodatek na świeżym powietrzu – miodzio. W związku z tym, że karnet obejmował także wejście do centrum spa and wellnes, poleciałam wygrzać tyłek w saunie. Ślubny powlókł się niechętnie i uciekł po pięciu minutach. A po wyjściu namówił mnie na wizytę pod fińskim cebrzykiem, używając argumentów nie do odparcia - swojej siły... Po prostu mnie pod niego wepchnął i pociągnął za łańcuch. Bardzo śmieszne. Niestety nie udało mi się zachować zalecanej w ośrodku ciszy.  Bardzo mi się nie udało…
Psiut też zażył zimnej kąpieli; chociaż karnet nie obejmował wejścia dla czterołapych gości, poradził sobie doskonale. Spuszczony ze smyczy w przyzamkowym, przepięknym, olbrzymim i mocno już jesiennym parku, bezbłędnie namierzył staw pokryty rzęsą. Już był w ogródku, już witał się z gąską, gdy nagle wpadł…. zatrzask od smyczy w oczko przy obroży i jednym mocnym szarpnięciem zamiary wodołaza zostały unicestwione. Nie na długo. Woda przyciąga go jak magnes opiłki żelaza. Kiedy swoim wewnętrznym, psim gps-em namierzył przepływającą nieopodal rzekę, nic już go nie było już w stanie powstrzymać, tylko się suche liście zakotłowały. Mówię mężykowi:
- Złap go, bo zaraz się wykąpie
- Nie wykąpie się
- Wykapie się, przecież go znasz
!
- Nie wykąpie się… - na potwierdzenie tej śmiałe jtezy naszym oczom objawił się pies cały ociekający wodą - …bo już się wykąpał… ?
Sierściuch całys zczęśliwy ruszył, żeby zatoczyć kolejną rundę po parku, a ja pomyślałam sobie, że kąpiel, a może sam woda ma magiczne właściwości. Oczyszcza, ale nie tylko ciało. Coś ze mnie po tej wizycie spłynęło: kłopoty, problemy, smutki i żale. Czuję się lżejsza, spokojniejsza, jakbym zbędny balast zostawiła w wodzie…
Jedyne czego niel ubię w związku z wodą, to spacerów z psem w deszczu. Musiałam na taki dziś wyjść z Travisem, wróciłam szybko, zdjęłam buty, odwiesiłam kurtkę do szafy i już miałam się zabrać za wycieranie psich łap, kiedy odkryłam ze zgrozą, że piesuś poradził już sobie sam. Całkowicie sam. Zdolna bestia.
Tylko jak mu wytłumaczyć, że używa przedmiotów niezgodnie z przeznaczeniem? Zwłaszcza że, jak zapewne słusznie podejrzewam, robi to z premedytacją? 
Ten Biały Dupek znowu „pomylił” moją kołdrę z wycieraczką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz