wtorek, 20 października 2009

UZALEŻNIENIE

Jestem uzależniona.Tak, najwyższa pora się do tego przyznać. Podobno to pierwszy etap skutecznej terapii. A wszystko przez taką jedną, która mnie pchnęła w straszliwe szpony nałogu. Zdziwiona była szczerze, że nigdy nie próbowałam, że nie znam, że nie wiem, jaka to przyjemność. Zachwalała. Polecała. O tym, że to uzależnia, nie wspomniała nawet słowem. Gadzina. Zresztą nie ma jej co oskarżać, bo i tak się wybroni. Jeszcze mi paczuszkę podesłała, tak na spróbowanie, niby od niechcenia, ale założę się, że doskonale wiedziała, co robi. Profesjonalna zagrywka starego dilera. Chciała mnie wpędzić w nałóg. No i jej się udało. Podejrzewam, że pragnęła mieć towarzyszkę w uzależnieniu, bo sama w nim tkwi. Śmiem twierdzić, że po same uszy, czyli głęboko, bo wysoka jest, ma tak z metr osiemdziesiąt… 
 To ona mi to zrobiła.
Wysłała mi płytki z pierwszym sezonem dr. House’a….
Obejrzałam. No i stało się. Przepadłam i wpadłam. Po czubek głowy. Albo i głębiej. Mąż może padać z głodu, ja oglądam. Pająki mnie już prawie wciągnęły za łóżko, ja oglądam. Pies może lać pod drzwiami, ja oglądam. Planuję zakup pampersów dla siebie, bo z sedesu kiepsko widać obraz... Na razie nabyłam sezon drugi i trzeci, zarządzając w sobotę o 20.30 natychmiastowy marszobieg (coby zdążyć przed zamknięciem) do najbliższego Empiku. Głód narkotykowy pokonał nawet moją wrodzoną niechęć do opuszczania ciepłego domu w deszczowe, zimne wieczory. Poszliśmy. Ja, mąż i pies, że niby na spacer, zabraliśmy go dla zachowania pozorów, że to wcale nie głód narkotyczny tak nas goni... Bo niestety ślubny też zaczyna zdradzać pierwsze oznaki uzależnienia. Dotarliśmy do galerii na czas. A tam już czekał na mnie na półce stęskniony doktor, wyciągnęłam po niego drżące dłonie i popędziłam do kasy. I już mogłam spędzić kolejny wieczór, narkotyzując się do woli, a dokładnie do  2.30, kiedy to mąż skonfiskował mi pilota i nagnał do łóżka. Zasnęłam myśląc o Gregory’m...
Uwielbiam go. Za wielowymiarowość. Niejednoznaczność. Ludzkość i nieludzkość. Za ironię, złośliwość i wrodzoną wredotę, bo te cechy są mi, nie wiedzieć czemu, szczególnie bliskie…  Przy nim bohaterowie polski seriali są płascy jak rozjechana ropucha. 
Śnił mi się oczywiście dr House – namiętnie i erotycznie. Już nachylił nade mną swoją twarz z trzydniowym zarostem, już spoglądał mi głęboko i znacząco w oczy… Już się miałam z nim bzyknąć, kiedy nagle Gregory przemówił do mnie… po polsku. Dziwnie znajomym głosem...??????
What’s up???? - zapytałam sama siebie, zdziwiona i zaskoczona, kiedy usłyszałam:

No kochanie, dawaj buziaka, bo idę tyrać….

Otworzyłam jedno oko. Zobaczyłam nad sobą niebieskie ślepia.
Błysnął płomyk nadziei... i zgasł.
 To były
mężowskie ślepia.
Fuck!!!!
Ten to zawsze wie, kiedy mnie obudzić!!!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz