czwartek, 1 października 2009

TEMPY


    Nasz psiur, jak już kiedyś pisałam, na pewne polecenia był głuchy jak pień. Na przykład w sytuacji, kiedy ktoś biegł za nim i wołał „wróć”, nie słyszał absolutnie nic. Pies wtedy też biegł, zwykle o wiele szybciej od goniącej go osoby, do tego z odwróconym do tyłu łbem, żeby zachować prawidłowy dystans i uniknąć bliższego kontaktu ze ścigającym...
Ale ostatnio ze zdziwieniem zauważyłam, że jakoś się ogarnął, kiedy słyszy „Traaavvviiissss”, zaczyna kręcić białą dupą, oglądać się niespokojnie, jakby się zastanawiał, czy to na pewno do niego. Ale kiedy mój mąż dokłada do tego tajemniczo brzmiące słówko „Tempy...” wypowiedziane z intonacją grożącą, pies o dziwo, choćby nie wiem, jak ciekawe rzeczy miał do obwąchania, zwija swoje manatki i przychodzi do nogi. Zatacza jedno kółko, drugie, merda opuszczonym ogonem, jakby mu było wstyd i przychodzi...
Zadziwiające i zastanawiające...
Kilka razy pytałam męża, dlaczego tak brzydko woła na naszego piesusia, ale nie chciał mi powiedzieć. Potargał Białasa za uchem, zapytał go „Jak tam Tempicha, będziesz słuchał?”, pies potakująco kiwnął kitą, a ja niczego się nie dowiedziałam, bo tajemnica została pomiędzy panem i kundellem. Byłam zła i nic nie rozumiałam, no bo Biała Dupka wcale nie jest głupia, wręcz przeciwnie, należy do dość inteligentnych stworzeń, dużo rozumie, sporo potrafi. Ograniczony intelektualnie na pewno nie jest, a tępy to już wcale.
Sprawa wyjaśniła się pewnego wieczoru, kiedy towarzycho poszło na spacer, a ja z balkonu podsłuchałam, jak mój mąż woła swojego pupila:
Travisku, piesku, chodź tu, no chodź tu!!!
Sierściuch tylko zastrzygł uchem w odpowiedzi, jakby chciał powiedzieć: „Dobra, dobra, słyszę, ale musisz chwilę zaczekać, teraz mi przeszkadzasz, nie widzisz?”. I nawet się nie odwrócił, zbyt zajęty obwąchiwaniem jakiegoś kundla z sąsiedztwa, żeby zareagować na wołanie.
Travis!!! Chodź tu!!!
Uuups, to już zabrzmiało groźnie, po tonie głosu Pana można było poznać, że to nie przelewki... Pies obejrzał się, nawet przez moment wyglądał, jakby zamierzał usłuchać, ale najwyraźniej uznał, że Pan jest zbyt daleko, żeby wyciągnąć w stosunku do niego bolesne konsekwencje i olał sprawę. I w przenośni, i dosłownie, bo był zbyt zajęty obsikiwaniem kolejnego drzewka, żeby zareagować na wołanie

I wtedy to usłyszałam...:
TRAVIS, TEMPY CHUJ*U, IDZIESZ TU CZY NIE???!!!...... Kundla jakby ktoś w tyłek smagnął, stulił uszy, spuścił nisko ogon, oderwał się natychmiast od swoich pasjonujących psich zajęć, posłusznie, szybciutko i pokornie przydreptał do Pana, kręcąc tyłkiem i kiwając ogonem, jakby mu głupio było... Pokornie łasił się do nogi, wyraźnie zawstydzony, że Pan musiał na niego tak brzydko zawołać...
Ps. Z dwojga złego, to ja już wolę skróconą wersję: Tempy... :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz