piątek, 9 października 2009

BARDZO NIEDOBRA PANI...



Biała Dupa często jeździ z moim mężem do teściów, gdzie na ogrodzonym terenie bryka do woli razem z podwórkowym wilczurem. Korzysta ze swobody, bawi się, kąpie w stawie i sprawdza stan fundamentów – razem z kolegą kopie przy ścianie domu gigantyczne doły, czym doprowadza do szału moją teściową. Nie wiem, czego obydwa tam szukają, w każdym bądź razie jeszcze tego nie znalazły.
Pies po każdej takiej wyprawie po prostu pada na pysk, ostatkiem sił wdrapuje się na kanapę i śpi jak zabity kilkanaście godzin. Z przerwami... na czochranie. Niestety.
Z każdego takiego wyjazdu przywozi sobie małą „kuleżanę”, na którą potem cierpliwie poluje, przeczesując zębami lub pazurami tylnej łapy swoje białe, gęste futro. Zwykle eksmituje nowe, dzikie lokatorki bardzo szybko, wygryzając je w ciągu kilku godzin.
Z ostatniej wyprawy najwyraźniej przywiózł jednak „kuleżankę z kuleżankami” - od niedzieli czochra się jak opętany. Już na sam ten widok mam ochotę się podrapać... Siła sugestii. Nie zamierzam z pchłami wchodzić w bliższy kontakt, więc nasiadłam na mężusia, żeby czym prędzej zakupił jakiś środek anty, najlepiej w aerozolu. Mężyk, psie oparcie i ratunek, znowu pogłaskał pupila po głowie, przytulił obronnym gestem i mówi:

Biedny piesek, biedny, Pani chce Ci zagazować koleżanki... Pani chce Ci urządzić pchełkowy holocaust. Niedobra Pani, niedobra... Ona to sobie siedzi w domu w towarzystwie piesusia, a chce, żeby piesek ostawał w mieszkaniu zupełnie sam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz