czwartek, 10 września 2009

...

Uwaga, strzykam jadem. Nie podchodzić za blisko, bo jak trafię, to oko wypalę. Warczę, szczekam i gryzę, także rękę, która karmi, a konkretnie jej przedłużenie, w postaci Felka Gnidy, który przybył szkolić tępaków, pozbawionych wiedzy i doświadczenia (czyli nas, kierownictwo).
Zgrzytnęło już przy pierwszym telefonie od niego – numer nieznany, odbieram, witam się,  grzecznie przedstawiam, informując dzwoniącego, z kim rozmawia i do jakiej firmy się dodzwonił… I co słyszę?… Ani be, ani me, ani pocałuj mnie w cztery litery, nie to, żebym miała ochotę na pieszczoty w pracy od rana, w końcu to miejsce publiczne, ale  „Dzień dobry”  fajnie byłoby od rozmówcy usłyszeć… Zamiast tego pada ni z gruchy, niż pietruchy pytanie „Skąd macie szkło?”. Jedyną słuszną odpowiedź, która powinna brzmieć „ Z dupy”, podsunęła mi dziś moja współpracowniczka, sugerując, że dobrze byłoby się także rozłączyć zaraz po jej udzieleniu. Ale ja człek dociekliwy, kurturarny (podobno), więc uprzejmie drążę temat: „Przepraszam Pana bardzo, z kim mam przyjemność rozmawiać ?” - wątpliwą zresztą, ale nie czepiajmy się szczegółów. Gnida. Felek Gnida  – no normalne iluminacji dostałam, już wiem wszystko, tyle mi to mówi, co Nowak Nowakowski. Więc wracamy do meritum – czy ja raczę udzielić Panu żądanej informacji? Ależ oczywiście!!!  - ...że nie, bo nadal nie wiem,
z kim mam do czynienia. Przedstawienie się, poinformowanie rozmówcy, z jakiej firmy się dzwoni, z czyjego polecenia, oraz w jakim celu próbuje się uzyskać dane firmy ogólnie uznawane za poufne, to przecież taki brzydki, wstydliwy nawyk, prawie jak drapanie po jajkach…
A tydzień później ten sam koleś tłumaczy mi, jak istotna dla prawidłowej komunikacji między sprzedawcą a klientem jest standardowa formuła powitalna… Może gdyby sam sobie nie zaprzeczał w co drugim zdaniu, jakoś bym się ogarnęła i postawiła do pionu. Pomilczała, potraktowała Felka jako dobro niekonieczne, ale posłuchała. Może bym się uśmiechnęła, ale
i tak by nie było widać, bo po tej akcji z telefonem najpierw musiałabym mordę w kubeł schować, żeby nie kłapać paszczą.
Dobry pomysł. Idę jutro na szkolenie z wiadrem na łbie, nie będzie przynajmniej widać, co
o prowadzącym myślę. Bo mam na czole wypisane wołami, gorzej, ja mam na czole zainstalowany mentalny neon z krótką, przesyconą  wulgaryzmami opinią na jego temat.
I tego, co mówi. Migający na czerwono neon z zestawem głośnomówiącym…
Przepraszam, ale kiedy słyszę mądrości typu: satysfakcjonująca, dobrze wykonywana praca jest jak stosunek zakończony orgazmem, to zaczynam zastanawiać się nad kompetencjami
i orientacją prowadzącego. Bo nie wiem, z kim on sypia, żeby tak twierdzić…
Tak szczerze??? Gdybym potrzebowała pieprze…nia, to wolałabym je w innej wersji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz