wtorek, 4 sierpnia 2009

OPOWIEŚĆ NIEPRALAMENTARNA O TYM, JAK PRÓBOWAŁAM SIĘ WYSPAĆ I POPRAWIĆ SOBIE HUMOR

Jestem niewyspana, zmęczona i zła. Wróciłam z pracy wcześnie, nawet bardzo wcześnie, to jest około czwartej nad ranem. Marzyłam tylko o tym, żeby się w końcu wyspać. Kiedy tylko przełożyłam nogę przez próg, mina psiego winowajcy powiedziała mi wszystko. Było rozrabiane. Ale byłam tak zmęczona, że nawet nie miałam siły pruć się na kundla, który nadgryzł "Koty" Elliota, no dobra, rozumiem, że ich nie lubi, w końcu to pies. Z tych samych powodów sięgnął pewnie po "Dobranocki dla Casiussa" Hrabala. Ale co go skusiło u Kundery i Marai - nie wiem... Rozsmakował się bydlak w literaturze. Jak tak dalej pójdzie, ekslibrisem mojej biblioteczki staną się ślady zębów Białej Dupy na grzbiecie książki... żebym ja mu nie zaczęła znaczyć grzbietu w zamian, przysługa za przysługę, oko za oko, ząb za ząb. O tym, że zechlał pilota od dvd nawet nie wspomnę, bo w sumie nie zechlał całkowicie, tylko odgryzł końcówkę, widać stwierdził, że jest za długi i czas najwyższy to zmienić. Nie chce mi się nawet pisać o tym, że podarł na kawałki moje "Zwierciadło", na jego szczęście, zdążyłam je już przeczytać. Czyszczenie dywanu w środku nocy z kawałków obślinionego, przeżutego papieru, to szczyt heroizmu i kolejny szczegół nie wart nawet uwagi. Bo heroiczna nie byłam, runęłam jak stara szopa i zasnęłam w ciągu kilku minut.

 
Obudziło mnie skakanie. Skakanie PO MNIE, żeby nie było niedomówień. Patrzę półprzytomna na zegarek. 6.30, aha, mężyk wrócił z pracy. Po czym lokalizuję co skacze i dlaczego. Oczywiście ten skretyniały pies!!! Bo się cieszy, że Pan wrócił, ale skacze po mnie!!! To jest po łóżku, na którym leżę, ale to mu w ogóle nie przeszkadzało, trochę tylko mu się łapy ślizgały na wypukłościach. Ale mi przeszkadzało, więc mówię do tego barana. Do męża, nie do psa, zresztą, szczerze mówiąc, nie widziałam żadnej różnicy o tej nieludzkiej godzinie:
- Nie skacz po mnie!!!
- Ale ja po Tobie nie skaczę Kochanie!
- Ale Twój pies skacze, nie skacz po mnie, przy użyciu swojego psa!!!
- Ale to nie jest mój pies...
Dopiero mój wściekły ryk, zwiastujący nadchodzącą burzę, spowodował szybką ewakuację tych dwóch bydlaków. Zasnęłam...
Ding, ding, ding, ding, ding, ding...
Domofon. Udaję, że nie słyszę.

Ding, ding, ding, ding, ding....
Zwlekam się z łóżka, bo mojego męża nie obudziłyby walące się mury Hebronu. Ósma rano. Ding, ding, ding, ding...Pies już wyje pod drzwiami, bo skoro dzwonią, to znaczy, że ktoś przyszedł, a skoro przyszedł, to na pewno do niego, bo przecież każdy gość pojawia się tylko po to, żeby pies mógł go obskakać, przywitać, wylizać i żeby się z nim pobawić. No bo wszyscy kochają psa, tak jak on kocha wszystkich. Odbieram. Poczta. Czy ja mogę otworzyć. "Mogę", warknęłam do słuchawki, trzaskając nią malowniczo, bo w czterech literach mam cudzą pocztę o tej godzinie, a pana listonosza w tym samym miejscu..
Jakby nie mógł zadzwonić do tego stada emerytów, którzy tkwią na czatach w oknach już od szóstej rano. Musiał do mnie. Mieląc przekleństwa w zębach wróciłam do łóżka i zasnęłam.
Ding, ding, ding, ding, ding, ding...
Domofon. Udaję, że nie słyszę.

Ding, ding, ding, ding, ding....
Ale pies znowu już wyje pod drzwiami, bo skoro dzwonią, to znaczy, że ktoś przyszedł,
a skoro przyszedł, to na pewno do niego, bo przecież każdy gość przychodzi tylko po to, żeby pies mógł go obskakać, przywitać,wylizać i żeby się z nim pobawić. No bo wszyscy kochają psa, tak jak on kocha wszystkich.

Ding, ding, ding, ding, ding....
Zwlekam się z łóżka jak wcielenie stu furii, z trudem opanowując chęć odebrania mało dyplomatycznym "Czego!!!", w końcu rzucam niechętne "Słucham". A tam pan proponuje mi zakup jedynej i niepowtarzalnej kołdry zdrowotnej, antyalergicznej, antyreumatycznej i antyniewiemcojeszcze, z wełny muflona. I jeśli tylko zechcę, to już pędzi na górę, żeby mi ją zaprezentować. Nie chcę!!! Spać chcę!!! Jedyna kołdra, jaką jestem zainteresowana i o jakiej marzę, to moja własna. Mało uprzejmie dziękuję Panu Muflonowi i po raz kolejny obieram kurs na łóżko... Dwa kroki od celu słyszę:

Ding, ding, ding, ding, ding....
Ding, ding, ding, ding, ding....
Domofon. ZNOWU.
Wracam jak zombie pod drzwi, pałając chęcią mordu i podnoszę słuchawkę. A tam pan oferuje mi zakup jedynej i niepowtarzalnej kołdry zdrowotnej, antyalergicznej, antyreumatycznej i antyniewiemcojeszcze... Kiedy przerywam jego słowotok, proponując mu, żeby sobie własny produkt wsadził bardzo głęboko w wiadome miejsce, nawet nie mówi przepraszam, tylko świergocze radośnie jak skowronek "Oj, bo ja pomyliłem guziczki.." Mam ochotę wpuścić tego roztrzepanego ptaszka na górę i roztrzepać go jeszcze bardziej, to jest przerobić go przy użyciu tłuczka do mięsa na kotleciki. Też mi się przecież może pomylić, na przykład ze schabem bez kości. Jak człowiek śpi, to mu się może przyśnić, że tłucze mięcho, no nie? A tu by się na jawie okazało, że to pan akwizytor, każdy sąd by mnie uniewinnił za ubicie barana, który sprzedaje wełniane kołdry środku lata...
Wróciłam do łóżka i podjęłam ostatnią, desperacką próbę. Przyłożyłam głowę do poduszki. Nie na długo.

" Relax, take it easy...." O ironio...
Telefon. Z pracy.
Tym razem odebrałam warcząc przez zaciśnięte zęby:

- Co zzzzzzznowu?
- No bo rura pękła...
- To zadzwoń po hydraulika, czemu dzwonisz do mnie????
- Już dzwoniłam, był i naprawił, chciałam żebyś wiedziała...
Ja tam bez tej wiedzy mogłam spokojnie żyć, a już na pewno spać, ale trudno, wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba. Poddałam się, wstałam, zrobiłam sobie herbaty, zjadłam śniadanie i położyłam na kanapie z gazetą, oczekując na dalszy rozwój zdarzeń. Na kolejne telefony, domofony, domokrążców, listonoszy i kurierów, zainteresowanych tym, żeby się nie wyspała. Antygólnoludzka agresja kipiała we mnie i wylewała się uszami. I co? I nic!!! Warowałam przez kilka godzin i nikt nie zadzwonił, nikt!!! Pies z kulawą nogą nie otarł się nawet o nasze drzwi. Przez całe południe i popołudnie!!! Ale kiedy tylko wczesnym wieczorem przyłożyłam ucho do poduszki i zasnęłam...

"Relax, take it... " Telefon.

Miałam ochotę go rozdeptać. Kadrowa. Ją także miałam ochotę rozdeptać. Odebrałam zaspanym i wściekłym "Słucham!!!!", które w wolnym tłumaczeniu brzmiało: "Odwal się kobieto i daj mi spać, nie wiem, po co dzwonisz i nie interesuję mnie to, bo mam ochotę wyciągnąć Cię przez słuchawkę i przegryźć Ci tętnicę szyjną. Coś jeszcze chcesz wiedzieć???? Słucham!!! " No i wydarłam bezgłośnie ryło na koleżankę z pracy, która dzwoniła, żeby mi spóźnione życzenia imieninowe złożyć...
 Ale lipa. Łyso mi się zrobiło jak starej kobyle. Jednocześnie czarna rozpacz mnie ogarnęła. Poddałam się. Ostatecznie. Żadnego spania, podsypiania, drzemania, nawet spoglądania tęsknym wzrokiem w kierunku łóżka. Skoro cały świat sprzysiągł się przeciwko mnie - trudno. Idziemy do kina, zakomenderowałam do mężusia, bo muszę sobie humor poprawić. Poszliśmy na "Epokę Lodowcową",  siedziałam na seansie i furia we mnie rosła i puchła, owszem, film fajny, zabawny, ale ja złapałam na nim jeszcze większego doła.

 Kuźwa, nawet mamuty mają dzieci, tylko nie ja!!! Gdzie tu sprawiedliwość??? No może jakaś dziejowa jest, przynajmniej wyginęły. "Pocieszające", pomyślałam z jadowitą satysfakcją.
 I wcale nie mam obsesji na tym punkcie!!! Mężyk stwierdził, że jemu do mamuta daleko, więc najlepiej jakbym sobie chociaż jakiegoś słonia poszukała. No lecę, mało nóg nie połamię, słoń u nas w mieście raptem jeden, w Z OO, stary, brzydki i obsrany... Przynajmniej jak go ostatnio widziałam był, bo miał biegunkę.

No co za dzień. Chujnia z grzybnią. I kutasówa, że się tak bardzo nieparlamentarnie wyrażę. Chociaż w świetle tego, co się dzieje w naszym parlamencie, powinnam raczej napisać, że się tak "parlamentarnie" wyrażę...
Jestem zmęczona, niewyspana i zła. Z przewagą złej i tendencjami do wściekłej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz