środa, 26 sierpnia 2009

HIGIENISTA

Nasz Białas jest bardzo eleganckim psem, który doskonale wie, jak należy się zachować po jedzeniu. Podczas konsumpcji gubi co prawda dobre maniery - fragmenty spożywanego posiłku dosłownie fruwają po całej kuchni, a kiedy pije, chlapie jak fontanna podczas huraganu. Tylko że fontanna nie łazi potem po całym mieszkaniu i nie leje się jej woda z pyska. A psu tak. Kiedy tylko opyli swoją codzienną miskę, czy też sobie łyknie wody z blaszaka w łazience, przypominają mu się zasady bon ton i zaczyna sobie szukać... ściereczki. Biada temu, kto stoi wtedy obok niego w białych spodniach. Przecież to idealna okazja, żeby sobie w nie mordę wytrzeć... Nie sposób się jej oprzeć. Więc wyciera. Zawsze. Wszędzie. Nie tylko w cudze jeansy. We wszystko. Niezależnie od sytuacji i mojego zdecydowanego protestu. W to, co akurat uzna za nadające się do zużytkowania w celach higienicznych. Wypina lekceważąco białą dupę na mnie, ignoruje moje wrzaski i sunie mordą po dywanie, raz w prawo, raz w lewo, no bo przecież trzeba sobie obie strony pyska oczyścić. Wyciera go sobie pracowicie w kapę leżącą na łóżku lub kołdrę. Równie dobrze do tego celu nadaje się poduszka, kołdra, firanka, obicie fotela i pranie na suszarce.
 I co ja mam z nim zrobić? Higienista pieprz...ny się znalazł !!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz