poniedziałek, 31 sierpnia 2009

DZIĘKUJĘ


Niecierpię butów z czubkiem, słodzonej herbaty, dźwięku budzika, sweterków z golfem, czerwonego barszczyku, prusaków, karaluchów i innych robali biegających, chodzić do lekarza, Tunezji, opryszczki, nakładania tapety co rano, prasowania, chorować, szpinaku, jak mnie ktoś klepie w tyłek... Lista jest długa. A to tylko czubek góry lodowej, bo niecierpię także wszelkich świat, swoich imienin, nie lubię Wigilii, nieznoszę Dnia Dziecka, Dnia Matki, Dzień Ojca jest mi na szczęście tylko obojętny, ale niecierpię także poniedziałku, choć to żadne święto. Co do Dnia Bloga nie zdążyłam się jeszcze określić, bo właśnie dowiedziałam się, że coś takiego jest. Ale poranny plaskacz, którego strzeliła mi z zaskoczenia pewna Niecnota przywołał mnie do porządku, obudziłam się, ogarnęłam się i doinformowałam. Ustosunkować to ja się mogę, ale do własnego męża wieczorem, klepanie po dupie sobie wypraszam, ale skoro już dostałam, to oddam, a co!
Niniejszym obrywa się:
Nice http://www.le-monde-est-beau.blog.onet.pl – baranicy kędzierzawej, właścicielce najpiękniejszej Czarnej Dupy oraz niezmierzonych pokładów optymizmu, ciepła i radości życia – za całokształt.
Avionetce http://www.ninka-dziewczynka.blog.onet.pl – bo jest fajna, fajnie pisze, ma fajne dziecko i nie tylko, ja takie też chcę, ale ona nie chce ani oddać, ani pożyczyć, dobrze, że chociaż poczytać o nim pozwala  - za inspirację
Clio http://www.niecnota.blog.onet.pl –  złośliwej i wrednej gadzinie, co mnie doprowadza do płaczu (ze śmiechu) – bo zołza zołzę wyczuje z daleka
Yours whttp://www.yours.blog.pl - za piotrusiowe mądrości i za to, co potrafi wyprawiać z językiem (literackim) – bo cudne i niezwykłe to rzeczy
Iw whttp://www.iw-kobieta-wspolczesna.blog.onet.pl – za męskie podejście do kobiecych spraw i pobudzanie do myślenia/dyskusji, bo...
Tych ostatnich mi zabrakło, dlatego zaczęłam blogować – tu po raz pierwszy i ostatni publicznie się użalę: piszę, bo taki jeden Osioł już do mnie nie pisze, a Avionetka blog uznała to za niezłą terapię i mnie na niego namówiła. Nie mogła widać patrzeć, jak mi się ulewa. Pieluszka tetrowa by się przydała. Nie, nie wróciłam do czasów radosnego bobaska, ale emocji, zachwytów, smutków, wrażeń, myśli, skojarzeń, anegdot, wspomnień i historii mam w sobie czasem za dużo, nie mieszczą się. Bo życie mnie zachwyca, niezmiennie tak wkurza, jak cieszy, tak fascynuje, jak złości – gdzieś to trzeba upchnąć. Osioł został zaanektowany przez śliczną ośliczkę i chwała jej za to. Więc zaprzyjaźniłam się z blogiem, choć z żalem stwierdzam, że nie da się z nim wina napić, tak jak z Koniowatym. Tak więc od momentu założenia pamiętnika w internecie mniej piję, więcej piszę :-). Blog dał mi wampirzy wygląd – stałe przekrwienie gałek ocznych od wgapiania się w monitor, skrzywienie kręgosłupa, kolejną dioptrię na minusie, oraz olbrzymią szansę!!!... na wylądowanie na odwyku od blogowania.... Więc być może największa przygoda z nim związana dopiero przede mną. Mąż mi grozi, że mnie odda na oddział zamknięty, jak mnie jeszcze raz zastanie przed komputerem... Więc jeśli pewnego dnia zniknę, to uprzejmie upraszam o podanie mi przez kraty chociaż minilaptopika... Przyniesie mi to niewysłowioną ulgę – no bo końcu na blogu może mi się poulewać, trochę wstyd, że tak publicznie, ale niejednego tu znalazłam co mi mordę obtarł, na nogi postawił, ciśnienie podniósł lepiej niż poranna kawa i do łez ze śmiechu doprowadził. Za to właśnie wszystkim (i każdemu z osobna) czytającym, komentującym i piszącym bardzo dziękuję, nie tylko dlatego, że jest
  
Zasady blogowego poklepywania po tyłku tamże.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz