wtorek, 4 sierpnia 2009

CIĄG DALSZY NASTĄPIŁ

Musiałam kupić nową,16450737485965 – tą, białą bluzkę do pracy. Ostatnią nadającą się do założenia wyprałam i powiesiłam na balkonie, żeby mi wyschła na rano No i srak mi na nią naptakał. Ręce i nogi opadają. Cały świat przeciwko mnie. Nawet zwierzęta!!! Ale ja się nie poddam. Jak dorwę tego srajduna, to mu wszystkie pióra z dupy powyrywam.
Przedmioty nieożywione także przeciwko mnie. Zabrałam swoją bielutką nówkę - sztukę do pracy i tego samego dnia, jeszcze przed założeniem, przypaliłam ją żelazkiem. Bo superhiperentelygenty nalały do niego wody. Niby oczywista czynność, ale dlaczego mineralnej??? Dlaczego gazowanej??? I dlaczego,  do cholery, się pytam, wody aromatyzowanej…???!!! O smaku truskawkowym, konkretnie. Jakbym chciała sobie kupić odzież aromatyzowaną zapachem przyjaranych konfitur, to wybrałabym chociaż tańszą!!! Bo zgodnie z  prawami fizyki, chociaż jak widać zbyt mało znanymi, czy tam chemii, cukier pod wpływem ciepła się skarmelizował. Na mojej bluzce. Nowej. Nie sprało się. Spiorę więc kogoś innego. Tego, który to zrobił. Jak znajdę.
Lepiej, żebym nie znalazła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz