poniedziałek, 27 lipca 2009

TO NIE MÓJ ŚWIAT...

yłam przedwczoraj u mojej przyjaciółki, razem z psem oczywiście. Ten ostatni trasę zna na pamięć, bezbłędnie prowadzi mnie aż pod sam blok. Idzie jak po sznurku, bo ma w tym swój ukryty cel. Zawsze, zanim zadzwonię domofonem, odpinam smycz, żeby uniknąć wciągnięcia na górę siłą, bo sierściuch ma niemiły zwyczaj wpadania w szalonym pędzie na klatkę schodową. Tym razem też pognał na górę i zdziwiony wyrżnął z całej siły nosem w drzwi. No bo Ewa nie zdążyła jeszcze ich otworzyć...
Powody, które go tak motywują do pośpiechu, są bardzo przyziemne – moja przyjaciółka pieczołowicie gromadzi dla naszego czworonoga resztki wędlin, kości, kawałki starego mięsa. A on dobrze o tym pamięta. Kiedy w końcu spotykamy się w troje, pies ma ucztę. Doszło do tego, że wpada jak szalony do ewkowej kuchni i młócąc ogonem po meblach jak cepem, domaga się należnej daniny, ponaglając opieszałą właścicielkę mieszkania głośnym, gardłowym “UUUUuuuuUUuuu...co znaczy: No daj!”, lub co gorsza – szczekaniem. A jak huknie swoim basem, to się farba ze ścian sypie... Dobrze, jeśli Wiktor wtedy nie śpi. Bo jeśli śpi to... już nie śpi. Złazi z łóżka i leci z wyciągniętymi łapkami do psa. Wiktor ma półtora roku i kocha mojego sierściucha całym swym dziecięcym serduszkiem. Z wzajemnością, dlatego kundel z całkowitym spokojem i stoickim opanowaniem znosi wkładanie palców do oka, zaglądanie do pyska, ciągnięcie za ogon i poklepywanie po grzbiecie. Odwzajemnia się zwykle za te “pieszczoty” przyjaznym liznięciem dziecka po buzi, czego z kolei nie znosi Wiktor. W ekstremalnych przypadkach zaczyna płakać, co sprawia, że obdarzony wielką empatią pies zaczyna go lizać ze zdwojoną siłą... Tak, na pocieszenie...
Tym razem obyło się bez dramatów. Poszłyśmy na spacer do parku, moja przyjaciółka z wózkiem, ja z psem na smyczy. Ewa zaprowadziła młodego do piaskownicy, gdzie błyskawicznie zaanektował na własny użytek wszystkie samochodziki bawiących się dzieci. Ja stałam z boku, za ogrodzeniem, patrzyłam na kolorowe stadko maluchów grzebiące w piasku i robiło mi coraz smutniej.
To nie mój świat...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz