sobota, 25 lipca 2009

LIRYCZNY PONIEDZIAŁEK Z FETYSZYSTĄ

Poniedziałek było gorący i duszny, pies leżał cały dzień pod drzwiami i ział. Wieczorem wsadziliśmy go do auta i pojechaliśmy. Dość daleko, ponad czterdzieści kilometrów za miasto. Sporo czasu straciliśmy na stanie w korku i dojazd zatłoczoną trasą. Kiedy skręcaliśmy w dziurawą drogę prowadzącą do starej, zalanej wodą żwirowni, powoli zapadł zmrok. Asfalt parował po deszczu, było już nieco chłodniej, duchota ustępowała przed zimnym, wieczornym powietrzem. Las to gadał z wiatrem, to szeptał coś pod nosem. Nad brzegiem jeziora, na naszej dzikiej plaży nie było nikogo. Tylko jakiś samotny, milczący wędkarz przeszedł daleko za naszymi plecami i gdzieś zniknął. Pies radosnym szczekaniem zbełtał wieczorną ciszę, potem znów zapanował błogi spokój i tylko było widać biały trójkąt łba nad taflą wody. Mój mąż, niewiele myśląc, zrzucił ubranie i poszedł za jego przykładem. Stałam na brzegu i patrzyłam jak rytmicznie rozgarnia ramionami wodę. Było tak spokojnie, dzień powoli zapadał w drzemkę. Patrzyłam, patrzyłam i... poczułam, że też mam ochotę. Zanurzyłam na próbę rękę. Ciepła. Cieplejsza niż myślałam. Ciepła i przytulna. Zawahałam się przez moment, nie miałam z sobą kostiumu kąpielowego. Mąż chyba wyczuł moje zastanowienie, bo zaczął mnie zachęcać do kąpieli bez niego. Powoli weszłam do wody, była przyjemnie chłodna, jak satynowa kodra naciągnięta na nagie ciało; nad nią wisiał baldachim z mgły, przejrzystej jak woal. Starałam się płynąć jak najwolniej, żeby nie zmącić magicznego klimatu tej chwili, jak najciszej, żeby jej nie spłoszyć. Pomyślałam sobie, że widzę właśnie jezioro z perspektywy dzikiego, wodnego ptaka....
Było nastrojowo, lirycznie i romantycznie.. Do momentu, w którym pies namierzył, że trzymam COŚ w ręku.. Uznał, że skoro tym CZYMŚ macham, to na pewno zapraszam go do zabawy i postanowił to COŚ upolować. Co też wykonał w trybie natychmiastowym. Złapał w zęby, wyszarpnął i uciekł. A dokładnie – odpłynął, bardzo z siebie zadowolony.
To COŚ to była moja bielizna...Bałam się zostawić ją na kompletnie pustym brzegu, zresztą zdjęłam ją dopiero w wodzie. Więc pływałam trzymając ją w ręku, co pozwoliło na odkrycie zaskakującej prawdy o Białej Dupie.
Mamy psa – fetyszystę. To straszne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz