sobota, 4 lipca 2009

KUNOWA PRZYGODA

Wyjeżdzamy. Plecaki spakowane, trasa opracowana, pies na wczasach pod gruszą u teściów. A więc na przód, ku nowej przygodzie, jak mawiał Pan Kleks. Wakacje będę mi upływały pod znakiem kryminałów, reportaży i sentymentalnych wspomnień. Żeby nakarmić mojego wewnętrznego, książkowego mola, przygotowałam sobie: „Stulecie detektywów” J. Thorwalda, „Białą gorączkę” J. Hugo – Badera i „Złą krew” G. Gortata. Trochę przyciężki zestaw, jak na wakacyjne, spokojne lenistwo, ale co tam, lubię kontrasty. Tysiąc pięćset stron, na siedem dni powinno mi żarełka duchowego wystarczyć. Bo przed nami tydzień tylko we dwoje, mam nadzieję, że się nie zagryziemy do przyszłej soboty. Z dala od pracy, mediów elektronicznych, w tym także internetu – tak więc informuję, że moja rozbuchana aktywność blogowa ulegnie na pewien czas ograniczeniu. Ale obiecuję, że po powrocie wyspowiadam się publicznie z wrażeń i zdarzeń. Jedziemy pozwiedzać, pomoczyć tyłki w ciepłej wodzie (i wcale nie mam tutaj na myśli Bałtyku), popróbować specjałów regionalnej kuchni i opić się jak bąki lokalnym winem. Z racji przygotowań okołourlopowych upłynniłam kolejne trzydzieści zeta i kupiłam sobie spódniczkę o horrendalnej cenie złotówka... za centymetr. Mężuś zachwycony.
Słonko na razie świeci, jeśli nawet przestanie, to świecić będę ja. Tyłkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz