piątek, 17 lipca 2009

BRZYDKIE KACZĄTKO

    Bardzo lubię bajkę o Brzydkim Kaczątku.
Miałam taką koleżankę w liceum. Siedziałyśmy przez trzy lata razem w ławce, mieszkałyśmy w jednym akademiku. Studiowałyśmy na tym samym kierunku, ona rok niżej, bo nie dostała się za pierwszym podejściem. Zawsze była niesamowicie zdolną, inteligentną, miłą i sympatyczną dziewczyną. Ale pochodziła z bardzo biednej rodziny, na dodatek z problemem alkoholowym, jej ojciec pił bez opamiętania, rodzice żarli się jak dwa psy. M. całe liceum przechodziła w trzech sweterkach, nie jeździła na szkole wycieczki, bo nie miała pieniędzy. Niewysoka brunetka z wraźną nadwagą, przez wiele lat była sama i nic nie zapowiadało, że kiedykolwiek coś się w tej kwestii zmieni. Była bardzo religijna, jakby kościół był jej jedyną alternatywa i ucieczką. Na ostatnim roku studiów zaczęła chorować na depresję. Po ich ukończeniu, kiedy wróciła do małego miasteczka i zaczęła prace w szkole, choroba jeszcze się pogłębiła. Nauczanie młodzieży w katolickim gimnazjum do najlżejszych i najlepiej płatnych zajęć nie należało. Tak obiektywnie patrząc, nie miała prawie żadnych szans, żeby ułożyć sobie życie, kupić mieszkanie, związać się z kimś.
 Współczesne Brzydkie Kaczątko.
Ale mimo tego, a może dlatego, że było bardzo źle, zebrała się w sobie i poszła na kilkumiesięczną terapię w ośrodku zamkniętym. Tam poznała swojego przyszłego męża, fantastycznego człowieka. Po zakończeniu leczenia wynajęła mieszkanie i wyprowadziła się z toksycznego domu. Było jej bardzo ciężko, ale odżyła. Schudła kilkanaście kilogramów, wypiękniała, zaczęła się uśmiechać. Znajomość z ośrodka leczenia nerwic rozkwitła, po roku bycia razem zaręczyli się, potem wzięli ślub. Bawiliśmy się na tym weselu - aż miło było na nich popatrzeć, oboje wpatrzeni w siebie, zakochani, szczęśliwi. M. wyprowadziła się do męża, do Warszawy, tam znalazła pracę. Kupili mieszkanie, co prawda na kredyt, więc śmieją się teraz, że mieszkają w banku. Urządzili je po domowemu, przytulnie i kolorowo, szybko się wprowadzili. Są szczęśliwą, kochającą się rodziną. Obecnie M. jest w  ósmym miesiącu ciąży. Wszystko się pozmieniało i poukładało.
Opowiadam tę historię, bo jest przykładem, jak zaskakujące potrafi być życie i jak potrafi się zmienić. Podziwiam M., bo znalazła w sobie siłę, żeby zawalczyć o siebie i własny los. Wygrała. Cieszę się jej szczęściem.
Bo ja też byłam Brzydkim Kaczątkiem. Ale o tym innym razem :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz