wtorek, 2 czerwca 2009

MĘŻCZYŹNI A DIZAJN

Kupiłam w Ikea doniczki na kwiaty. Metalowe, ocynkowane, piękne - mam wizję połączenia szarego koloru ze srebrnymi i zielonymi dodatkami w dużym pokoju. Konsekwentnie ją realizuję, jednocześnie zalesiając nasze mieszkanie dużą ilością rozmaitej zieleniny (i nie chodzi mi tu o sałatę w lodówce, którą właśnie nabyłam i upchnęłam w lodówce). Chociaż nie, kłamię, pisząc "rozmaitej" - wręcz przeciwnie, precyzyjnie dobieram gatunki wyjątkowo odporne na brak wody. Ostatnio wyżebrałam w Castoramie wielkiego, pieknęgo kwiata. Stanęłam po prostu obok niego, posłałam do mojego męża najpiękniejszy z uśmiechów, zrobiłam oczy kota ze Shreka i ... kupiliśmy :-) Ale kwiatek byl tak wielki, że ledwo zmieścił się w aucie. Ja się już nie zmieściłam. Pies też nie. Musieliśmy wracać pieszo, a mężulo pojechał do domu w towarzystwie zielska, nie wiedzieć czemu, uchachany po pachy. 
W związku  z zakupem zieleniny, postanowiłam nabyć stosowną doniczkę do niej. Wykorzystałam służbowy wyjad zaopatrzeniowca do Poznania i skorygowałam mu trochę kurs, tak, żeby zahaczył o Ikea. Zahaczył i nabył dla mnie wskazane przedmioty, pytając ze zdziwieniem, po co mi te wiadra, na dodatek bez ucha. Przytaskałam zdobycz pod osłoną nocy do domu i czekam na reakcję męża. Wrócił rano z pracy i mnie pyta:
- Kochanie, dlaczego kupiłaś naszemu psu takie wielkie miseczki, przecież nasz piesek nie je aż tyle....
Mężczyżni to się w ogóle nie znają na dekoratorstwie. Zero zrozumienia dla mojej kobiecej wizji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz