sobota, 20 czerwca 2009

BURZA W SZKLANCE WODY - KOMENTARZ DO KOMENTARZY

 
Nie sadziłam, że swoim postem o Tunezji wywołam przysłowiową burzę w szklance wody.
Halo!!! Gdzie są te firmy które płacą grube pieniądza za pozycjonowanie w wyszukiwarce, której zawdzięczam (tak mi się wydaje), tę niechcianą reklamę mojej antyreklamy??? Ja płacić nie zamierzam, uprzedzam, jak tak dalej pójdzie, to wystąpię do google o odszkodowanie za straty moralne i uszczerbek na zdrowiu. Także dla osób święcie oburzonych moim postem. Bo nerwica i nadciśnienie to podobno najgroźniejsze choroby dwudziestego pierwszego wieku, a ja nie zamierzałam przyczyniać się do ich rozwoju u kogokolwiek... Licznik odwiedzin się zagrzał, zawiesił, komentarze się posypały... Słowem: niektórym ciśnienie skoczyło... Człowiek sobie rzepkę skrobie i coś tam pisze dla wąskiego grona znajomych (dokładnie sztuk cztery) i dla nieco szerszego grona tych, co się zabłąkają od czasu do czasu ... I przede wszystkim dla siebie. Jeden śpiewać musi, inaczej się udusi, inny musi pisać. Nie sadziłam, że przy okazji luźnego blogowania wsadzę przysłowiowy kij w mrowisko. A tu proszę, ciężka dyskusja, bo mi się nie spodobało w Tunezji.
Tak jak ktoś słusznie zauważył i chwała mu za to, niekoniecznie na wysokościach, chyba, że mu blisko i po drodze, chociaż nie wiem, daty urodzenia nie zostawił... wracając do tematu: Uroczyście oznajmiam, że MÓJ blog zawiera tylko i wyłącznie MOJE poglądy, opinie i wrażenia, do których mam MOJE święte, niezbywalne prawo. Zapytajcie Avionetki, ona na prawie się zna. Jednocześnie informuję wszystkich niedoinformowanych, że nie ma powszechnego, ustawowego obowiązku czytania mojego bloga, żadne kary, ani sankcje za to nie grożą. Podobnie jak za pisanie, więc będę pisać, co myślę i co mi się żywnie podoba, nie obrażając nikogo, mam nadzieję. Tego samego też oczekuję – nie, nie pisania, ale kultury, w związku z czym uprzejmie zawiadamiam, że komentarze wulgarne lub obrażające mnie i opisane osoby, będę kasować. Podobnie jak notatki w stylu „kolejna idiotka”, „jesteś beznadziejna”, „żal mi ciebie” nie wnoszące nic do dyskusji. Aczkolwiek dziękuje autorom za poświęcony czas i publiczne zaprezentowanie poziomu elokwencji, który pozostawię bez komentarza. Reszty nie ruszam, niech sobie żyją swoim życiem, lubię zdrowy ferment, byle efektem nie były kwasy. A najbardziej lubię, uwaga, mądre słowo, też na f - fermentację, najlepiej jeszcze taką,  w wyniku której powstaje winko. Bo drinków nie pijam, dresów nie noszę, chyba że na rower, lalunią to bym nawet czasem chciała być, ale niestety, pustostany w głowie dawno zagospodarowane i nic z tego. Czytałam i czytam także, wbrew opinii miażdżącej większości, co nieco o krajach, do których się wybieram, a byłam już w kilku. Tu powinna pojawić się dłuuuuuga lista, potwierdzająca mój domniemany snobizm, ale nie pojawi się, z góry przepraszam rozczarowanych.
I wierzcie mi, zwłaszcza dzięki opowieściom zachwyconych turystów, a takich wielu pisało w necie dużo dobrego o pięknej Tunezji, i dzięki statystykom, obiecującym 30 stopni ciepła w końcówce września, można być tak niemile zaskoczonym. Ja byłam. Podczas naszego pobytu temperatura nie spadała poniżej 45 stopni, zaś na plaży ilość niedopałków porównywalna była z ilością piasku. Aż się chciało zatrudnić petowego Kopciuszka, żeby to wszystko przebrał, ziarnko po ziarnku.
Nigdzie indziej, w żadnym kraju nie spotkałam się z takim brudem i syfem, jak w Tunezji, ani z tak natrętnymi tubylcami. I tyle, zdania ani wspomnień nie zmienię. Znawcą tego kraju nie jestem i ani mi w głowie pretendowanie do tego tytułu, terminu „Czarny Ląd” użyłam w złym kontekście, mea culpa. A w poście opisałam tylko i wyłącznie własne, prywatne odczucia i wrażenia, podlewając je równie prywatna, wrodzoną i gryzącą niestety ironią. Tym, którzy ją poczuli, acz nie dostrzegli, obiecuję poprawę. Spuszczę swoją ironię z łańcucha, jak wrócę z kolejnych wakacji :-)
Pisząc posta o pobycie w Tunezji nie zamierzałam tworzyć ani pełnego, obiektywnego obrazu odwiedzonego kraju, ani wystawiać mu lukrowanej laurki. Przed tymi, którzy to dostrzegli i uśmiechnęli się chociaż raz podczas czytania, chylę głowę i zamiatam czapką podłogę.
A wy, Szanowni Wielbiciele Tunezji możecie sobie na mnie psy wieszać do woli, uwielbiam psy, jeśli można to poproszę same labradory, najlepiej czarne i brąz, bo biszkopta mam. Zaznaczam jednak wyraźnie: proszę o psy, a nie o uniwersalne niszczarki do butów i książek, jedna takową już posiadam i wystarczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz