niedziela, 24 maja 2009

PRZEPOCZWARZANIE A SAMODYSCYPLINA


 Zastanawiam się, dlaczego w pewnym wieku kobieta „chłopieje”. Obcina włosy na krótko, jednocześnie robiąc na nich trwałą, upodabniając się do mocno wystrzyżonego pudla. Farbuje je jeszcze na buraczkowy, lisiorudy lub inny kosmiczny kolor – różowawy, z fioletowym przebłyskiem, czerwony. Lub przeciwnie: pozostawia swoje włosy naturze i nosi je na pół siwe, przetłuszczone, często związane w mysi ogonek frotką, lub co gorsza – zaplecione w warkoczyk. Zakłada bezkształtną, workowatą spódnicę o jedynej słusznej długości do pół łydki. Szpilki zamienia na rozdeptane klapki, eleganckie rajstopy i pończochy na podkolanówki antygwałtki. Do tego obowiązkowym elementem zestawu jest buroszary żakiet, w porywach elegancji zestawiony z koszulową bluzka zapięta pod samą szyję. Lub powyciągany, dzianinowy sweter w równie przyzwoitym kolorze. 

Mam taką sąsiadkę w bloku, mówimy sobie „Dzień dobry” na schodach, a ja za każdym razem kiedy ją widzę mam ochotę dodać… ”Kobieto, zróbże coś z sobą”. Sympatyczna, niebrzydka babeczka, ale ubrana dokładnie według standardów nakreślonych na wstępie: czarna spódnica do pół łydki, workowaty beżowy płaszcze, włosy posiwiałe, związane w kucyk na czubku głowy. Masakra. A jak na ironię, ma bardzo przystojnego męża, za którym niejedna już się obejrzała i pewnie niejedna jeszcze obejrzy… Jak wiele jest takich kobiet widać doskonale na polskich ulicach – ubranych źle, niedbale, po prostu brzydko.

 Idę Piotrkowską, patrzę na nie i zastanawiam się, co się z nami, kobietami zaczyna dziać w pewnym wieku? Czemu przestajemy o siebie dbać i dobrowolnie zamieniamy się w straszydła?  Dlaczego kobiety po czterdziestce, a czasem i wcześniej stają się tak niekobiece? Dlaczego na własne życzenie przepoczwarzamy się w poczwary. Pytam sama siebie, czy mnie za pięć, dziesięć lat też to czeka? I nie ukrywam, że wizja rozlania się w taką bezkształtną, buroszarą masę jest dla mnie przerażająca. I zastanawiam się, jak wielką samodyscyplinę trzeba mieć, żeby nie dopuścić do takiego przepoczwarzenia.
I czy będę ją miała?

Czy będę miała pieniądze też się zastanawiam, bo to ma pewne znaczenie, ale nie podstawowe. Czego idealnym dowodem jest moja koleżanka Kasia, należąca do gatunku „grzebalca pospolitego”, czyli do rzeszy osób wyszukujących i kupujących ubrania w sklepach z używaną odzieżą. Kasia groszem jak każdy student nie śmierdzi, do tego już kilka lat temu „wygrała z anoreksją” i jej rubensowskie kształty nie ułatwiają jej zadania. Mimo to ubrana jest zawsze fantastycznie. Z pomysłem. Kolorowo. Kobieco. Stosownie do figury. Dziewczyny zgrzytają zębami z zazdrości, kiedy Kasia w pracy prezentuje swoje wygrzebane zdobycze za 2,3,5 zł sztuka. Faceci latają za nią z wywalonymi jęzorami.
Dbanie o siebie to przejaw wielkiej samodyscypliny, a nie tylko kwestia pieniędzy czy wieku. Wczoraj spotkałam na Pietrynie staruszkę, mocno posuniętą w latach, ale wyprostowaną jak świeca. Włosy białe jak śnieg, uczesane, brązowy, sztruksowy żakiet, jasnobeżowe spodnie, błękitna torebka i apaszka na szyi, a na głowie – kaszkiecik. Wyglądała rewelacyjnie. Obejrzałam się za nią typowo męskim odruchem. I pomyślałam:
„Panie Boże, spraw, żeby mi się zawsze chciało chcieć…”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz