wtorek, 5 maja 2009

PIES W PUSTYM MIESZKANIU


Piesek zrobił porządki – wyszłam na godzinę, a on się zajął „swoją robotą”, jak mawia mój mąż. Taka mała psia zemsta – zostawiłaś mnie, to ja sobie zorganizuję wolny czas. Nie ważne, że wyszłam tylko na pół godziny… Ważne, że go nie zabrałam… zbrodnia nad zbrodniami. Kiedy się szykuję, stoi w drzwiach, patrzy na mnie z byka, z wielką pretensją i wyrzutem w brązowych ślepiach. Potem siada w oknie balkonowym, przykleja nos do szyby i odprowadza mnie wzrokiem osieroconego dziecka, dopóki nie zniknę za rogiem. A ja mam wyrzuty sumienia, jakbym go co najmniej porzuciła. Zawsze kiedy jestem już na chodniku pod blokiem odwracam się i patrzę – taki nasz rytuał – i widzę białą psią sylwetkę w oknie z czarną kropką nosa rozpłaszczonego na szybie… Mokrego nosa. Jak wygląda szyba po tygodniu nie powiem. Ale podjęłam ostatnio desperacką próbę powieszenia w oknie firanki. Jak wyglądała firanka po tygodniu nie powiem. Szkoda słów. Także na opisywanie, co niezadowolony pies robi w mieszkaniu pod moją nieobecność. Tego nie muszę się nawet domyślać, bo dowody mówiące same za siebie. 

Tak więc na pierwszy ogień idzie kosz na śmieci – o ile przezorny, zawsze ubezpieczony właściciel nie postawił go na blacie, lub nie zamknął w szafce. Przegląd kosza połączony z wyciąganiem co „atrakcyjniejszych” zdobyczy i wynoszeniem na dywan do pokoju i na białą kanapę jest ulubionym zajęciem naszego psa. A do ulubionych zdobyczy należą: puste opakowania po maśle, śmietanie, kartony po sokach i mleku – znajduję je zwykle malowniczo rozszarpane na strzępy i wylizane do białości, w końcu kryzys jest, no nie, nic się nie może zmarnować…

Kolejne podejście to szafka z butami. Mój pies najwyraźniej uważa, że jak zeżre mi następne buty, to pewnego razu nie będę miała co założyć i nie wyjdę, w związku z czym – nie zostawię go samego…. Czasem litościwie ogranicza się tylko do wygryzienia sznurówek. Nie wiem jednak, co nim kieruje, kiedy zakrada się do łazienki i grzebie w koszu z brudną bielizną. Jakie zboczone instynkty każą mu obgryzać ramiączka od staników i zżerać moje stringi... Być może mam psa – fetyszystę…?

A najgorsze jest w tym wszystkim to, że on doskonale wie, że robi rzeczy zakazane. Wie, że nie wolno mu grzebać w koszu na śmieci, wyciągać brudnych rzeczy i butów z szafy. Pokusa jednak zawsze jest silniejsza niż psia wola. I zawsze zwycięża… Postawa przepraszająco – łasząca się, którą prezentuje mój pies już sekundę po tym, jak przełożę nogę za próg, jest dla mnie sygnałem, że znowu coś zmalował. A on kładzie uszy po sobie, wciska ogon w tyłek, przekręca się na grzbiet, i gmerając łapami w powietrzu macha ogonem w tej dziwnej pozycji (leżąc na plecach), jakby mówił: „To nie ja, nie miałam z tym nic wspólnego, nawet nie tknąłem kosza jedną łapą, a but pana sam przybiegł i wskoczył na kanapę…” No i jak nie uwierzyć w takie gorące zapewnienia? 

Chociaż czasem zbrodnia jest nie do ukrycia – ostatnio pies ukradł mojemu mężowi loda … razem z patykiem. Jechali autem, pies siedział na siedzeniu pasażera, mężuś zmieniał biegi – jedynka, dwójka, trójka, czwórka…. machając psu lodem na wysokości łakomego pyska... I nie wytrzymał – pies oczywiście. Ukradł i żeżarł. W całości. Razem z patykiem. A potem wyrzygał. Podobno lód jeszcze był zimny. 
Jak widać na podanym przykładzie – łakomstwo i złodziejstwo nie popłaca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz