piątek, 19 stycznia 2018

RAJSTOPY

Tak kombinuję, jak by tu ubrać tę moją córkę, żeby nie marzła i nie darła się jednocześnie. Szukam pomysłów, rozwiązań, gadam i podpytuję - koleżanka z pracy poleciła mi rajstopy termoaktywne dla dzieci, z takim puszkiem wewnątrz, naprawdę milutkie, więc mówię Andrzejowi, opowiadam i rzucam, że musimy kupić.
Ten się uśmiecha tylko zjadliwie i mówi:

"Kupić? Rajstopy termoaktywne do nienoszenia?"

wtorek, 16 stycznia 2018

DZIEŃ ŚLISKIEGO KOCYKA.

Poranek ma w rdzeniu ranę. 
Czas dramatów.  Wycia. Rozpaczy. Wylanych łez.
Darcia szat - to Blanka. I darcia przysłowiowego łacha - to Andrzej.
A ja po środku.
W samym środku porannego wkurwienia.

Bo trzeba wstać, spionizować się, odkleić od pościeli.
(też mi się nie chce)
A potem...
(tu się zaczyna i stopniowo narasta wycie i zawodzenie, i moje napięcie)

Albowiem gdyż, azaliż, ponieważ trzeba założyć grube spodnie. Matka samo zuo kazała.
Narciarskie, które ostatni raz miała na sobie rok temu, przez siedem dni pobytu w Czechach. I ani dnia dłużej. Używane tylko i wyłącznie z zgodnie z przeznaczeniem, acz także z oporami.  Szczęśliwi Ci kupujący na allegro, co rok w rok nabywają ode mnie nówki sztuki funkiel nie śmigane - spodnie grube, ocieplane bluzy. Założone raz, albo wcale. Bo spodnie narciarskie to zło. Istne zło w oczach mojej córki. Najlepszą stylizacją na szusowanie po stoku, tudzież wyjście do przedszkola przy minus siedem, sypiącym śniegu i pizgającym wietrze jest, uwaga, uwaga. Spódniczka.
Tiulowa. 
Różowa.
Brokatowa. 
I białe rajstopki grubości 20 den, nie więcej, żeby jej przypadkiem nie zgrzało. 
Bo że pogrzało to już ustaliliśmy dawno. 
Rok w rok ta sama historia. 
Histeria. 
Ryk
Wycie. 
(nie, że tylko w domu, całą drogę do przedszkola, jak się bawić, to się bawić)
Bo ciśnie, gryzie, przeszkadza, drapie i w ogóle
Dramat.

Jestem stara, drętwa i do dupy. 
Nie potrafię zejść do poziomu stylizacyjnych problemów prawie siedmiolatki. 
Pochylić się nad płaczącym żuczkiem, robaczkiem, motylkiem. 
Rano jestem wkurwiona, chce mi się kawy i spać. 
Tak, noworoczne postanowienie, że nie będę bluzgać poszło się jebać.
Centralnie. 
Nic nie poradzę. Kiedy ryczą bez żadnego wyraźnego powodu ( w moim dorosłym, stetryczałym mniemaniu - jak już pisałam, kręgosłup mi zesztywniał przez te lata i ciężkie niedobory snu i nie umiem, naprawdę nie umiem się pochylić z empatią nad trzęsącym się z zimna i szczękającym zębami, bladosinym sopelkiem, który wracając z przedszkola - w cienkiej kurtce, bez szalika i rękawiczek, gdyż one też gryzą, wściekłe tekstylia, zawodzi cichutko - ziiiiiiimnoooo miii mamuuuusiuuu!!!!)

No więc gwałcę co rano swoją progeniturę przy użyciu narciarskich spodni. Podcinam skrzydełka startującej być może do lotu przyszłej niedoszłej faszionelce. Łamię wątły kręgosłupik. Naciągam czapkę na oczy. I uszy. 
Widzę, jak mnie nienawidzi w tym momencie. Życie córko. Bywa. 

To wycie ( poranne, popołudniowe, wieczorne) wwierca mi się w czaszkę. 
No nienawidzę. 
A tu chór na dwa głosy. 
Ledwo jedno wypchnęłam za drzwi ( pośpiesznie zamknięte), to drugie zaczyna koncert. 

Albowiem gdyż, azaliż, ponieważ wdrapał się na:
fotel, stół, parapet, szafkę, schodek, łóżko, krzesło ( niepotrzebne skreślić)
i spadł. 
I ZDZIWIONY. 
Niezmiennie zdziwiony, że grawitacja zdziałała. 
ZNOWU
ALEŻ JAK TO!
I wyje. 
I co?
Znów włazi, znów spada i wyje, znów włazi, znów spada i wyje. 
Ewolucjo , coś tu poszło nie tak, gdzie to słynne uczenie się przez doświadczenie??? Czy to gen autodestrukcji?
Szczerze wątpię w jego umiejętność łączenia przyczyny ze skutkiem. O ubocznych, jak moja nerwica, nie wspominając. Bo wisi mi na nodze i wyje. Bo spadł. Znowu. Chce na loncki (a kto mnie weźmie na loncki?) Nie biorę. Więc produkuje decybele i kisiel nosem. Domorosły kamikadze z obitą dupą. Życie synu. Bywa. 

Mam ochotę strząsnąć z łydki. Poprawić klapsem w pulchne dupsko. Powstrzymuje mnie to, że
a) będzie wył głośniej
b) odda mi

Tak, mam dziś dzień śliskiego kocyka. 

czwartek, 11 stycznia 2018

KU(PA) MIĘCI

Jakoś przed świętami rozpoczęliśmy akcję "odpieluchowanie". Tymon już wcześniej czasami sygnalizował, że chce siku, ale raz się udało trafić do nocnika, a raz nie. Wykorzystałam więc przerwę międzyświąteczną,  żeby go przypilnować i po trzech dniach z częstotliwością trafień 50% do 50 %, Młody załapał. Mieliśmy mały problem z kupą, tu niestety jedyną metodą był przymus bezpośredni, bo koleś wołał, ale o pieluchę ( jak mu się chciało) - posadzony siłą na sedes w końcu postawił pierwszego klocka (za przeproszeniem co wrażliwszych na tego typu opisy) i dalej już poooszło!!!

Słowem Młody odpieluchował się aż za bardzo, przez parę dni na noc zakładałam mu jeszcze pieluchę, ale kiedy w Nowy Rok urządził mi pobudkę, bo "siku i kupa" i mimo moich gorących zachęt - "rób w pampersa, ja nie wstaję!", zaparł się, że nie, bo on chce "do siedesu!", stwierdziłam, że to bez sensu. Wpadek brak. Ładnie woła. Podejrzewam nawet, że sika i sra dla rozrywki, gdyż bawi go niezmiernie odwijanie kilometrów papieru toaletowego i spuszczanie wody. Zużycie tego pierwszego wzrosło kilkukrotnie, o wodzie nie wspominając nawet. 
No ale mniejsza o to, fakt faktem, że pieluch już w tym domu nie używamy.
Nie to, żebym narzekała, ale jakoś dziwnie mi z tym.

***
Po spóźnionym nieco bilansie dwulatka wiemy, że dwu i pół letni Tymcio wyskoczył poza siatkę centylową i ze wzrostem i z wagą. Mierzy ok 98 cm, nosi ubrania na 104, waży 15,4 kg. Chciałoby się rzec, wypasiony chłopak. Rozmiar buta 26/27 ( w zależności od firmy)


środa, 10 stycznia 2018

POLECENIE

Siedzę sobie w wannie. Chwila pokoju. Bardzo krótka chwila, bo już słyszę, że się toczy Tymuś, łapie za klamkę, zagląda do mnie. Stoi i patrzy. W końcu pyta:

- Kąpies się?
- Tak synku, kapię się. 

I widzę, że coś mu się przypomina, coś, co słyszy każdego wieczoru, więc mówi:

- Umyj ładnie dupkę!




poniedziałek, 8 stycznia 2018

BRACISZEK

Tymcio, w przeciwieństwie do Blanki. która doskonale pamięta czasy, gdy Młodego nie było, nie zna i chyba nie bardzo umiałby sobie nawet wyobrazić świat bez swojej starszej siostry. Dla niego jej obecność jest czymś tak oczywistym jak powietrze. I gdy wracamy do domu, a Młoda z ojcem jeszcze nie dotarli z przedszkola, to jej zaczyna szukać po domu i o nią pyta:

"Dzie Blanka? A kiedy psijdzie?"

Widać, jak jest silnie z nią związany, po prostu widać, już teraz, gdy ma zaledwie dwa i pół roku.

Gdy tylko dostanie coś dobrego, natychmiast się upomina - "Jeście Blance! Jeście Blance daj!"

Gdy ostatnio podniosłam głos na Młodą, po kilkunastu prośbach nadal tkwiła na kanapie, zamiast pójść się kąpać, zostałam upomniana: "Nie ksić na nią!" A w piątek, gdy wstyd się przyznać, wydarłam się na Młodą (ma denerwujący zwyczaj włażenia mi pod nogi, nie, nie może iść z boku, musi iść tuż przede mną, zwłaszcza wtedy, kiedy idę obwieszona siatami i niosę jeszcze Tymka na rękach), Tymon aż się zapowietrzył z oburzenia i trochę trwało, zanim wyartykułował w swoim pokracznym języku:

"Nie złość (się na) Blanke!!

Taki braciszek. Obrońca


czwartek, 4 stycznia 2018

JA SAM

Wszystko sam, najlepiej wszystko robiłby sam. W żłobku ubiera się po drzemce sam i paraduje potem w skarpetkach założonych po lewej stronie, w butach założonych prawy na lewą stopę, lewy na prawą. 
Wraca do domu i zaczyna się mocować z kurtką, rozpina suwak, potem siada na stołku i zaczyna się szarpać z butami. Nie chcą zejść, nie załapał jeszcze, że trzeba odpiąć oba rzepy, więc mocuje się z nimi, próbuje ściągnąć, aż sapie z wysiłku. Pytam go czy mu pomóc i słyszę:

"Nie cie mama, ja siobie... pomogę!!!"

Tak trzymaj synu. 

środa, 3 stycznia 2018

DUŻY, NIEDUŻY

Tymon, zapytany ile ma lat, nadal uparcie twierdzi, że dziesięć. Jednak, gdy próbuję go namówić do samodzielnego zasypiania, zaczyna się mazać, wcierać we mnie, obłapiać mnie za szyję i tulić. Tłumaczę mu, że jest już dużym chłopcem, a on wtedy zaczyna zawodzić:

"Nie jeśtem duzi! Jeśtem MALUTKI"

I tym argumentem zwykle mnie przekonuje... 

piątek, 22 grudnia 2017

SZEŚCIOLATEK PRAWDĘ CI POWIE

Wróciłam z wigilii firmowej, akurat w momencie, gdy Trolle szły się kąpać. Wypadły z łazienki, wrzeszcząc "mama!!! i odkryły coś, co planowałam schować głęboko w szafie i wydzielać po trochu  tj. paczki ze słodyczami od mojej firmy. 

Tymuś dosłownie się rozanielił, chwycił torbę w objęcia i aż westchnął: "Moja paćka, moja paciuśka!!!", a następnie usiłował rozpakować i zjeść wszystko, co się tylko dało, a czego się nie dało - chociaż przytulić. I tak przyciskał do siebie ptasie mleczko, delicje, mamby, czekoladę, aż mu wszystko zaczęło wypadać, bo usiłował wziąć ponownie w objęcia całą paczkę, ale tym razem - dzieloną na sztuki. 

Blanka przejrzała zawartość metodycznie, sztuka po sztuce, a zaczepiona przez Andrzeja, naczelnego słodyczożercę w naszej rodzinie:
"Co tam masz, pokaż, dasz trochę?"

wyjęła z paczki toffifie i podając ojcu, rzuciła:

"Tym Cię mogę poczęstować. Tego i tak nie lubię".

czwartek, 21 grudnia 2017

PROPOZYCJA

Włazi mnie na kolana, udeptuje mi je swoimi pulchnymi stópkami, zarzuca ręce na szyję, przytula się i wyznaje - "Kacham Cię mama, kacham Cię!!!"

Próbuję go nieco odlepić od siebie, machinalnie potakując - "Tak tak synku, ja też się kacham" A on zagląda mi w oczy swoimi szarozielonymi ślepiami i indaguje dalej:

"Umówiś się???"

Skąd on bierze te hasła, ja się pytam???




środa, 20 grudnia 2017

POUCZENIE

Tymon ma ostatnio bardzo duży problem z zasypianiem. Generalnie od zawsze spał tragicznie, budził się po kilkanaście razy w nocy, głównie ze względu na swędzącą, chorą skórę. Potrafił się wybudzić kompletnie i dwie godziny w nocy gadać, bawić się; często zastawał nas świt, zanim Młody znów zapadł w objęcia Morfeusza. Skóra co prawda wygląda już dużo lepiej, ale problemy ze spaniem zostały. Baaardzo rzadko Tymkowi zdarza się przespać całą noc bez pobudki. Teraz dodatkowo pojawiły się kłopoty z zasypianiem. Małpiszon nie powinien już tak naprawę spać w dzień, w weekend spokojnie daje radę dotrwać do wieczora bez drzemki, niestety, w tygodniu, kiedy jest w żłobku, śpi, tak jak wszystkie dzieci tam.

Wieczorem z kolei, o spaniu nie chce nawet słyszeć. Od dwudziestej, gdy tylko przebiorę go w piżamę, z uporem maniaka powtarza - "Nie chcie spić!". Niestety, nie kłamie. Gdy w końcu, grubo po dwudziestej pierwszej udaje mi się go zagonić na łóżko, przypomina mu się, że chce mu się siku. Złazi więc i idzie do toalety. Znika. Wczoraj Blanka poszła zobaczyć, co on tam tak długo robi. Po chwili woła mnie:
"Mamo, przyjdź tutaj, bo on sobie myje kolana!"
WTF??? 
Idę. Faktycznie, siku zrobił, a teraz siedzi na schodku pod lustrem i moimi płatkami myje swoje tłuste nóżki. Tylko dlaczego, do jasnej cholery, robi to zmywaczem do paznokci???

Zabieram. Ryczy. Myję. Zakładam świeżą piżamę. Zabieram z powrotem do łóżka. Zaczynam czytać. Tymon oznajmia, że chce mu się pić. Przezorna, zawsze ubezpieczona matka już sobie na tą okazję przygotowała wodę obok łóżka. Pije. I tak jeszcze z pięć razy. Przekłada poduszkę na drugą stronę, także kilka razy. Tarza się. Włazi pod kołdrę i nie chce spod niej wyleźć. Wyciągam za nogi. Ryczy. Kładę siłą na poduszkę. Próbuję mu poczytać. Zabiera mi książkę. Więc ja zabieram jemu. Wyje. Żąda robienia "warzyła sroczka kaszkę warzyła" na jednej rączce, potem na drugiej. Następnie na stopie. I na drugiej stopie.
Tarza się, cały czas pskandując "nie chcę śpić!!!"
Wkurzona, gaszę w końcu lampkę.
Ryczy. Przekłada sobie poduszki.
W końcu - zasypia.

I wtedy, właśnie wtedy, łapie mnie kaszel. Suchy, męczący, dokuczający od blisko dwóch tygodni. Wciskam twarz w poduszkę. Na nic. Tymon otwiera ślepia, siada i poucza mnie zupełnie trzeźwym głosem:

"Nie kaśl na mnie, bo będę chola!"